151 obserwujących
3988 notek
4119k odsłon
1902 odsłony

Zaszłości

Wykop Skomentuj70

Piotr Gliński obwieścił, że wiceministrem w jego resorcie będzie Jacek Kurski. Trudno się oprzeć uczuciu przeżywania swoistego deja vu. Kiedy w rządzie Leszka Millera ministrem kultury został Andrzej Celiński, człowiek spoza rządzącego wtedy środowiska politycznego, wiceministrem w jego resorcie uczyniono Aleksandrę Jakubowską, nazywaną lwicą lewicy. Przepraszam, on sam ją zapewne powołał na stanowisko lub tylko wnioskował o to, bo chyba właśnie wyskoczył był na urlop lub do jakiejś kolejki po mięso, czy inny pasztet. Minister Gliński najwyraźniej w podobnym trybie ustanowił wiceministra, nie nazywanego wprawdzie lwem, ale również mogącego się poszczycić różnymi pseudonimami. 

Analogie pewnie będą dalej posunięte. Publiczne wypowiedzi ministra Celińskiego były skąpe i nasycone charakterystycznym dla niego klimatem nieoznaczoności. Popierał bowiem swoją nową formację, ale jakoś tak nie proletariacko. Podobnie jak nasz obecny wicepremier i minister, który jeszcze jako kandydat na technicznego premiera się niepewnie wypierał stypendiów demograficznych, dziarsko obiecanych przez ministra finansów, którego „sam wytypował” w swoim technicznym gabinecie. Na pewno więc teraz jego inteligencką niepewność uzupełnią pozbawione wątpliwości wypowiedzi wiceministra, dzięki barwnemu językowi, dużej inteligencji i zupełnemu brakowi skrupułów zawsze chętnie goszczonemu w mediach.  

Jakoś się tak składa, że również władza podlega regułom ruchu falowego. Jej kulminacje wypadają w co drugim stopniu. Kiedy więc suweren mianuje pełnomocnika w jakimś obszarze swej domeny, ma on raczej funkcję reprezentatywną, prawdziwe zaś rządy spoczywają w rękach zastępcy mianowańca, bo ten z różnych powodów nie mógł otrzymać nominacji.  Jak widać rzecz dotyczy nie tylko najważniejszych osób, te wszakże mają kilku pomocników tego typu, ale i ich podwładnych. Rzecz ma solidną, sprawdzoną tradycję. Wystarczy przypomnieć historię Ignacego Mościckiego lub raczej Stanisława Mikołajczyka, który w ostatniej chwili uniknął losu demokratycznie jeszcze ustanowionych szefów rządów państw już komunistycznych.

Wydaje się poza tym, że przydomki przymusowych akolitów tymczasowych faworytów władzy znakomicie ilustrują marksowską maksymę o historii, powtarzającej się jako farsa. Przynajmniej niektóre.

Deja vu, nie ma dwóch zdań. Chociaż, może niezupełnie. Nieprędko chyba padną słowa: „W PiS nie ma refleksji nad porażkami, tłumi się krytykę i dyskusję nad popełnionymi błędami, nie wyciąga wniosków. Z wyborów na wybory jest tak samo, tyle że jeszcze bardziej. (…) Prezes mianuje komisarzy. Kolonia karna".

Wykop Skomentuj70
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale