molasy molasy
1865
BLOG

Rozpalmy i rozstrzygnijmy wojnę polsko-polską!

molasy molasy Polityka Obserwuj notkę 66

Zawsze, gdy słyszę nawoływanie do zakończenia wojny polsko-polskiej, to scyzoryk w kieszeni (z kieleckiego jestem) mi się otwiera. A takich apeli nie brak również w notkach publikowanych w Salonie24. Ci, którzy je zgłaszają są albo ludźmi niezbyt inteligentnymi, albo reprezentantami którejś ze stron konfliktu. Tertium non datur.

Ich nawoływania denerwują mnie z tego powodu, że, według mnie, żadnej wojny polsko-polskiej nie ma. Jest spór polityczny między PiS i pozostałymi partiami, afirmującymi system III RP. Można go nawet nazwać konfliktem, ale nie jest to wojna. Spór polityczny jest w demokracji rzeczą nie tylko normalną i dopuszczalną, ale wprost konieczną. Bez niego demokracja nie może być zdrowa. 

Jednak nie uważam się za człowieka nieomylnego, więc dopuszczam możliwość, że jestem w błędzie i toczy się w naszym kraju wojna domowa. Jeśli tak rzeczywiście jest, to bardzo się z tego cieszę. Przyjrzenie się historii demokratycznych krajów  o co najmniej średniej wielkości prowadzi bowiem do wniosku, że wprowadzenie prawdziwej demokracji zawsze poprzedzała wojna. Często była to wojna domowa.

Demokracja angielska ukształtowała w drugiej połowie XVII w. po zwycięstwie parlamentu w wojnie z królem. Ostateczny kształt nadała demokracji amerykańskiej krwawa wojna secesyjna między demokratyczną Północą i arystokratycznym Południem (1861-65). Francuzi uzgodnili ze sobą, jaki model demokracji ma obowiązywać w ich kraju po Komunie Paryskiej w 1871 r. Niektóre narody wprowadzały ustrój demokratyczny w swych państwach po klęsce poniesionej w wojnie z wrogiem zewnętrznym (np. Niemcy, Japończycy, Włosi). Czasami do wprowadzenia prawdziwej demokracji wystarczyła jedna wojna (Anglia, Japonia). Znacznie częściej potrzebne do tego były co najmniej dwie (Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja). 

Nie jest mi znany przykład państwa o porównywalnej z Polską wielkości lub większego, w którym demokrację wprowadzono pokojowo. Do niedawna za wzór takiego pokojowego przejścia służyła Hiszpania, ale tam kulturową wojnę domową rozpętał kilka lat temu Jose Luis Zapatero. Wniosek może być zatem tylko jeden. Prawdziwej demokracji w kraju średniej wielkości wprowadzić się bez wojny nie da. Można pokojowo ustanowić demokratyczne instytucje, ale są one jedynie fasadą, za którą ukrywa się niedemokratyczny ustrój. Taka sytuacja jest w tej chwili w Polsce, gdzie istnieje wadliwa demokracja postokrągłostołowa.

Wojny mają to do siebie, że łatwiej je wywołać niż zakończyć. Nie przypominam sobie, żeby kiedyś w historii doszło do zaprzestania wojny na skutek słownych apeli. Wojna kończy się wtedy, gdy któraś z walczących stron odniesie zdecydowane zwycięstwo albo obie strony są nią tak bardzo wyczerpane, że nie mają już sił, żeby ją dalej prowadzić. Należy rozróżnić trwały pokój, zawierany po ostatecznym rozstrzygnięciu wojny od krótkotrwałych, tymczasowych rozejmów. Jeśli któraś z walczących stron uważa, że wojnę będzie mogła wygrać, to ją wznowi, zrywając rozejm.

Jeśli wojny nie kończą się na skutek słownych apeli, to kim są ludzie je wygłaszający? W wariancie optymistycznym są to naiwni pacyfiści, ludzie idealistycznie wierzący w siłę dobra, w cudowną moc szlachetnych apeli. Niestety hołdowanie takim ideałom jest dla mnie objawem głupoty. Historia dowodzi, że pacyfiści byli zawsze narzędziem, którejś ze stron konfliktu. Zazwyczaj tej agresywniejszej, stanowiącej większe zagrożenie dla pokoju.  

W wariancie pesymistycznym, apele o zawarcie pokoju zgłaszają agenci jednej z walczących stron. Ale oczywiście nie robią tego szczerze. W rzeczywistości ich mocodawcy zbierają siły do ofensywy przeciwko swym wrogom. Chcą uśpić czujność przeciwnika i pozyskać więcej sprzymierzeńców wśród niezaangażowanych w konflikt. Gdy uznają, że nadszedł już odpowiedni czas, to przystąpią do ataku.

 Niezależnie od tego, kim są ludzie wzywający do zawarcia pokoju, mam o nich bardzo złe zdanie. Ich apele ani o milimetr nie przybliżają walczących do zawarcia pokoju. Może do tego dojść dopiero wtedy, gdy w wojnie ktoś odniesie zdecydowane zwycięstwo. Wtedy strona pokonana sama się podda.

Wojny domowe mają zazwyczaj bardziej gwałtowny charakter niż wojny toczone z wrogiem zewnętrznym. Konfikt w rodzinie jest zawsze najintensywniejszy. Im dłużej trwają, tym więcej strat, często nieodwracalnych, powodują. A czas konfliktu wydłuża się, jeśli jego natężenie jest sztucznie zmniejszane. Lepsza jest wojna krótka, rozstrzygnięta w jednej wielkiej bitwie, niż tocząca się wiele lat, która przerywana jest taktycznymi rozejmami. Jeśli zatem trwa wojna polsko-polska, to trzeba ją zintensyfikować, rozpalić, żeby któraś ze stron odniosła wreszcie w niej zwycięstwo. Trzeba doprowadzić do tego, żeby wzięli w nie udział wszyscy Polacy. W wojnie domowej nikt nie może być neutralny. Niech wreszcie wszyscy Polacy rozstrzygną, czy chcą demokracji, a jeśli tak, to jaki jej model ma w Polsce obowiązywać!

molasy
O mnie molasy

"JEDYNIE PRAWDA JEST CIEKAWA" - Józef Mackiewicz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (66)

Inne tematy w dziale Polityka