3 obserwujących
24 notki
71k odsłon
  4199   0

Polski sen, czyli od nauczyciela do milionera

Marian Dąbrowski, rok 1926. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Marian Dąbrowski, rok 1926. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Newsy z „gratisem”

Jak „IKC” mógł rozwijać się tak szybko? Otóż największy potentat prasowy okresu międzywojennego podejmował odważne decyzje i nie szczędził wydatków na realizację śmiałych planów. Był otwarty na pomysły, szukał innowacji, licząc na szybki i spory zysk.

„Dąbrowski znany był z niekonwencjonalnych metod marketingowych. Jako pierwszy wprowadził coś, co dzisiaj wydaje się oczywistością, ale w jego czasach było zupełną nowinką: razem z paczkami wydawanych przez siebie gazet wysyłał sprzedawcom dwustronnie zadrukowane płachty papieru informujące o tym, co można znaleźć w najnowszym numerze »IKC«. Nie był to jedyny sposób Dąbrowskiego na zwiększenie czytelnictwa jego gazet. Do dzienników dołączał różne „gratisy” (skąd my to znamy...). Czasem to była książka, czasem zeszłotygodniowy numer »Światowida«” – pisał o jego pomysłach w Tygodniku TVP Tomasz Müller, który wraz z reżyserem Rafałem Geremkiem i Markiem Stremeckim napisał scenariusz do filmu dokumentalnego o Marianie Dąbrowskim „Przepis na sukces. Historia największego magnata prasowego II RP” (koprodukcja Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego, Muzeum Historii Polski i Telewizji Polskiej).


prasa przedwojenna, Ilustrowany Kurier Codzienny

Skąd pamiętamy takie „dodatki” do czasopism? Z lat 90. XX wieku! A przedwojenny magnat prasowy robił to aż 60 lat wcześniej. I jak pod koniec zeszłego wieku, tak i w latach 30. ten pomysł na pozyskiwanie czytelnika nie podobał się konkurencji. „Wydawcy prasy zawarli więc porozumienie, w myśl którego takie praktyki miały być zakazane. »IKC« stosował się do umowy, ale do czasu. Jedna z małych, prowincjonalnych gazet wyłamała się z porozumienia, co natychmiast sprowokowało Dąbrowskiego do uznania, że umowa jest martwa, więc nie musi jej przestrzegać. Mógł sobie na to pozwolić. Był prawdziwą potęgą. Także finansową” – konkludował Tomasz Müller.

Żeby zdobyć przewagę, magnat nie wahał się użyć nie tylko kosztownych, ale i kontrowersyjnych metod. Między 1931 a 1934 rokiem cała Polska żyła sprawą Rity Gorgonowej, oskarżonej o zabójstwo Elżbiety, córki lwowskiego architekta Henryka Zaremby. Gorgonowa prowadziło mu dom, w końcu zbliżyli się do siebie i żyli w konkubinacie (urodziła mu co najmniej jedną córkę, drugiej, która przyszła na świat w więzieniu, nie uznał), ale Lusia sprzeciwiała się związkowi ojca. Poszlakowy proces był najgłośniejszym w międzywojennej historii Polski, a żeby zmonopolizować relacje z niego „IKC” wykupił… wszystkie łącza telefoniczne ze Lwowa. Dla młodszych czytelników: nie było wówczas telefonów komórkowych, tylko linie „na kablu”. W ten sposób wydawnictwo utrudniło pozostałym tytułom przekazywanie informacji z procesu pierwszej instancji do swoich redakcji i zyskało rozgłos jako najszybsze.

„Dziennik Polski” cytował taką opinię krakowskiego pisarza i literaturoznawcy Michała Rusinka: „Inne gazety w Polsce się nie liczyły. »Czas« był nudny, mało czytany; »Głos Narodu« też ledwie dychał, więc redaktor naczelny »IKC« chodził jak paw po Krakowie, rozdzielał łaski, nagany, pochwały czy też bił po łapach swoich wrogów...”.

Krew, skandal i coś dla wyższych sfer

Dąbrowski chciał wciąż pomnażać dochody – skoro doniesienia z procesu lwowskiego cieszyły się taką popularnością, to kiedy sprawa trafiła do sądu krakowskiego, rozpoczął wydawanie popołudniówki poświęconej właściwie „Gorgonowa case”. Nic dziwnego, że zarzucano wydawnictwu pogoń za sensacją i kuszenie seksem.

Cztery lata magnat wydawał też pionierskie w branży pismo: „Tajny Detektyw – Ilustrowany Tygodnik Kryminalno-Sądowy”. Prostym językiem, za to sugestywnie opisywało ono zbrodnie, skandale obyczajowe, czy świat wyższych sfer. Miało świetną szatę graficzną, a artykuły okraszało wieloma zdjęciami: przestępców, ofiar morderstw, wypadków i samobójstw, fotografie miejsc i narzędzi zbrodni czy z wizji lokalnych. Reporterzy towarzyszyli śledczym w pościgach za przestępcami. Pismo przypominał więc dzisiejsze, najbardziej poczytne „bulwarówki”, a jego nakład też był podobny – miał sięgać 100, czy nawet 300 tys. egzemplarzy.


prasa przedwojenna w Polsce


Ukazywało się cztery lata, od 1931 do 1934 roku. Zostało więc zamknięte niedługo po zakończeniu sprawy Gorgonowej (Sąd Najwyższy oddalił kasację we wrześniu 1933). Ale przestało się ukazywać nie z powodu spadku zainteresowania czytelników, bo do końca było bardzo dochodowe.

Powodem były naciski środowisk kościelnych, prawicowych i policji. Zaatakowały Dąbrowskiego, że jego pismo ma zły wpływ na młodzież, epatuje okrucieństwem i ma półpornograficzny charakter. Że relacje ze śledztw uprzedzają sprawców, a zdjęcia i opisy to wręcz instruktaż, jak fałszować pieniądze, dokonywać włamań i napadów. Gdy do „czerpania natchnienia” z pisma przyznali się oskarżeni o morderstwo, Dąbrowski zamknął tygodnik.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka