Dziś w Warszawie Marsz Solidarności Kobiet.
Do napisania tej notki skłonił mnie wpis Kazimiery Szczuki. Zajrzałem dziś na gazetę.pl i przeczytałem takie coś:
Maszerować będą w proteście przeciwko arogancji władzy. Politykom, którzy, nie pytając kobiety o zdanie, podejmują decyzje o jej ciele i życiu. Przeciwko planom ograniczenia dostępu do środków antykoncepcyjnych i restrykcyjnej ustawie antyaborcyjnej. A także pomysłom LPR i PiS, by ją jeszcze zaostrzyć, wprowadzając zapis o "ochronie życia od momentu poczęcia". - Oznacza to, że kobieta, która zaszła w ciążę w wyniku gwałtu lub ta, dla której ciąża jest zagrożeniem dla życia i zdrowia, nie będą miały prawa do legalnej aborcji. To nie jest szaleństwo, to wprowadzany w życie plan - alarmują organizatorki - Wspólny protest to wyraz odpowiedzialności!
Krótka piłka (nomen omen), kochane panie.
Mają panie rację - tak, te pomysły są głupie. Antykoncepcja powinna być tańsza, bardziej dostępna. Aborcja w przypadku zagrożenia życia matki - tak. Zgoda.
Natomiast nie zgadzam się, że politycy podejmują decyzje o życiu i ciele kobiety. Zapomniały panie, że w Was, w środku, jest drugi człowiek. Osobny, z własnym ciałem i własnym życiem. To nie jest WASZE ciało.
I śmieszy mnie trochę, że feministki zrezygnowały z nazwy Manifa. Marsz Solidarności Kobiet? Ale po co? Nie wszystkie kobiety chcą się solidaryzować z feministkami :) (np. poseł Sobecka) :))
A na koniec dowalę GW. Powyższy cytat to tylko skromny dowód na manipulację. Tekst reklamowy, nie dziennikarski. Sorry Gregory :P
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3960057.html


Komentarze
Pokaż komentarze (39)