jako żywo przypomina mi sprawę pierwszej ustawy lustracyjnej.
Dlaczego? Otóż to ten sam mechanizm działania wszystkich dla których sprawa jest to temat albo niewygodny albo świetna okazja żeby coś zamotać ewentualnie zbić własny kapitał.
W końcu jakie ma znaczenie jakie były motywy wzięcia łapówki? Tylko w przypadku wymiaru wysokości kary. Tak jak morderca dostaje wyrok w zależności od motywu popełnienia zbrodni.
Ale nie o samej bohaterce afery miałem mówić. Wszyscy którzy mieszczą się w kategoriach z pierwszego akapitu zaczynają wypowiedź od mantry " Oczywiście nie zamierzam bronić posłanki, oczywiście że postąpiła karygodnie, ale..." i tu się zaczyna cała tyrada na temat niegodziwości CBA.
I sprawa łapówki znika powoli gdzieś w cieniu, rozmywa się, natomiast posłanka zaczyna przekształcać się ze zwykłej łapowniczki w ofiarę systemu.Dokładnie jak przed kilkunastu laty było z ustawą lustracyjną. Wszyscy przeciwnicy ustawy podobnie jak mantrę zaczynali wypowiedź od słów "Oczywiście że ustawa lustracyjna jest potrzebna ale ...". I tak alowali aż z ustawy zostały strzępy niczego nie załatwiające oprócz świętego spokoju dla tych którzy lustracji boją się najbardziej. I tak pozostało do dziś.
To taka metoda żeby być za a działać przeciw i twierdzić że nie broni się przestępców broniąc ich.
P.S. I guzik mnie obchodzi to co posłanka załamującym się od szlochu głosem mówi o omotaniu, broni się jak może i to jej święte prawo tylko że nam nie wolno na bazie jej linii obrony budować poglądu na przestępstwo. Bo za chwilę doczekamy się poglądów że jeżeli ktoś bierze z miłości to do powiedzmy pięćdziesięciu tysięcy wolno mu, ale jeżeli bierze bo chce zmienić samochód to już mu nie wolno. A z korupcją można walczyć tylko przy pomocy prowokacji. Może wreszcie łapownicy zaczną się bać wyciągać rękę.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)