Nie lubię Michnika, Wałęsy, Geremka i gazety, którą czytałem tyle lat. Czuję się przez nich oszukany i zdradzony. Jak naiwny chłopak wierzący w czystośc idei tych, którzy są starsi i niby mądrzejsi zostałem nabrany. Nie ma od pewnego czasu żadnych autorytetów dla mnie w świecie polityki. Stałem się bytem niezależnym i pozbawionym jakichkolwiek azymutów. Boleję nad tym, bo znacznie łatwiej jest iśc za kimś w nieznanym mnie lecz przewodnikowi znanym kierunku. No cóż, tak widac byc musi. Taka jest cena niezależności i samotności. Poczucia się jak wilk stepowy w świecie stadnym. Ciężko w nim życ. Bardzo podobała mi się wilczyca kataryna lecz ona uciekła gdy stado zaczęło ja zbyt dręczyc w takie miejsca, które nie męczą jej ducha. Dostrzegam w niektórych podobne cechy lecz nawet wtedy moje oddalenie nie staje się bardziej znośne.
Tak samo było kiedyś z Kościołem. Jego też już we mnie nie ma. Instytucja ta miała dla mnie znaczenie większe niż cokolwiek, a teraz nie istnieje. Może dlatego, że nie dostrzegłem w niej Boga. Przestałem go dostrzegac zresztą wszędzie. Zniknął. Zostało samo życie, które trzeba przeżyc.
Milośc istnieje. Tylko ona trzyma mnie przy życiu. Istnieją kobiety, które kocham i faceci, których lubię. Dzieci, których droga jest jeszcze tak fascynująca jak moja kiedyś. Coraz lepiej rozmiem starych ludzi, choc nie jestem stary. Czy taka ma byc dojrzałośc? Czy teraz poczuję to co Gombro w Argentynie, a Dostojewski po powrocie z "domu umarłych"? Czy poczuję nicośc życia tak mocno, że aż pozwoli mi to życ?
Dobranoc, salonie24.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)