0 obserwujących
341 notek
82k odsłony
  309   0

Słabości liberałów

ANDRZEJ MISZK

Po dwóch miesiącach pisowskiej terapii szokowej, aplikowanej polskiemu społeczeństwu, zaczyna się czas pogłębionego namysłu nad drogą do zwycięstwa i naszymi szansami. Dziś chciałbym zastanowić się nad pewnymi nieusuwalnymi słabościami mentalności liberalnej w walce z nacjonalistyczną dyktaturą. Liberała definiuję tutaj potocznie jako człowieka, który wyżej ceni jednostkowe wolności i dążenie do osobistego szczęścia, niż dyktat zuniformizowanej wspólnoty, której miałby być jednym z elementów. Państwo dla liberała jest złem koniecznym, którego głównym zadaniem jest chronić wspólnotę polityczną, w której właśnie konkretne osoby z ich indywidualnymi celami i pragnieniami są realnymi najważniejszymi podmiotami.

W czasie spokojnym liberał zajmuje się sprawami swoimi i bliskich, łączy się lub nie z innymi mającymi podobne zainteresowania lub/i interesy, oddając państwu i wspólnotom lokalnym daninę swoich dóbr i wolności, aby zabezpieczały jego życie, mienie i regulowały odpowiedzialne relacje między ludźmi. Demokracja liberalna jest dla niego najlepszym ustrojem państwa, bo umożliwia rozwój tolerancyjnego społeczeństwa obywatelskiego i nierepresyjnego państwa prawa, w którym jednostka bez przeszkód może rozwijać swoje możliwości, talenty i indywidualne projekty życiowe. Liberał lepiej czuje się w "luźnych" wspólnotach o charakterze dobrowolnym, nawet swoje bycie członkiem narodu traktuje w dużym stopniu jako swój osobisty wybór, a nie jedynie automatyzm płynący z urodzenia czy obywatelstwa.

W chwilach zagrożenia państwa, swojego własnego i bliskich, liberał na jakiś czas jest skłonny porzucić prymat osobistych celów, aby stać się tymczasowym komunitarystą (wspólnotowcem) i walczyć o niepodległość kraju czy zagrożoną demokrację liberalną - tak jak wielu z nas czyni to teraz, walcząc w obronie demokracji i przeciw rodzącej się dyktaturze PiS-u. Liberał robi to - zwłaszcza z początku - niechętnie, ale z poczuciem realizmu i odpowiedzialności za wspólne dobro - rem publicam - bo wie, że jak nie zaangażuje się, jego wolność i projekty osobiste mogą stać się iluzją.

Dla nacjonalistów i kolektywistów, takich jak pisowcy, najważniejsza jest wspólnota: naród, państwo, Kościół. Jednostka ma znaczenie jedynie jako funkcja i trybik czegoś większego. Jak liberał swoją dumę i sens życia czerpie z indywidualnego projektu życiowego, tak nacjonalista-kolektywista jest szczęśliwy, gdy wtapia się w narodowy tłum i strukturę państwa, co najczęściej wiąże się z podłączeniem do dystrybutora posad, świadczeń społecznych i przywilejów, jakie dostaje on za wierną i lojalną służbę wspólnocie. Ubogie życie osobiste nacjonalisty-kolektywisty elektryzuje się i karmi duchowo-materialnymi dobrami, płynącymi od państwa i partii.

Dzięki tej zależności od wspólnoty partyjno-państwowej i kościelnej nacjonalista-kolektywista staje się organicznym i trwałym elementem budowania tej wspólnoty. Jego relacja ma charakter trwały. Chce on silnego państwa, które za niego będzie decydować i zapewniać mu poczucie godności oraz bezpieczeństwo materialne bez względu na jego osobiste talenty i możliwości.

Liberał ma dużo słabszą pozycję i motywację w obronie państwa, które traktuje jako zło konieczne, któremu więcej daje niż otrzymuje. Liberał, walcząc o państwo prawa i demokrację liberalną, tak naprawdę wkracza na obcy sobie teren, w innymi liberałami wiąże go raczej słabe poczucie wspólnoty, nie chce budować silnego państwa, ale przeciwnie, chce je osłabić, aby zabezpieczyć siebie i społeczeństwo obywatelskie przed nadmierną ingerencją w swoje sprawy.

I to jest nasza wielka słabość w porównaniu z nacjonalistami-kolektywistami, dla których państwo i wspólnota jest źródłem siły, godności i dóbr materialnych. Oni walczą o swoje: bez państwa, partii, kościoła i posad usychają, alienują się, stają się wrogami państwa i demokracji liberalnej, bo nie są one całkowicie "ich". A jeśli "odzyskują" to państwo i kolonizują w nacjonalistyczno-kolektywnym szale, trudno ich od tego państwa - patologicznego, jak wiemy, bo innego stworzyć nie umieją - oderwać. To jest ich pełnia. A jak dostaną posady od gminnych poprzez powiatowe, wojewódzkie i centralne oraz powiążą swą pracę i biznesy z państwem i lokalną władzą, będą szczęśliwi i wszelkie demokratyczne wybory, które miałyby ich tego pozbawić, potraktują jako zamach na państwo (sic!).

Nieustanną pokusą liberała - również podczas walki o demokrację liberalną i państwo prawa - jest chęć wycofania się z polityki i powrót do swoich życiowych projektów, choćby miałyby być one realizowane w sytuacji zagrożenia. Dlaczego? Bo dla liberała jego terenem ojczystym jest zasadniczo teren prywatny, a publiczny tylko o tyle, o ile trzeba nań wejść, by bronić ważnych dóbr osobistych, niekoniecznie tylko swoich, ale podobnych dla innych.

Liberał, walcząc o zagrożone państwo prawa, nie liczy na to, że państwo mu coś da i przyda: dobra materialne, posady, poczucie godności itp., a perspektywa, że miałby zostać na trwale z tym państwem w jakiś instytucjonalny czy profesjonalny sposób połączony jako trybik, jest mu po prostu całkowicie obca, a nawet wstrętna. Inaczej niż czujący się swojsko nacjonalista-kolektywista w "swoim" państwie i gminie, liberał czuje się nawet w "swoim" państwie obco i tymczasowo. I to jest właśnie - według mnie - nasza największa słabość w obecnej walce z dyktaturą PiS-u. Jak z tej słabości uczynić siłę, aby odzyskać demokrację liberalną w Polsce, również dla nacjonalistów-kolektywistów, oto jest pytanie.

Na razie naszą największą siłą jest poczucie zagrożenia wartości i stylu życia liberalnego, tymczasowa wspólnota walki oraz determinacja, aby odzyskać bezpieczne państwowe, konstytucyjne i międzynarodowe ramy dla naszych osobistych projektów życiowych. Czy ta siła i determinacja liberałów okaże się większa niż organiczne więzi nacjonalistów-kolektywistów z "ich" państwem - czas pokaże.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale