
Mam wiele szacunku dla Lecha Wałęsy. To był taki facet, za którego ja - szkrab nieletni - dałby się pokroić na kawałki. Był.
"Teraz jestem starszy i poważniejszy" - jak śpiewał Kazik Staszewski. Jest mi przykro, gdy patrzę na miotającego sie wałęsę, wciąż kompromitującego własną legendę. Na jego wyzwiska pod adresem innych, na twardą obronę Wachowskiego. Jest mi z tym źle, bo wciąż w pudłach ze starymi papierami mam jego zdjęcia, wycinki z gazet z początku lat '90, gdy był moim idolem. Gdy wierzyłem, że Polska to taki kraj, w którym właśnie on najwięcej może zrobić (ale cóż, miałem 13 lat).
Tak, Lechu wciąż mi gdzieś gra w duszy. I byłem dumny z niego i z Polski, gdy stał na kijowskim Majdanie.
Ale nie jestem już dumny, gdy go dziś słucham. Jak kręci, ucieka od odpowiedzi, gdy się go pyta o "Bolka". Jak krzyczy, że on jest bohaterem.
Przestałeś być moim idolem. Sorry, Lechu.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)