Chwilowo mam dosyć polityki.
Na szczęście dzisiaj Jarmark Folkloru w Węgorzewie. Dla wszystkich niewątpliwa atrakcja. Turyści buszują wśród stoisk, miejscowi - jak ja - wypatrują nowości.
Bo niektórzy nawet w tych samych miejscach z podobnym towarem, więc można przejść szybko nie tracąc czasu.
Ja pojechałam z dokładnie sprecyzowanymi zamiarami i o dziwo nawet się na nic ekstra nie pokusiłam.
A więc chleb litewski- prawdziwy i prawdziwa kiełbasa.I jedno i drugie można było spróbować, więc nie kupuje się kota w worku.
Inne stoiska spożywcze? Sery i serki,kozie i z krowiego mleka. Mnóstwo miodów, ale muszę popierać swoich - jutro podjadę do sąsiada, ma podobno lipowy i spadziowy.Lubię gryczany, ale w tych okolicach nie występuje.
No więc chleby, wędliny i miody. Także pitne. Kwas chlebowy.Mnóstwo ceramiki - wiedziałam, że coś kupię, bo to zawsze się przydaje a do tego doskonale się tłucze:))
Wzięłam namiary na kafle z okolic Białegostoku, może skorzystam.Wypatrywałam "mojego" wikliniarza, niestety od dwóch lat nie przyjeżdża.Zabijał czas między sprzedażą wyplataniem nowych rzeczy, więc zawsze w sobotę zamawiałam coś ambitnego a w niedzielę odbierałam. W ten sposób wzbogaciłam się między innymi w duży kosz - cebulak a także w sporą tacę - całą wiklinową, bez tego wstrętnego dna z laminatu. Niestety - i cebulak i tacę upodobały sobie koty.
Ponieważ mam za mało kontenerków dla mojej gromadki chciałam kupić dużą, okrągłą wiklinową klatkę. Miałam taką, ale uczciwy inaczej wziął z małym kotkiem i nie zwrócił.No więc klatkę nabyłam drogą kupna, w ogóle wikliny dostatek, ze cztery stoiska.
No i to co zwykle - podróbki ikon, witrażyki, wyroby z drewna czy kute na miejscu podkowy. Pani z Muzeum tym razem nie przy stoisku z ceramiką tylko przy kole garncarskim. Obrazy malowane na jedwabiu, serwety haftowane i szydełkowe.No i biżuteria - byle jaka i szlachetna.
Na scenie nic się jeszcze nie działo, odpaliłam z samego rana, bo bałam się deszczu. Ale podziwiałam - już z zaparkowanego samochodu - przemarsz tych wszystkich zespołów. Z Litwy czy Ukrainy, a nawet z Czech. Polskie oczywiście także. Zrobiłam zdjęcia, ale komórką no i jak dotąd żadem e mail do mnie nie dotarł:)) Chyba muszę powtórzyć ten numer.
Za terenem Jarmarku zaczyna się teren niczyi. Nie wybierałam się tam, bo zwykle te same badziewie co na targu - a więc klapki,towary za złotówkę, rekiny nakręcane itp Ale czujnie spojrzałam na siatkę przechodzącej kobiety.No przecież! Tam zawsze, już prawie przy jeziorze byliny!
Wreszcie mogłam kupić mojemu Antkowi coś trwałego ( o ile przeżyje zimę). Bo Antek wisi na brzozie, w dodatku od północy, a więc żaden kwiat w cieniu nie chce się uchować. Kupiłam tawułę, pożyjemy, zobaczymy.
Św. Antoni - dziś telefon dziś odpowiedź - nagrodził mnie za to staranie.Przy stoisku z przyprawami jakieś dwie Panie zajadały z zachwytem chleb "czymś" posypany. Okazało się - suszonymi pomidorami z czosnkiem i oregano.Oczywiście kupiłam.
Jutro zobaczymy - jak będzie pogoda podjadę jeszcze raz.Czasami ktoś jeszcze dojeżdża no i może będzie jakieś "pianie" ze sceny. Czasami z przyjemnością słucham.
A tytułowe baloniki były także - nawet za darmo - Energa dmuchała dzieciakom, tym z Litwy też.
Ufka we własnej osobie :)
Skąd czytacie
A tyle czyta teraz :)
/
" />
Złota myśl RRK
PSL nie musi - PSL CHCE! Nie opuszcza się zwycięzcy - co najwyżej można się z nim targować i więcej uzyskać. A co ma PiS do zaoferowania PSL? Swoją nędzną koalicję z SLD? Odpowiedz sobie sama - czy lepiej dzielić łupy na trzy, czy na dwa?
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości