janpe janpe
152
BLOG

Chrześcijańska strategia duchowego wzrostu

janpe janpe Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Strategia
  jest pojęciem z języka militarystów, a ostatnio używana jest przez osoby zarządzające gospodarką. Jest modna. Dobrze widziane jest mieć strategię. Kiedy więc pewnemu pastorowi z Niemiec, w moim łamanym angielskim próbowałem wyjaśnić tajniki chrześcijańskiej strategii było i śmiesznie i strasznie. Przede wszystkim mój rozmówca był chyba zdegustowany kojarzeniem słów „strategia” i „ewangelia”. 
Strategia nie jest ani śmieszna ani straszna. Każdy prakseolog - filozof zajmujący się teorią sprawnego działania wie, że każdy przejaw świadomej działalności ludzkiej ją ma. To pierwsza, definiująca ją właściwość: strategia jest elementem świadomego działania.
Wojsko używa tego terminu od wieków, od czasów starożytnych. Choć byłem sierżantem i dowodziłem plutonem żołnierzy nigdy nie prowadziłem zajęć z zakresu strategii, co najwyżej z zakresu taktyki. Strategia była zarezerwowana dla oficerów. Dlatego, że żołnierz jest przez armię traktowany jak mięso armatnie więc dobrze, żeby myślał, ale nieoceniał - wykonywał polecenia jak robot. Ponieważ strategia to plan osiągnięcia celu, a żołnierz nie jest od planowania tylko wykonywania, więc nie uczestniczy w zajęciach z tej dziedziny. Ale... nie oznacza to, że tylko ludzie w białych kołnierzykach planują swoje i cudze działania. Nawet na budowie, a może właśnie tam najbardziej, właściwe planowanie i dobry projekt ma kapitalne znaczenie dla sukcesu. Ile razy widziałem (na budowie) jak niewłaściwa kolejność wykonywanych czynności zmuszała do rozbiórki i pracy od nowa. W takich miejscach jak budowa wszyscy, od projektanta do cieśli zastanawiają się jaka jest właściwa kolejność działania. Nawet osoba zamiatająca podłogę „kombinuje” jak zrobić to najefektywniej. Bo drugą zasadniczą cechą strategii jest kolejność wykonywanych czynności. Tak więc każda osoba, która planuje swoją robotę/działanie i ustala kolejność wykonywanych czynności określa swoją strategię. Czy buduje skrzypce, czy partię polityczną lub biznes - ten etap projektowania działania jest określaniem strategii.
Taktyka nie jest małą strategią. Jest metodą wykonywania zadań. Samochody Ferrari składa się ręcznie, a samochody Fiata składają roboty. Jedne muszą być drogie a drugie tanie. Wielu ludzi z powodu chęci wyróżnienia się za wszelką cenę, nie chce używać rzeczy takich samych jak wszyscy. Woli zapłacić drożej za gorzej byleby tylko mieć coś czego inni mieć nie mogą. Dlatego wszelkie produkty „handmade” wykonane gorzej niż przez maszyny będą miały powodzenie byleby sprzedawać je z odpowiednią historyjką. Tak więc samochód i zegarek można wykonać dobrze i solidnie na kilka sposobów - ten sam produkt uzyskać różnymi metodami. Podobnie podróżować z Berlina do Hamburga można romantycznie (barką rzeczną) szybko koleją i męcząco... autem lub samolotem. Tak naprawdę nie wiem czy niemieckie koleje są męczące, ale mam nadzieję, że dobrze odgadłem. Zapomniałem jeszcze o metodzie podróżowania Forresta Gumpa.
Przytoczę opinię J.Koriwna-Mikke o Kaczyńskim na dowód tego, że ludzie zajmujący się teorią działania rozróżniają strategię i taktykęfile:*C2:2:434:.

Musicie przy tym Państwo zdawać sobie sprawę, że Jarosław Kaczyński to polityk wysokiej klasy. Znający dobrze historię, znający się na mechanizmach politycznych, znakomity manipulator i wręcz genialny taktyk. To wystarcza do Zdobycia władzy.

Ze strategią u Niego jest znacznie gorzej: po zdobyciu władzy taktyk nie ma pojęcia, co robić dalej, bo nie ma żadnej strategii, żadnych zasad.

Janusz Korwin-Mikke o Jarosławie Kaczyńskim

I nawet jeżeli moje objaśnienia niczego i nikomu nie objaśniły lub zrobiły to niezadowalająco to niech będzie to impulsem do dalszych już własnych poszukiwań wiedzy na ten temat - bo jest coś na rzeczy. Czy Kaczyński jest dobrym taktykiem a złym strategiem nie będę oceniał. Nie potrafię spokojnie mówić o obłudzie. A jego przykład pokazuje, że czasami można dotrzeć do jakiegoś punktu (osiągnąć pewien stan, sytuację i nie wiedzieć po co). Tę przypadłość imputuje panu Jarkowi pan Janusz.
A teraz wróćmy na nasze podwórko. Chrześcijanin też dąży do czegoś, więc jest pytanie czy temu dążeniu nie można przypisać jakiejś strategii i taktyki - czy nie można tego dążenia zaplanować i mieć go pod kontrolą. I odpowiedź jest jednoznaczna - jak najbardziej tak. Chrześcijanin powinien rozwijać się duchowo w oparciu o plan, powinien już na starcie wiedzieć dokąd zmierza i jak tam się dostać. ftp:bw!Jan:1,9
Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat.

ftp:bw!Jan:12,35-36
Na to rzekł im Jezus: Jeszcze na małą chwilę światłość jest wśród was. Chodźcie, póki światłość macie, aby was ciemność nie ogarnęła; bo kto w ciemności chodzi, nie wie, dokąd idzie.
Wierzcie w światłość, póki światłość macie, abyście się stali synami światła. To Jezus powiedział, i odszedłszy, ukrył się przed nimi.

ftp:bw!Jan:12,46
Ja jako światłość przyszedłem na świat, aby nie pozostał w ciemności nikt, kto wierzy we mnie.


Określenie „światłość” nie ma innego znaczenia jak zrozumienie, poznanie, wiedza, umiejętność. Porównać to można do słów Pawła: ftp:bw!Rz:2,17-21
Jeśli tedy ty mienisz się Żydem i polegasz na zakonie, i chlubisz się Bogiem,
i znasz wolę jego, i umiesz rozróżnić dobre od złego, będąc pouczonym przez zakon,
i uważasz siebie samego za wodza ślepych, za światłość dla tych, którzy są w ciemności,
za wychowawcę nierozumnych, za nauczyciela dzieci, mającego w zakonie ucieleśnienie wiedzy i prawdy,
ty więc, który uczysz drugiego, siebie samego nie pouczasz? Który głosisz, żeby nie kradziono, kradniesz?

lub ftp:bw!Ef:5,9
bo owocem światłości jest wszelka dobroć i sprawiedliwość, i prawda.


Zasadnym jest pytanie o strategię jaką każdy z nas preferuje czy stosuje, jaki ma plan w dziedzinie duchowego wzrostu. Ja sądzę, że niewielu umiałoby się ze swojej strategii wytłumaczyć. Myślę tak, bo nie spotkałem nikogo kto by używał takiego słownictwa do objaśniania tajników duchowego wzrostu. Można w związku z tym mieć wrażenie, że mówienie o strategii duchowego wzrostu to jest mówienie o rzeczach znanych i stosowanych, ale inaczej, „modniej”. I niepotrzebnie. Nie będę robił ankiety i badania tego zagadnienia jakim jest planowanie swojego duchowego rozwoju, choć sądzę, że jest z tym kiepsko. Ponadto obserwując otoczenie widzę, że zdecydowana większość braci chcąc rozwijać się duchowo czyta Biblię i się modli. Jakość duchowego życia u siebie i u innych ocenia na podstawie tych dwóch wskaźników. No więc padnie teraz sakramentalne: „a co Biblia mówi na ten temat”?
A co Biblia mówi na ten temat,
zawarte jest w jednym zdaniu. Odkryłem to przypadkiem. Ale wiązało się to z okresem moich prakseologicznych poszukiwań. Po przeczytaniu kilku książek z tej dziedziny filozofii, czytając drugi list Piotra natknąłem się na plan działania:

Szymon Piotr, sługa i apostoł Jezusa Chrystusa, do tych, którzy dzięki sprawiedliwości Boga naszego i Zbawiciela Jezusa Chrystusa osiągnęli wiarę równie wartościową co i nasza:
Łaska i pokój niech się wam rozmnożą przez poznanie Boga i Pana naszego, Jezusa Chrystusa.
Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę,
przez które darowane nam zostały drogie i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury, uniknąwszy skażenia, jakie na tym świecie pociąga za sobą pożądliwość.
I właśnie dlatego dołóżcie wszelkich starań i uzupełniajcie waszą wiarę cnotą, cnotę poznaniem,
poznanie powściągliwością, powściągliwość wytrwaniem, wytrwanie pobożnością,
pobożność braterstwem, braterstwo miłością.
Jeśli je bowiem posiadacie i one się pomnażają, to nie dopuszczą do tego, abyście byli bezczynni i bezużyteczni w poznaniu Pana naszego Jezusa Chrystusa.
Kto zaś ich nie ma, ten jest ślepy, krótkowzroczny i zapomniał, że został oczyszczony z dawniejszych swoich grzechów.
Dlatego, bracia, tym bardziej dołóżcie starań, aby swoje powołanie i wybranie umocnić; czyniąc to bowiem, nigdy się nie potkniecie.
2p:1,1-10
Zróbmy krótką analizę tej treści. Po pierwsze jest cel - poznanie Boga i uczestnictwo boskiej natury. To jest to co „interesuje” chrześcijanina. Po drugie jest określona kolejność w postępowaniu co sugeruje określenie „uzupełniajcie”. Po trzecie jest określony punkt wyjścia. I na koniec dodane jest ostrzeżenie- to jest jedyna słuszna strategia. Bo autor mówi - jeśli nie zdobyłeś tego co ci wyliczyłem to jesteś ślepy, jeśli masz to o czym mówię to nie możesz być bezużyteczny i bezczynny i nigdy nie upadniesz. Dlaczego więc tak mało się słyszy na kazaniach o tym fragmencie Biblii? Bo nikt tego nie stosuje!!!
W opracowaniach W.Barclay’a file:*BF:1:1:grafika na temat pism biblijnych temu jednemu zdaniu jest poświęcone kilka stron. To świadczy, że Barclay zrozumiał wagę, znaczenie tego tekstu, choć może nie do końca. Może nigdy nie dowodził plutonem jako sierżant komunistycznego wojska?
Najwłaściwiej jest odesłać każdego zainteresowanego do opracowania Barclay’a jako świadectwa innego badacza tematu.
To co przeoczył Barclay to znaczenie kolejności w uzupełnianiu elementów chrześcijańskiej osobowości. Przypatrzmy się konsekwencjom jakie niesie zamiana kolejności dwóch elementów poznania i cnoty.
Wiele osób uważa, że kolejność powinna być inna niż proponowana przez Piotra. No bo skąd możesz wiedzieć co masz czynić, jakie życie jest dobre, a jakie złe? Więc najpierw musisz czytać Biblię i może jakieś inne pisma, naprzykład pana Barclay’a a potem będziesz mógł ruszyć do boju i czynić dobrze, żyć cnotliwie. Tymczasem Piotr sugeruje, że to powinno przebiegać inaczej, że z cnotliwego życia, z jego praktykowania ma wynikać twoja wiedza co jest dobre a co złe. Dobrze koresponduje to ze słowami Pawła: ftp:bw!1tes:5,21
Wszystkiego doświadczajcie, co dobre, tego się trzymajcie.


Warto też zwrócić uwagę, że wiedza budowana z doświadczenia będzie miała zupełnie inną treść i charakter niż budowana na intelektualnych spekulacjach. Greckie słowo „gnoza” tutaj przetłumaczone na „poznanie” oznaczało bardziej umiejętność niż teorią. Między tymi słowami jest taka sama różnica jak między inżynierem, a magistrem. Żeby nie być posądzonym o złośliwość - ja jestem magistrem. Magistrem chemii szacownego uniwersytetu.
Podobnie warto zauważyć jak „późno” na drodze duchowego rozwoju pojawia się pobożność. Jest tak z prostej przyczyny - pobożność aby nie była fanatyczną dewocją musi być wyposażona w opanowanie. Chociażby tylko w to. Tak więc gdy spotkamy jakiegoś chrześcijańskiego neofitę ogarniętego chęcią modlenia się dzień i noc powinniśmy się zastanowić czy przypadkiem „gościu nie odlatuje nam w inne stany świadomości” i to niekoniecznie te pożądane. No i okazuje się, że dojrzała miłość to nie jest jakaś prosta sprawa, że wymaga to więcej umiejętności niż chęci każdy się chyba przekonał. To dlatego Paweł napisał: ftp:bw!1ko:13,3.
I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże.


Ze strategii Piotra, mnie osobiście najbardziej dotknęło oryginalne znaczenie słowa przetłumaczonego tak niezręcznie na „wytrwałość”.
  Na zakończenie trochę „herezji”. W tej „strategii Piotra” nie ma jednego słowa o czytaniu Biblii, modlitwach, nocnych i dziennych czuwaniach, prorokowaniu, mówieniu językami czy uzdrawianiu chorych i cierpiących. Ani słowa!!! Dlaczego!!! Bo wzrost duchowy to budowanie osobowości. Kształtowanie psychiki. Samym czytaniem i modlitwą jej nie zbudujesz. Psychikę zbudujesz tylko praktycznym działaniem. To jest ta odrobina „herezji”, która wzburzy „uczonych w Piśmie”. Współczesna chrześcijańska praktyka różni się od tej jaką stosował Piotr i kościół apostolski. Wiemy, że tak jest bo widzimy to gołym okiem. Moim zdaniem przyczyną jest właśnie odmienna strategia rozwijania swojej duchowości. Po prostu „inni” chrześcijanie tworzyli kościół apostolski. 




 

janpe
O mnie janpe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości