Telefony zapewne grzały się, a reakcji z Polski nie było. Nie wiadomo, gdzie skierować samolot. Czas płynie. Opóźnienie zwiększa się……Czy działania administracji rządowej nie były obliczone na to, aby Prezydent spóźnił się jak najbardziej na uroczystość, którą jak udało się już wylansować w mediach zorganizował jako hucpe. Czy działania rządu lub jak kto woli rządowe zaniechania - nie były obliczone na ośmieszenie Prezydenta, co pogrzebałoby jego szanse w wyborach?... Sądzę, że bezpośrednie przyczyny katastrofy Tu-154M zostaną jako tako wyjaśnione i podane opinii publicznej w formie przecieków - już po wyborach. Nigdy jednak nie dowiemy się dlaczego piloci próbowali wylądować na lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem, choć jest to oczywiste, że nie powinni.
Oczywiste jest to, że lot Prezydenta na obchody 10 kwietnia został potraktowany po macoszemu. Miał mieć niższą rangę od obchodów z 7 kwietnia, które namaścił swą obecnością Putin - zresztą faktyczny organizator prowokacji mającej pokazać Polakom polityków, którzy stoją po właściwej stronie. Pan Premier poszedł na to. Ufam, że miał dobre intencje - jak w trakcie nocnej zmiany warty osiemnaście lat temu - tak młodzi wyborcy nie mogą tego pamiętać, ale co gorsza nie pamiętają i starsi.
Pan Premier jak sądzę wybrał dla Polski i jej obywateli najlepszą z dostępnych dróg. Drogę porozumienia z Rosją poprzez podporządkowanie się jej interesom, o czym informuje jego kandydat na Prezydenta (patrz m.in gaz łupkowy). Dlaczego nie mówi o tym sam Pan Premier? A nóż głupim matołkom to się nie spodoba, no bo i skąd oni mają wiedzieć co jest dla nich najlepsze!
Tak, nikt nie pyta nas o zdanie!!!
My z Południa jesteśmy bastionem nie tylko PIS-u, ale i patriotyzmu i pamięci.
To stąd wyszedł marszałek Piłsudski, to tu mają korzenie prawdziwej kościuszkowskiej wolności niesionej na chłopskich kosach.
To tu zadufanych panów rźneli piłami chłopi.
Wolność to nie wy psia was mać elito. Wolność to nasze wolne, podniesione do góry głowy. Głowy tych co wiedzą, że tylko na siebie można liczyć.
A wy liżąc dupę - główno dla nas szykujecie. Wielkie niedźwiedzie.....
Z dotychczasowych ustaleń wynika jasno, że piloci jeszcze w trakcie lotu wiedzieli o tym, że pod Smoleńskiem z powodu niskiego pułapu chmur oraz gęstej mgły nie da się bezpiecznie wylądować.Mimo to próbowali, ale wcześniej jak wynika ze stenogramów czekali na decyzję Prezydenta… Czekali na decyzję, na które lotnisko zapasowe mają odlecieć.
I jest to jak się okazuje najbardziej tajemniczy wątek całej tragedii katyńskiej. Otóż okazuje się, że administracja rządowa, w której to rękach spoczywały wszelkie narzędzia mające umożliwić organizację przelotu na lotnisko zapasowe (BOR, MSZ) – oficjalnie nic nie wie o tym co działo się w powietrzu.
Czyżby nikt z MSZ, MSWiA, ani z MON nie wiedział, że na lotnisku pod Smoleńskiem jest niski pułap chmur oraz panuje gęsta mgła? Nikt nie wiedział, że dysponent lotu organizuje lotnisko zapasowe?
Owszem – była sobota, a rządowa administracja PO pracuje tylko od poniedziałku do piątku. Katastrofa zdarzyła się w sobotę, jest więc poza podejrzeniami???
Jak wynika ze stenogramów o godz 08:17 poprzez najbardziej doświadczoną i rzetelną stewardesę Basię (której zadaniem był kontakt pomiędzy załogą, a pasażerami) - załoga informuje pracowników kancelarii prezydenckiej o tym, że z powodu mgły mogą nie wylądować na lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem.
O godzinie 08:20 Prezydent dzwoni do brata – zapewne jeszcze nie wie, że na lotnisku panuje mgła, gdyż wcześniej zajęty był rozmową z lekarzem matki.
Piloci czekając na decyzję rozpoczynają procedurę przygotowania do lądowania.
O godzinie 08:26 wchodzi szef protokołu MSZ Mariusz Kazana. Jest informowany o tym, że na lotnisku pod Smoleńskiem nie da się wylądować. Kapitan informuje też szefa protokołu (dyrektora Kazane), że lotniskami zapasowymi jest Mińsk i Witebsk.
Rozmowa jest dosyć dziwna. Jest to monolog kapitana:
- KBC: Panie dyrektorze, wyszła mgła…
- KBC: W tej chwili, w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść.
- KBC: Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zejście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie.
- KBC: Jak się okaże (niezr.), to co będziemy robili?
Jest to wyraźne pytanie do dyrektora Kazany…W tym miejscu brakuje odpowiedzi dyrektora Kazany…- KBC: Paliwa nam tak dużo nie wystarczy do tego (niezr.)
Odpowiedz pilota na odpowiedz dyrektora Kazany, której nie było???Paliwa nam tak dużo nie starczy do tego… Czyżby Pan Kazana podwładny Sikorskiego i Tuska namawiał pilota, żeby polatał jak najdłużej nad lotniskiem, zwiększając opóźnienie???Piloci o godz. 08:29 dowiadują się, że Rosjanie (funkcjonariusze FSB, którzy mieli ochraniać Prezydenta) - nie wylądowali pod Smoleńskiem.
O godz. 08:30 szef protokołu Kazana informuje kapitana, że nie ma jeszcze decyzji Prezydenta co dalej robić.
Pomiędzy informacją przekazaną przez stewardesę, a słowami dyrektora Kazany „nie ma jeszcze decyzji Prezydenta” minęło około 8-9 minut. Co działo się w tym czasie?
Pewną wskazówką jest oświadczenie MSZ z dnia 02.06.2010 tj. dzień po upublicznieniu
- To, że głos nienależący do załogi, który zarejestrowała czarna skrzynka Tu-154 należał do szefa protokołu dyplomatycznego MSZ, Mariusza Kazany, jest tylko sugestią. Nie potwierdzili tego polscy eksperci - powiedziała Woźniak.MSZ odcina się od tego, że to poprzez jego pracownika Prezydent kontaktował się z załogą i administracją rządową. W sposób stanowczy odsuwa od siebie wszelki podejrzenia.Dosyć dziwne zachowanie, ale wskazujące na to, że MSZ może mieć coś do ukrycia. Jeśliby potwierdziło się, że osobą która pośredniczy pomiędzy Prezydentem, a załogą był szef protokołu dyplomatycznego MSZ Pan Mariuisz Kazana świadczyłoby to niezbicie o tym, że organizatorem przelotu do Smoleńska był rząd RP poprzez MSZ (jest to oczywiste, że faktycznym organizatorem wszelkich podróży Prezydenta jest właśnie rząd, gdyż to on posiada wszystkie narzędzia i instrumenty umożliwiające taką organizację - wypieranie się tego faktu przez administrację rządowej świadczy o jej błędach, zaniechaniach lub ....)
Oczywiste jest, że z chwilą powzięcia przez Prezydenta informacji o trudnych warunkach na lotnisku pod Smoleńskiem i niemożności wylądowania tam, na co jednoznacznie wskazywał kapitan – pracownicy kancelarii prezydenckiej, jak też, a może zwłaszcza szef protokołu MSZ, rozpoczęli działania celem zapewnienia lądowania na lotnisku zapasowym i przejazd na uroczystości do Katynia.
Wydaje się, że kluczowe były cztery minuty pomiędzy godz. 08:26, a godz. 08:30. I chyba nikt nie uwierzy, że w ciągu tych czterech minut zarówno szef protokołu MSZ, jak i pracownicy kancelarii Prezydenta oraz funkcjonariusze BOR i oczywiście sam Prezydent – gapili się w okno lub ustalali za pomocą rzutu monetą na które lotnisko zapasowe odlecą.
Bo to, że decyzję o przelocie na zapasowe lotnisko podjęto – wydaje się oczywiste.
- Na razie nie ma decyzji Prezydenta, co dalej robić – (dyrektor Kazana).
Konsultacje w sprawie ustalenia lotniska zapasowego odbywały się zapewne poprzez pokładowy telefon satelitarny, ale i poprzez służbowe telefony komórkowe.
Dlatego niezbędne jest upublicznienie bilingów rozmów ze służbowych i prywatnych telefonów komórkowych pracowników rządu i kancelarii Prezydenta oraz wyciągu rozmów z telefony satelitarnego.
-Na razie nie ma jeszcze decyzji Prezydenta, co dalej robić-
Decyzję podejmuje się na podstawie ustaleń i uzgodnień. Dlaczego według administracji rządowej nie było ich?
Z kim kontaktował się dyrektor Kazana i inni? Z MSZ – na pewno, z MSWiA, któremu podlega BOR – na pewno (informacja nie została ponoć przekazana do szefa BOR-u, szef BOR-u jednak jak się okazuje zbyt często mija się z prawdą w tejże sprawie). Z MON – możliwe. Telefony zapewne grzały się, a reakcji z Polski nie było. Nie wiadomo, gdzie skierować samolot. Czas płynie. Opóźnienie zwiększa się.
Czy właśnie to opóźnienie nie było na rękę rządowym notablom?
Czy działania rządu RP nie były obliczone na to, aby Prezydent spóźnił się jak najbardziej, na uroczystość, którą jak udało się już wylansować w mediach zorganizował jako hucpe. Czy działania rządu nie były obliczone na ośmieszenie Prezydenta, co pogrzebałoby jego szanse w wyborach?
Może stąd opóźnienie w podjęciu decyzji, co jak wiemy skończyło się tragicznie.
Strach pytać dlaczego piloci nie poinformowali Prezydenta o trudnych warunkach jeszcze przed wylotem, albo zaraz tuż po starcie. Strach pytać co robił Ił, dlaczego krążył tak długo? Strach pytać, kto miał chronić prezydenta po wylądowaniu, skoro funkcjonariusze FSB nie wylądowali (czy tych dwóch, trzech BOR-owców, którzy byli na płycie lotniska?).
Strach pytać. Ale fakty są nieubłagane. Indolencja lub spisek. W jednym i drugim przypadku strach myśleć.
Na koniec chciałby wspomnieć o lansowanej od samego początku tezie, że Prezydent wywierał na pilotów nacisk, aby wylądować za wszelką cenę. Jest to teza lansowana na zasadzie analogi po incydencie gruzińskim, którą wielu dziennikarzy stosują rutynowo, ale nie jako krytyczne narzędzie badawcze, ale metodę pracy. Prowadzi to często do błędnych wniosków.
Otóż faktem jest, że był incydent gruziński. Faktem jest jednak też to, że po tym incydencie piloci wiedzieli, że mogą i powinni opierać się naciskom VIP-ów, a Prezydent zrozumiał, że takie zachowanie bardzo mu szkodzi.
Tezę o braku wszelkich nacisków potwierdza były pilot 36. pułku specjalnego, który w trakcie wywiadu w TVN24, stwierdził, że owszem zdarzyło mu się, że jeden z VIP-ów na samym początku swej kadencji wywierał na niego presję odnośnie miejsca lądowania. Potem jednak, gdy zrozumiał specyfikę lotów – nacisków nigdy nie wywierał. I nie wiem czy chodziło mu tu o Prezydenta, ale tutaj analogie można zastosować.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)