Paweł Budrewicz Paweł Budrewicz
274
BLOG

Kiedy rozpad NATO?

Paweł Budrewicz Paweł Budrewicz NATO Obserwuj temat Obserwuj notkę 8
Od początku powstania w 1949r. NATO miało realizować dwa cele polityki USA: utrzymywać blok militarny wymierzony przeciwko Związkowi Sowieckiemu oraz zdominować politycznie Europę poprzez projekcję siły. Po 1991r., kiedy rozpadł się Związek Sowiecki, pierwszy cel formalnie odpadł. NATO pozostało jednak jako międzynarodowy zbrojny organ USA. Lecz obecnie ta organizacja zaczyna się rozpadać.

Do 1991r. istniały dwa przeciwstawne sobie bloki militarne - NATO i Układ Warszawski. Był to najbardziej widoczny przejaw dwubiegunowości świata oraz wrogiego stosunku do siebie głównych sił politycznych globu. Po upadku ZSRR zapadła nieunikniona decyzja o rozwiązaniu Układu Warszawskiego. Wówczas Prezydent Rosji, Borys Jelcyn, proponował także rozwiązanie NATO oraz oparcie struktury bezpieczeństwa o KBWE (Konferencję Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie). USA odmówiły tej propozycji.

Kto w takim razie po 1991r. był wrogiem NATO (formalnie - przed kim NATO miałoby bronić członków sojuszu)? Skoro główny przeciwnik utracił zdolności militarne, a jego dawni sojusznicy zajęli postawę proatlantycką, utrzymywanie sojuszu obronnego na logikę mijało się z celem. Chyba że podstawowy cel istnienia NATO nie zmienił się, a jedynie zmieniła się nazwa i struktura polityczna głównego wroga: z ZSRR na Rosję. W takiej sytuacji zrozumiałe było nie tylko utrzymywanie sojuszu, ale poszerzanie go o kolejne państwa. Biorąc pod uwagę, że propozycja poszerzenia zawsze dotyczyła państw wokół Rosji, ta teza jest uprawniona. Co innego bowiem przesądzało o tym, aby w 2008r. proponować rozszerzenie NATO o Gruzję, a nie np. o Indonezję?

Wbrew obiegowej powszechnej narracji NATO nie jest sojuszem obronnym. Sama konstrukcja art. 5 paktu nie stwarza jakiegokolwiek realnego zobowiązania do służenia pomocą i obroną napadniętemu państwu, lecz tworzy bardzo ogólną i pojemną ramę dla działań (w tym z użyciem siły zbrojnej) "w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego". To w żadnym przypadku nie oznacza, że napadnięte państwo może spodziewać się podjęcia działań militarnych w jego obronie, ponieważ ochronie nie podlega konkretne państwo, ale cały obszar północnoatlantycki. Porównajmy to z art. 4 Układu Warszawskiego - przy tych samych warunkach brzegowych (napaść na państwo członkowskie sojuszu) każde państwo Układu Warszawskiego było zobowiązane udzielić napadniętemu państwu natychmiastowej pomocy (w tym siły zbrojnej). I tyle. Bez definiowania celu stanowiącego podstawę oceny de facto co do kierunku i zakresu podejmowanych działań. Obrona obszaru północnoatlantyckiego to przykładowo obrona wód terytorialnych Wielkiej Brytanii, nawet jeśli napadnięta zostanie tylko Polska.

Najlepszym przykładem tego, że NATO jest sojuszem agresywno-zaczepnym, jest zbombardowanie Belgradu w marcu 1999r. Przez dekadę lat 90-tych Serbia (jeszcze jako Jugosławia) próbowała kontynuować politykę niezależności (Jugosławia nie była członkiem Układu Warszawskiego), a wraz ze wzrostem znaczenia w regionie Niemiec i USA ciążyła ku Rosji. Zresztą, krwawy rozpad Jugosławii był efektem nieudanych prób podporządkowania tego regionu interesom północnoatlantyckim. Jako że pozostałe państwa Europy Środkowo-Wschodniej udało się "nawrócić" na NATO, Serbia (Jugosławia) musiała być ukarana. Bez wypowiedzenia wojny siły zbrojne NATO dokonały wiosną 1999r. około 38.000 nalotów na Serbię, w tym przede wszystkim Belgrad, zabijając tysiące cywilów. Formalnie jest to zbrodnia wojenna, która do dziś nie została osądzona.

NATO jest zatem ramieniem zbrojnym USA służącym do przeprowadzania jawnych bądź ukrytych operacji wojskowych na terenie Europy w interesie Stanów Zjednoczonych. NATO nie ma innej racji bytu niż poszerzanie stref wpływów USA w Europie i na obszarach oddziaływania Rosji, tyle że bez brania politycznej odpowiedzialności przez Waszyngton. Siedemdziesięciopięcioletnia historia NATO nie zawiera za to ani jednego przypadku udzielenia pomocy obronnej.

Obecnie jednak obserwujemy przekształcenie NATO stanowiące faktycznie początek jego rozpadu. Przyjęcie do NATO Finlandii i Szwecji, pod pozorem potencjalnej obrony przed zagrożeniem ze strony Rosji, to wielki sukces dyplomacji niemieckiej. Po tym rozszerzeniu siła państw NATO strefy anglosaskiej (tj. uznającej faktyczne zwierzchnictwo senioralne USA, jak np. Polska) jest mniejsza niż siła pozostałych państw. Można tylko żałować, że pewnie nigdy się nie dowiemy, jakie ukryte korzyści uzyskała Turcja w zamian za zgodę na takie rozszerzenie. Musi jednak istnieć jakieś tajne porozumienie Niemiec i Turcji, zwłaszcza że są to państwa z najsilniejszymi po USA wojskami układu.

W tym kontekście kluczowe są trzy elementy.

Pierwszy to wycofanie się USA z Europy po przegranej wojnie przeciwko Rosji na terenie Ukrainy. Nieuchronna klęska sił NATO (dla zmylenia przeciwnika zwanych Siłami Zbrojnymi Ukrainy) zmusi USA do kontynuowania tej wojny podjazdowej przeciwko Chinom na innych kierunkach. Będzie to powrót oddziaływania na Kaukaz, podsycanie nastrojów antyirańskich oraz zacieśnianie współpracy z sojusznikami w Azji Południowo-Wschodniej (Filipiny, Malezja, Indonezja).

Drugi to kontynuacja budowania przez Niemcy Wspólnej Europy Niemieckiej. Federalizacja Unii Europejskiej oraz rosnące wpływy w NATO, zwłaszcza w rejonie środkowoeuropejskim, to działania, których nie można rozpatrywać osobno. Niemcy już dawno wyszły z wasalnej zależności od USA i są w stanie powrócić do koncepcji Niemieckiej Europy, którą bez powodzenia próbował wcielić w życie Otto von Bismarck oraz Adolf Hitler. Obecnie obserwujemy kolejną próbę realizacji tego projektu, tyle że tym razem w wymiarze bardziej gospodarczym niż militarnym.

Trzeci element to pozycja Turcji. Nie ma wątpliwości, że jest to państwo o bardzo wielowektorowej polityce. Formalnie członek NATO i podmiot aspirujący do Unii Europejskiej, a faktycznie duże państwo leżące na styku Europy i Azji z własną dużą armią i ambicjami zarówno w sferze ideologicznej (powrót do koncepcji stworzenia kalifatu pomimo decyzji Zgromadzenia Narodowego w 2014r.), jak i politycznej (własne relacje z Europą, Rosją, Chinami i państwami islamu). Zaraz po rozpoczęciu przez Izrael ludobójstwa w Strefie Gazy w październiku 2023r. USA ogłosiło bezwarunkowe poparcie dla Izraela, na co w odpowiedzi Turcja zadeklarowała wsparcie dla strony palestyńskiej. W czasie krótkotrwałej wymiany ognia Izrael-Iran w kwietniu 2024r. Turcja nieformalnymi działaniami opowiedziała się przeciwko Izraelowi. Nie ma wątpliwości, że któryś z punktów zapalnych doprowadzi wcześniej czy później do sytuacji, w której armie będące formalnie w sojuszu NATO staną do walki przeciwko sobie.

Te wszystkie siły odśrodkowe w powiązaniu z klęską na terenie Ukrainy sprawiają, że rozpad NATO w obecnym kształcie to nie jest pytanie "czy", ale "kiedy". Biorąc pod uwagę, że wojna na Ukrainie zmierza ku końcowi, a relacje Izrael-Iran to pełzający konflikt o skali wręcz światowej, odpowiedź na pytanie "kiedy" brzmi: stosunkowo niedługo, w perspektywie najbliższych 18-20 miesięcy (tj. do końca 2025r.). Oczywiście, można sobie wyobrazić, że decyzją mocarstw świat wróci do rozmów pokojowych zamiast kontynuować podsycanie nastrojów wojennych, ale to by wymagało rezygnacji przez USA z roli światowego hegemona.

Być może taki moment nadejdzie. Amerykański dobrobyt opiera się w mniejszym stopniu na gospodarce, a w większym - na wymuszonej roli dolara jako światowego pieniądza oraz na projekcji siły US Army na całym świecie. Co oznacza, że osłabienie wartości dolara (np. poprzez wymuszanie zaciągania przez Kongres dalszych długów na zbrojenia) może sprawić, że USA nie będzie już stać na prowadzenie wojen. Wówczas okrojone NATO tym bardziej stanie się sojuszem proniemieckim służącym określeniu na nowo wpływów w Europie pomiędzy Niemcami, Rosją i Turcją.

#NATO #wojna

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka