Jakiś czas temu na stronie internetowej Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego ukazał się list otwarty o następującej treści:
Z wielkim niepokojem przyglądamy się dziś zmasowanej nagonce liberalnych i laickich mediów na Radio Maryja, do których przyłączają się tzw. katoliccy publicyści ze środowisk teologicznie postępowych, których ortodoksyjność zawsze budziła poważne wątpliwości.
Nie mamy wątpliwości, że pod pozorem wielkiego zatroskania chodzi w tej nagonce wyłącznie o podporządkowanie polskiego katolicyzmu elementom demoliberalnym, których poglądy są z natury sprzeczne wobec Nieomylnego Magisterium Matki naszej Kościoła.
Naszą dezaprobatę musi szczególnie budzić wykorzystywanie w tym celu taśm z wykładu jaki rzekomo miał przeprowadzić o. Rydzyk w toruńskiej uczelni. Cytowane fragmenty są powyrywane z kontekstu w jakim je osadzono, co powoduje ich przekształcenie w wiązankę obelg o „czarownicach”, które trzeba poddać eutanazji, czy sprowadzenie całej myśli o. Tadeusza do prymitywnego antysemityzmu, co zostało już wykorzystane przez lewackie ośrodki zachodnie.
Dziwimy się szczególnie, że wszyscy ci piewcy praw człowieka, tolerancji i walki o dobre obyczaje nie bronią o. Tadeusza Rydzyka przed porównaniami do hitlerowskiego zbrodniarza. Czy udział w tej nagonce należy traktować jako przyłączenie się do podobnych, godnych potępienia głosów?
List ten oczywiście podpisałem – nie dlatego, żebym był jakimś fanem ojca Rydzyka. Jest on postacią dla mnie zupełnie obojętną, zaś jego rozgłośni najzwyczajniej w świecie nie słucham. Mój podpis został złożony w obronie wolności słowa, do której także o.Rydzyk ma prawo, a także w sprzeciwie wobec prymitywnych manipulacji mediów – jak choćby słynna „czarownica która powinna poddać się eutanazji”, którą według słów toruńskiego redemptorysty nie jest wcale prezydentowa Kaczyńska, ale nawiedzona feminazistka Środa.
Dziś byłem zmuszony poprosić o wycofanie mojego podpisu spod tego listu. Powód znajduje się tutaj:
http://adamwielomski.salon24.pl/24067,index.html
Dopiero teraz możemy zrozumieć dlaczego metropolitą warszawskim miał być abp Stanisław Wielgus – to on miał być tym leaderem polskiego katolicyzmu, realizującym nową/starą linię Benedykta XVI.
Możemy podziękować „publicystom katolickim” ze stajni byłego Marszałka Sejmu, że pozbawili nas leadera, który miał realizować tę linię kontrrewolucyjną.
Okazuje się bowiem, że ów list nie jest wcale protestem przeciw medialnym manipulacjom, w obronie wolności słowa. Jest to po prostu element wyjątkowo haniebnej i szkodliwej polityki w sprawach kościelnych prowadzonej przez Klub Zachowawczo-Monachistyczny od kiedy jego liderem stał się dr Adam Wielomski. Podstawowym elementem tej linii jest obrona do upadłego, choćby wbrew faktom TW „Graya”. Oczywiście, dr Wielomski głupi nie jest i doskonale zdaje sobie sprawę, że Wielgus był agentem. Sprawa Wielgusa jest tu polskim odpowiednikiem sprawy Dreyfusa. Tak nie liczyło się, że Dreyfuss był niewinny, bo prestiż armii nie mógł ucierpieć, tak teraz nie liczy się, że Wielgus był agentem, bo prestiż Kościoła nie może ucierpieć. Oczywiste jest jednak, że prestiż Kościoła ucierpiałby znacznie bardziej, gdyby metropolitą został były agent komunistycznej bezpieki, którego przeszłość byłaby dla wszystkich oczywista, niż gdy udało się temu kompromitującemu scenariuszowi zapobiec.
Ba, środowisko dra Wielomskiego opublikowało poświęconą sprawie Wielgusa książeczkę pod żałosnym tytułem „Media go ukamienowały”. Uff, i tak dobrze że tylko „ukamienowały” a nie „ukrzyżowały”…
Dr Wielomski traktuje utrącenie Wielgusa jako „strzał we własne szeregi”. Oprócz tego, że „w naszych szeregach” nie pragnę byłych konfidentów komunistycznej bezpieki, to i tak jest to stwierdzenie absurdalne. Wbrew zaklęciom dra Wielomskiego, TW „Gray” nie był ostatnią nadzieją kościelnych konserwatystów. Czy TW „Gray” popularyzował np. klasyczny ryt rzymski? Nie, cały „konserwatyzm” Wielgusa polegał na jego radiomaryjności. Z tym, że Radio Maryja wcale nie jest żadnym bastionem fundamentalizmu czy tradycjonalizmu. Wręcz przeciwnie, jest to -słowami Marka Jurka – sarmackie aggiornamento lub – według określenia jednego z użytkowników Forum Krzyż – zwykłe posoborowe, ekumeniczne radyjko.
Z tą linią łączy się też zupełnie irracjonalna niechęć dra Wielomskiego do Marka Jurka i ludzi z jego środowiska – osobliwie do dra Pawła Milcarka. Ta nienawiść dra jest podzielana także przez jego akolitów – już teraz krytykują oni jurkowych rozbijaczy, a jako jedyną opcję polityczną traktują… PiS! Tak, tak, ten sam PiS, który jeszcze niedawno pogardliwie nazywany był „pisiactwem” lub też „chadecją” (co w ustach i w tekstach dra Wielomskiego komplementem bynajmniej nie jest). Tak, ten sam PiS, którego kierownictwo z rozmysłem sabotowało poprawki konstytucyjne mające zapewnić obronę życia poczętego, ta jakże arcykatolicka partia, gdzie na świeczniku znajdują się niemal sami rozwodnicy i osoby o w inny sposób nieuregulowanym życiu osobistym. Myślę, że dla dra Wielomskiego to wszystko jest oczywiste, jest to w końcu człowiek o naprawdę wybitnym umyśle. Żal mi tylko ludzi, którzy bezrefleksyjnie powtarzają opinie za swoim autorytetem, nie dostrzegając tu żadnej gry politycznej. Ci ludzie, moi rówieśnicy są święcie przekonani, że po prostu bronią Kościoła. I to mnie załamuje. Dla mnie dr Wielomski również pozostaje autorytetem – w sprawach historii myśli politycznej i doktryny konserwatywnej. Natomiast jego opinie o bieżącej polityce przestały znaczyć dla mnie cokolwiek.
Obrońców TW „Graya” nic nie przekona. Nawet to, że przecież cały czas łgał i szedł w zaparte, a przyznał się dopiero po ujawnieniu niezbitych dowodów. Dla nich te dowody i tak są sfałszowane. Wielgus nigdy z bezpieką nie współpracował, a jeśli współpracował to nic złego z tego nie wynika – osoby uważające się za prawicowców zaczęły w sprawie lustracji mówić językiem „Gazety Wyborczej”. I co z tego że się przyznał? „Nasz Dziennik” dowodzi, że wcale się nie przyznał. Dla niektórych Wielgus jest „Santo subito”, krystalicznie czystym duchownym, perfidnie zniszczonym przez „liberalnych wyjców” z różnymi lewicowo-laickimi Milcarkami i Terlikowskimi na czele.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)