janpe janpe
178
BLOG

Dogmatyzm

janpe janpe Rozmaitości Obserwuj notkę 2

(tekst jest fragmentem większego opracowania)

 Omówliśmy dotychczas temat wolności od autorytetów, który można skwitować stwierdzeniem, że każdy z nas ma do Boga tylko jednego pośrednika: Jezusa.

Drugie spotkanie poświęcone było nauce posługiwania się paradygmatem. Przede wszystkim staraliśmy się wyjaśnić, że każdy z nas: kamieniarz, stolarz, naukowiec i ktokolowiek posługuje się paradygmatem. Uczyliśmy się paradygmatu na bazie teorii osobowości. Zamiarem tego połączenia było powiązanie „pożytecznego z dobrym”.
Trzecim tematem była teoria poznania. Staraliśmy się zrozumieć jak działa nasz umysł w zakresie budowania naszego poznania, czyli jak ludzki umysł buduje paradygmaty. Okazało się, a przynajmniej miało się okazać, że każdy człowiek posługuje się paradygmatami przez wiarę. Mało tego: ludzka wiara jest tak silna, że nawet mając świadomość, że nasze paradygmaty są niedoskonałe jesteśmy zdolni do działania w oparciu o nie. 
Nadszedł czas wykorzystać wszystkie te informacje do przeanalizowania zjawisk i procesów jakie mają miejsce w chrześcijaństwie. Złych zjawisk oczywiście. 
Sądzę, że warto wyjaśnić dlaczego zajmowanie się „ciemną stroną mocy” jest właściwe.
1. Przede wszystkim przykład autorów biblijnych. Oni nie upiększali prawdy. Król Dawid i jego straszne zbrodnie są nam doskonale znane dzięki Biblii. Świat postępuje inaczej i ukrywa swoje grzechy, czego dowodem jest afera WikiLeaks. 
2. Namawiając do nawrócenia i tłumacząc ewangelię zawsze mówimy o grzechu. Bez zrozumienia tego faktu, trudno o prośbę o zbawienie. Namawiamy też ludzi do rezygnacji ze złej drogi. Skoro więc my też nie jesteśmy wolni od grzechów, zacznijmy poprawiać świat od samych siebie- dajmy przykład.
3. Przedstawianie ewangelii z błędami (a tak jest gdy ukrywamy przed sobą i innymi nasze grzechy) jest jej zaprzeczeniem. ftp:bw:Jan:8,32  i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi.   W słowach Jezusa jest to wyraźnie ujęte.
Od samego początku bycia chrześcijaninem bulwersowały mnie wzajemne oskarżenia o nieprawomyślność. Naiwnie myślałem, że da się to przezwyciężyć dialogiem, ale po dwóch latach wiedziałem, że co dla mnie było uboczne dla niektórych było zasadnicze. Mam tu na myśli spory doktrynalne. Chyba głównie z racji mojego usposobienia zamiast wdawać się w osądzanie kto ma rację zastanwiłem się czym te ich doktryny są. Oczywiście odkryłem, że kłócą się o paradygmat. Ale rozsztrzygnięcie, który paradygmat jest lepszy zwykłym ludziom przychodzi stosunkowo łatwo - wystarczy sprawdzić doświadczeniem. Dlaczego więc chrześcijanie, miłośnicy prawdy mają z tym takie problemy? Odpowiedź przyszła szybko - bo ich paradygmaty mają specyficzną konstrukcję - są to dogmaty.
Drugi list Pawła do Tymoteusza jest pewnego rodzaju testamentem nauczyciela - są to jakby ostatnie wskazówki i rady jakich Paweł udziela komuś kto będzie kontynuował jego pracę. Jedna ze wskazówek dotyczy unikania pustej mowy ftp:bw:2tm:2,16-17  A pospolitej, pustej mowy unikaj, bo ci, którzy się nią posługują, będą się pogrążali w coraz większą bezbożność,  a nauka ich szerzyć się będzie jak zgorzel; do nich należy Hymeneusz i Filetos,   . To określenie pusta mowa w tym liście i 1 liście do Tymoteusza pojawia się kilkakrotnie. W liście do Kolosan ftp:bw:Kol:2,8  Baczcie, aby was kto nie sprowadził na manowce filozofią i czczym urojeniem, opartym na podaniach ludzkich i na żywiołach świata, a nie na Chrystusie;   też jest podobne ostrzeżenie. W 2 liście do Koryntian  ftp:nas:2co:10,4-5  for the weapons of our warfare are not of the flesh, but divinely powerful for the destruction of fortresses.  [ We are] destroying speculations and every lofty thing raised up against the knowledge of God, and [we are] taking every thought captive to the obedience of Christ,    w polskim tłumaczeniu użyte jest określenie „wrogie zamiary”, ale ks. Kowalski przetłumaczył to na sofizmaty, a amerykanie na spekulacje. Wróćmy do pierwszego cytatu. W drugim zdaniu Paweł pisze, że ta nauka będzie się szerzyć jak gangrena. Sądzę, że używając tego porównania miał na myśli, szybkość, zabójczość (szkodliwość) i rozległość tej choroby. Skoro traktujemy serio te słowa to odpowiedzmy sobie na pytanie - jakie zjawisko występujące w chrześcijaństwie ma te cechy. Można trochę uprościć poszukiwania gdyż Paweł daje wskazówkę: to negatywne zjawisko jest nauką-logosem. Jeżeli nie odkryjemy tego zjawiska to się nie martwmy naszą małą spostrzegawczością, ani nie cieszmy wolnością od „gangreny”. Zachowajmy ostrożność. Wiele osób uważa, że Paweł w liście do Tymoteusza opisuje jakąś jedną konkretną fałszywą doktrynę, od której współczesne chrześcijańswo jest wolne. To bardzo prawdopodobne. Ale zważywszy na fakt, że obecność świadków i uczniów samego Jezusa nie uchroniła kościoła apostolskiego od fałszywych koncepcji światopoglądowych trudno jest przypuszczać, że kościół obecny jest wolny od tego typu problemów. Zresztą spory doktrynalne i ich ofiary są dowodami, że ta gangrena istnieje i niszczy kościół. 
Gdyby analizować dokładniej cytat z 2tym to okaże się, że Pawłowi nie chodzi o konkretną doktrynę Hymeneusza i Filetosa. Ci dwaj nauczyciele należą do czegoś większego niż fałszywa doktryna o zmartwychwstaniu. Paweł używa określenia „światowa pusta mowa”. Najczęściej tłumacze rozumieją to określenia jako „pogaduchy”. Bądźmy jednak ostrożni i nie traktujmy tego zjawiska, które jest tak popularne jako całkowicie bezwartościowe. Może jakaś logika w tym była. Jednak pusta mowa oznacza napewno jedno: brak praktyczności, stosowalności takiego nauczania. ftp:bw:2tm:2,23  A głupich i niedorzecznych rozmów unikaj, wiedząc, że wywołują spory.   Paweł przestrzega przed czymś podobnym. W j. angielskim przetłumaczono to na głupie i niedorzeczne spekulacje. I wymienia ważna cechę takiego działania: spory. Spory o słowa. Kiedy dotarła do mnie ta treść (ta interpretacja wypowiedzi Pawła) skojarzyłem to ze zjawiskiem obecnym w chrześcijaństwie od dwóch tysięcy lat - dogmatyzm. 
Najlepszą definicją słowa dogmat jest jego starożytne znaczenie.  patrz: http:*portalwiedzy.onet.pl/91180,,,,dogmat,haslo.htmlinternet
„postanowienie prawne zgromadzenia ludu lub senatu, także twierdzenie filozoficzne uznawane przez przedstawicieli danej szkoły za nie podlegające dyskusji.”
W zastosowaniach chrześcijańskich po raz pierwszy użyto słowa dogmat w okresie reformacji. Ale samo zjawisko znane jest od czasów rzymskich. Od czasu dyskusji światopoglądowych. Kiedy skłóceni dyskutanci nie mogli dojść do porozumienia lub mówiąc wprost, żadna ze stron nie mogła „pokonać” oponenta czyli przekonać do swoich racji i poglądów, do akcji wkraczało zgromadzenie na przykład biskupów i ustalało arbitralnie kto ma rację. Tak ustalono prawdziwość istnienia Trójcy Świętej. Czy uchwała zgromadzenia zakończyła spór? Ależ nie. Trwa on do dzisiaj. Świadkowie Jehowy głoszą, że Trójcy nie ma. Większość kościołów głosi, że jest. To może nie miałoby znaczenia gdyby nie wykonane wyroki śmierci zarówno na zwolennikach Trójcy jak i jej przeciwnikach. Oczywiste jest, że problemu by nie było gdyby udało się sprawdzić, doświadczalnie udowodnić, że ona jest. A tu jest problem. Nie da się tego udowodnić. Łatwo zauważyć, że konieczność uchwalania dogmatów jest potrzebna w sytuacjach, gdy głoszone twierdzenia nie są weryfikowalne doświadczeniem.
Nie da się udowodnić, że:
1. Maria, matka Jezusa była dziewicą 
2. Maria została wniebowzięta żywcem
3. Jezusa powieszono na palu, a nie na krzyżu
4. Istnieje coś na kształt organizacji zwany Trójcą Świętą. Może nawet jest to czwarta „postać” Boga
Oczywiście da się takich twierdzeń wyliczyć więcej a te przytoczone przeze mnie są na przykład.
Pozornie może się wydawać, że całe chrześcijaństwo opiera się na twierdzeniach, których nie da się sprawdzić. Oczywiście kluczowym jest nasze, ludzkie zmartwychwstanie. Ale to jest tylko złudzenie. To nie jest dogmat. Nasze przekonanie, że nastąpi nasze zmartwychwstanie opieramy na fakcie zmartwychwstania Jezusa. A to nie jest dogmat tylko fakt historyczny. Czy miał on miejsce czy nie jest kwestią wiary w dowody. Jakie? Cóż. Według mnie najlepsze z możliwych - świadectwo naocznych świadków. Dla mnie są oni wiarygodni ponieważ zaświadczyli o tym własnym życiem. Jakieś dziesięć lat temu prof. Anna Świderkówna napisała obszerny artykuł wielkanocny na zamówienie tygodnika „Polityka”. Będę cytował z pamięci, ale sensu jej wypowiedzi na pewno nie przekręcę.
„Nie wiemy co się wydarzyło 2000 lat temu w Jerozolimie. Ale musiało coś się wydarzyć bo wierzyli w to uczniowie Jezusa”. 
Nie traćmy głównego wątku: dogmatyzmu i nie zastanawiajmy się dlaczego zmartwychwstanie Jezusa jest wiarygodne. Istnienie Trójcy ktoś „odkrył”. Jak? Myślał, myślał i wymyślił. Czy można to sprawdzić? Nie można. Czy da się myśleć, myśleć i... nie wymyśleć? Da się. 
Zmartwychwstania nikt nie wymyślił. A jeżeli wymyślił to my, chrześcijanie jesteśmy oszukani. W przypadku Trójcy Świętej nikt nas nie oszukuje. Istnienie Trójcy Świętej ma jednego lub wielu autorów. I choć są oni dla nas nieznani z imienia, to nie zmienia to faktu, że wiemy, iż jest to myśl ludzka, której sprawdzić się nie da. Moim zdaniem określenie tego typu poglądów mianem pustej, czczej gadaniny i spekulacji intelektualnej jest jak najbardziej poprawne.
W czasie wstępnych rozmów na temat tego cyklu wykładów padło to sakramentalne pytanie zaadresowane do mnie: a co ty myślisz o Trójcy Świętej. Mogę teraz szczerze odpowiedzieć: Nie wiele. Ale znacznie więcej myślę o Kalwinie, który doprowadził do spalenia żywcem Miquela Serveta pod pretekstem tego, że nie uznawał on istnienia Trójcy Świętej za prawdę. Kalwin jest mordercą. Ma on więcej na sumieniu, nie tylko Serveta, ale któż nie ma. Nie ja go będę sądził, na szczęście bo najpierw musiałbym osądzić siebie. Czy warto ze mną dyskutować o Trójcy? Nie warto bo unikam tego tematu jak stosu. Czy ogłosiłbym dogmat o istnieniu bądź nie istnieniu Trójcy Świętej? Nigdy.
Czy dyskusja o Trójcy Świętej jest szkodliwa? Patrz do Biblii. To moje zdanie.
Jakieś dziesięć lat po moim nawróceniu wpadła mi w ręce książka Feynmana „Sens tego wszystkiego”. Sens tej książki jest taki sam jak kultowej pracy Betranda Russella „Nauka a religia”. Ale polecam Feynmana bo jest ciekawszy i treściwszy. Teza tych książek jest stosunkowo jasna. Naukowiec nie może być chrześcijaninem i odwrotnie, bo naukowiec musi być sceptykiem, a chrześcijanin jest dogmatykiem. Połowa tego zdania jest prawdziwa, druga nie. To znaczy, naukowiec musi być sceptykiem. Parafrazując Feynmana można powiedzieć, że prawdziwy naukowiec po otrzymaniu nagrody Nobla za swoje odkrycie, na drugi dzień będzie wykonywał doświadczenia sprawdzające czy się nie pomylił. 
A czy chrześcijanin jest dogmatykiem - to znaczy głosi poglądy, których sprawdzić nie można? I tak i nie. Prawdą jest, że chrześcijaństwo jest takimi poglądami „przesiąknięte”, ale to jest ta zgorzel o której pisał 2000 lat temu Paweł. Część poglądów chrześcijanina jest taka samo zbudowana jak poglądy naukowców. Wierzymy w fakty. Albo lepiej powiedzieć - gdyby nie gangrena dogmatyzmu wierzylibyśmy tylko w fakty. Żeby nie było, że ja trynitarzy lub antytrynitarzy nazywam zgorzelą. Nazywam zgorzelą spekulacje intelektualne i dogmatyzm - sposób ustalania prawdziwości twierdzeń. Wiele oddanych Jezusowi osób w rozmowach o Trójcy zarzekało się, że dla nich to nie jest problem. Mieli na myśli fakt, że nie traktują tego dogmatu jako probierza chrześcijaństwa. Ale wiele osób oddanych nauce Jezusa na tej podstawie określa czy ktoś jest czy nie jest chrześcijaninem. Spieranie się o Trójcę jest bezprzecznie jałowe, puste. Dlaczego więc spór trwa prawie 2000 lat. Dlaczego przywódcy są tak ślepi i czytając Biblię nie zauważą tej prostej analogii. Sekret tkwi w psychologii władzy. Władza polega na nakłanianiu innych do wykonywania naszej woli - działania jakiego pragnie osoba władzę posiadająca. Nie ma nic lepszego niż sprawdzenie uległości jak dogmat. Przecież z samej swej definicji dogmat to wyrok sądowy. Dogmat ze swej istory nie jest dowodem prawdy a wyrokiem sądu przywódców lub przywódcy. Skoro nie można udowodnić dogmatycznego twierdzenia to znaczy, że ani ten co ogłasza dogmat, ani ten co twierdzi, że w niego wierzy nie może się przekonać czy ma rację. Nikt. Pozostaje tylko posłuszeństwo wyrokowi. Czysta władza. Przypuśćmy, że każesz ludziom wierzyć, że bez powietrza się uduszą. ich zgoda nie  jest przejawem twojej władzy. Odmiennie ma się sprawa ze stwierdzeniem, że na Plutonie jest woda (załóżmy, że nikt tego jeszcze nie sprawdził). Zgoda na to jest przejawem posłuszeństwa. Czysta władza.
Gdybyś komuś przyszło do głowy oponować i stwierdzić, że tak jak nie można się przekonać do dogmatu, tak samo nie można przekonać się do nauki Jezusa... nie wie co mówi. Do tego akurat można się przekonać. I prawdę mówiąc przekonanie chrześcijan o prawdziwości tych wszystkich nieprawdopodobnych twierdzeń o Jezusie, w dużej mierze decyduje  stosowalność i użyteczność nauki o człowieku jaką Jezus głosił. Prawdę powiedziawszy, wielu chrześcijan przyznaje się do tego, że jest im obojętne co będzie z nimi po śmierci - fakt życia z Jezusem tu i teraz jest wystarczająco satysfakcjonujący. Do nauki Jezusa można się przekonać. Ona działa. 
Podzielę sie tutaj moją osobistą refleksją na temat Pawła. Poprzednio omawialiśmy teorię osobowości jakiej używał Paweł. Moim zdaniem, ktoś obdarzony takim umysłem i taką wiedzą jak Paweł nie musiałby głosić ewangelii aby być popularnym, cenionym i bogatym filozofem tamtego świata. Jedyne wytłumaczenie faktu, że zamiast być cenionym, popularnym i bogatym wolał pracować na swój chleb i „po godzinach” nauczać jest takie, że wierzył w to co robi - wierzył w Jezusa. Jego częste ostrzeżenia pod adresem pustej mowy świadczą, że nie był kanapowym czy biblitecznym filozofem. A tak jest w przypadku poglądów dogmatycznych. Twierdzenia dogmatyków nijak się mają do rzeczywistości. To imaginacje bo skoro nie można ich werfikować doświadczeniem to w umysłach powstały i umysły zaśmiecają. A w istocie zniewalają - podporządkowują chrześcijan przywódcom.
Szkoda jaką wyrządzają dogmaty ma jeszcze jeden wymiar, jeszcze jeden skutek. Jak już wspomniałem zmartwychwstanie Jezusa jest faktem historycznym- prawdziwym lub fałszywym. Dlaczego jedni uznają to za prawdę a inni za fałsz jest odrębnym problemem do omówienia. Ale warto się zastanowić czym jest twierdzenie o istnieniu Boga.  Jeżeli historia jest opisem dziejów ludzkości to istnienie Boga nie jest faktem historycznym. Czy jest dogmatem?
Na pewno zdanie typu „Bóg istnieje” jest twierdzeniem - można mu przypisać wartość prawdy lub fałszu. Ponadto wiemy, że gdyby to mogło być sprawdzone doświadczalnie dawno już by było wykonane. Tak więc mamy problem bo być może cały ten „religijny zamęt” mieści się w kategorii dogmatu. Na szczęście wiemy od 1931 roku, że tak nie jest. Wiemy to dzięki odkryciu  twierdzenia Godla. W całą sprawę są zamieszani najwybitniejsi matematycy XX wieku, między innymi Betrand Russell. Istota twierdzenia  Godla nie jest trudna do przyswojenia. W kontekście tego znamienne jest, że nie jest ono elementem powszechnej edukacji. Moim zdaniem dlatego, że mąci w głowach. Twierdzenie dotyczy teorii matematyki, ale ma też konsekwencje logiczne. W tym zakresie można je ująć następująco: logika jaką posługują się ludzie jest tego rodzaju, że istnieją twierdzenia prawdziwe, których w żaden sposób nie da się udowodnić. Kwestia istnienia czy nieistnienia Boga jest takim właśnie twierdzeniem. Podobnie jak stwierdzenie, że nasza czasoprzestrzeń powstała w efekcie zjawiska zwanego Wielkim Wybuchem z niczego. Oczywiście znajdą się „znawcy” astrofizyki, którzy stwierdzą, że mamy dowody na wielki wybuch. Ale tym radzę się zastanowić, czy tych wszystkich obserwacji zjawisk przyrodniczych, i tego Wielkiego Wybuchu nie da się zinterpretować jako dowodu na Stworzenie nas przez Boga? ftp:bw:Heb:11,3  Przez wiarę poznajemy, że światy zostały ukształtowane słowem Boga, tak iż to, co widzialne, nie powstało ze świata zjawisk.   oraz ftp:bw:Rz:1,20  Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę,   
Twierdzenie o istnieniu Boga nie jest dogmatem bo jest interpretacją powstałą z obserwacji Przyrody. Dla przykładu domat o Wniebowstąpieniu Marii jest interpretacją Pism i to nie wiadomo jakich, bo żaden fragment Biblii o tym nie wspomina. 
Powodem wspomnianej niechęci w edukowaniu społeczeństwa o odkryciu Godla jest relatywizm ludzkiej wiedzy, który jest oczywistym z niego wnioskiem. Bo skoro nie da się udowodnić jakiegoś twierdzenia to wszystkie inne, które są jego konsekwencją też nie są udowodnione. Twierdzenie Godla wyjaśnia nam, dlaczego wspomniany w poprzednim wykładzie Mario Bunge stwierdził, że sceptycy też stosują w swoim poznaniu wiarę. Nasza wiedza, nie tylko chrześcijańska, ale każda ludzka wiedza to zbiór twierdzeń będących przedmiotem naszej wiary. Twierdzenie Godla stwierdza wprost: wiara jest mechanizmem poznawczym - bez akceptacji prawdziwości paradygmatu nie da się czynić żadnych badań i obserwacji. Ale jest zasadnicza różnica między przedmiotami wiary sceptyków i dogmatyków. Poglądy sceptyków dają się stosować do interpretowania zjawisk, również społecznych i psychicznych,  a dogmaty nie są stosowalne w tego typu działaniach. Sceptycy (naukowcy) nie chcąc się przyznać, że ich praca czasami prowadzi na manowce (czego historia nauki niezbicie dowodzi) nie chętnie przyznają się do swojej wiary w swoje twierdzenia i milczą przyzwalająco gdy dogmatycy nazywają ich niedowiarkami. Cieszą się, że nikt nie zauważa, że są. Dogmatycy twierdząc, że są wierzącymi w przeciwieństwie do sceptyków wprowadzają fałszywą definicję wiary jako przyjmowanie bez sprawdzenia jakiś twierdzeń (dogmatów) za prawdziwe. Chcesz być wierzący - musisz wierzyć w nasze bezzasadne dogmaty. 
Na koniec powiem dlaczego sceptycznie odnoszę się do pozytywnego przyjęcia tego artykułu. 
W ciągu roku od nawrócenia spędziłem mnóstwo czasu w Bibliotece Narodowej w Warszawie (w tej starej koło Hali Banacha) na szukaniu odpowiedzi na wiele pytań jakie wtedy miałem. Znalazłem wtedy esej „Wiara w wiedza” napisany przez polskiego emigranta, absolwenta UJ w Krakowie, a esej był wydany w XIX wieku, w amerykańskim Toledo. Po polsku. Autor wyłożył tam mniej więcej to samo co ja tutaj. I co? I nico. Po kilku próbach popularyzowania wśród moich chrześcijańskich braci poglądów tamtego człowieka zrozumiałem, że to bezowocne. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
janpe
O mnie janpe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości