wiiiktor wiiiktor
227
BLOG

Kobieta karmi kota || Opowiastka o upadku ekonomii miłości

wiiiktor wiiiktor Społeczeństwo Obserwuj notkę 1
Gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze... Fabularyzowana rozprawa o wpływie pieniądza na dzietność.

“Money makes the world go round...” ♪♫♪♫


Nie wszystko jest na sprzedaż — pomimo żartów, które czasem padają — przynajmniej nie za rodzaj pieniędzy, jakie przeciętny mężczyzna mógłby kiedykolwiek realistycznie posiadać. A dla większości mężczyzn nawet te niewielkie pieniądze, które mają, wciąż nie wystarczają, by wypełnić głębsze luki w ich życiu. Nie mogą kupić miłości kobiety ani tym bardziej dzieci — i oczywiście nie sugeruję, że dzieci kiedykolwiek powinny mieć metkę z ceną. Kobiety natomiast mogą kupić od mężczyzn wszystko, czego kobiety nie wytwarzają, dom, samochód, komputer, energię elektryczną, drobne naprawy, a to jest to, co historycznie stanowiło istotną siłę przyciągania kobiet do mężczyzn. Ta siła osłabła niemal do zera, bo przetrwanie można kupić w sklepie. Ta książka podejmuje analizę podstaw ekonomicznych spadającej dzietności, szybkiego wzrostu liczby osób żyjących w samotności oraz słabnącej pozycji mężczyzn we współczesnym społeczeństwie.

Istnieje bardzo intrygujące wideo na YouTube zatytułowane „FACT: Men Are Better Than Women (at Some Things)”, w którym mężczyzna chodzi po ulicy i pyta ludzi, czy kobiety są lepsze od mężczyzn w jakichś dziedzinach.


image


Większość respondentów – zarówno mężczyzn, jak i kobiet – bez wahania zgadza się, że kobiety wyróżniają się w pewnych dziedzinach. Potem pada pytanie, czy jest cokolwiek, w czym to mężczyźni są lepsi. Cisza. Nikt nie podaje ani jednego przykładu. Sytuacja ta powtarza się wielokrotnie. W końcu prowadzący wywiad zadaje pytanie uzupełniające: być może jest społecznie akceptowane – a nawet promowane – chwalenie mocnych stron kobiet, ale nie tych należących do mężczyzn?

Mężczyźni również doświadczają poważnych przeciwności na rynku matrymonialnym, zgodnie z danymi Swipestats.io:


image


Kobiety ignorują 95% „polubień” od mężczyzn, ale kiedy to one wysyłają „polubienie”, w 1 z 3 sytuacji dochodzi do dopasowania. Dla mężczyzn jest to tylko 1 na 53 przypadki!

Kobiety dają więc mężczyznom prostą radę: „Nasi drodzy panowie, musicie bardziej się postarać, by zdobyć nasze serca!”. Trzeba jednak zauważyć, ale kobiety już nie chcą być „zdobyte”, bo w relacjach oczekują znacznie większej samodzielności. Co więcej, dzisiejsze związki stały się wyraźnie bardziej nietrwałe – potwierdza to zaskakująca analiza danych autorstwa użytkownika Reddita o nicku GeorgeDaGreat123, sporządzona na podstawie 52 milionów komentarzy z r/relationship_advice. Wyniki wskazują na radykalną zmianę nastawienia na przestrzeni zaledwie 15 lat - obecnie ludzie o wiele częściej rezygnują ze związku, zamiast o niego walczyć:


image


Od mężczyzn wymaga się większego wysiłku włożonego w zdobycie kobiety – tradycyjnie to po ich stronie leży główna inwestycja – a jednak zwrot z tego wysiłku stał się bardziej niepewny.

Ponadto współczesne kobiety są również mniej zainteresowane posiadaniem dzieci niż mężczyźni. Niedawny sondaż amerykańskiej stacji telewizyjnej CNBC, opublikowany pod tytułem „Gen Z's gender divide reaches beyond politics and into its views on marriage, children and success”, porównywał priorytety życiowe młodych Amerykanów w dwóch grupach – wyborców liberalnych i konserwatywnych. Kontrast był uderzający: dla konserwatywnych mężczyzn posiadanie dzieci zajmowało pierwsze miejsce wśród priorytetów, natomiast dla młodych liberalnych kobiet znalazło się na samym końcu – na 12. pozycji.

Również patrząc na szerszą populację, rozbieżność jest wyraźna. Według analizy Pew Research Center z 2024 roku (opartej na sondażach przeprowadzonych pod koniec 2023 roku) przeprowadzonej wśród bezdzietnych dorosłych Amerykanów w wieku 18–34 lat 57% mężczyzn i 45% kobiet deklarowało, że kiedyś chce mieć dzieci. W tej samej grupie jedynie 15% mężczyzn, ale już aż 21% kobiet stwierdziło, że nigdy nie chce zostać rodzicami. Wygląda na to, że mityczny „instynkt macierzyński” jest słabszy niż ojcowski.

Nic więc dziwnego, że wskaźniki dzietności maleją – nie jest to wyłącznie problem Zachodu, lecz ogólnoświatowa tendencja, dobrze widoczna w danych UN Population Division (rok 2017):


image


To starcie poglądów na temat związków i rodziny zapewne odpowiada w dużym stopniu za aktualną polaryzację polityczną – potwierdza to artykuł w „Financial Times” zatytułowany „A new global gender divide is emerging”, dotyczący scen politycznych wielu różnych państw. Mężczyźni coraz częściej popierają partie konserwatywne, natomiast kobiety, szczególnie te młodsze, zwracają się ku lewicy. Tendencja ta nasiliła się zwłaszcza w ciągu ostatniej lub dwóch ostatnich dekad.

Nie przyszedłeś tu jednak zapewne po to, by czytać o rzeczach, które doskonale znasz z innych opracowań – to fakty powszechnie uznane. Wspominam o nich jedynie, aby przygotować grunt pod moją główną tezę i przyjrzeć się głębszym przyczynom tych zjawisk społecznych, jak też sposobom ich odwrócenia. Moim zdaniem spadek dzietności ma ścisły związek z tym, jak pieniądze wpływają na wybory życiowe kobiet i mężczyzn. Oddziaływanie to jest zupełnie różne w obu przypadkach. Dla mężczyzn pieniądze niewiele zmieniają: ich podstawowe cele – znalezienie partnerki i założenie rodziny – pozostały praktycznie takie same. Właśnie dlatego popierają partie konserwatywne: mężczyźni chcą żyć tak, jak dawniej. Dla kobiet natomiast pieniądze okazały się prawdziwym przełomem. W głęboki sposób ingerują w ich podejście do związków z mężczyznami i nierzadko stają się powodem rozstania – nawet wtedy, gdy para jest już po ślubie i ma dzieci. Można by zapytać, dlaczego te zmiany następują dopiero teraz, skoro pieniądz istnieje od ponad 2500 lat. Odpowiedź jest prosta: przez większość historii kobiety nie zarabiały pieniędzy ani ich nie kontrolowały. Gospodarka była niemal wyłącznie domeną mężczyzn, którzy jako główni żywiciele zapewniali byt rodzinie. Efektywnie więc, waluta miała płeć, ponieważ była walutą niemal wyłącznie męską - to niemal wyłącznie mężczyźni się nią posługiwali. Współcześnie kobiety uzyskały dostęp do pieniądza, co daje im możliwość uzyskania męskich dóbr i usług także poza relacją z mężczyzną.


image


Dlatego moim zdaniem pieniądz wymaga reformy, by zatrzymać globalny spadek dzietności i przeciwdziałać narastającej epidemii samotności, dotykającej zarówno mężczyzn, jak i kobiet.


Trzy rodzaje prac na rzecz społeczeństwa


Można wyróżnić trzy rodzaje prac lub zajęć według udziału płci:

1. Wyłącznie kobiece

Do tej kategorii należy rodzenie dzieci – rola zarezerwowana wyłącznie dla kobiet. Poza tym trudno wskazać wiele zadań, które mogłyby wykonywać tylko one. Są wprawdzie zawody, w których kobiety zazwyczaj sprawdzają się lepiej - należą do nich głównie prace obejmujące tzw. pracę emocjonalną: w usługach, z dużym udziałem komunikacji z klientem. Nie są to jednak prace, których mężczyźni nie są w stanie wykonywać, więc te prace nie są monopolem kobiet, tak jest to w przypadku rodzenia dzieci.

2. Wyłącznie męskie lub zdominowane przez mężczyzn (udział mężczyzn to 95% lub więcej)

Gdy ludzie myślą o zawodach zdominowanych przez mężczyzn, najczęściej przychodzą im na myśl prace wymagające dużej siły fizycznej, wytrzymałości czy sprawności. Kategoria ta jest jednak znacznie szersza. Na przestrzeni dziejów to mężczyźni dokonywali znakomitej większości przełomowych osiągnięć w nauce, inżynierii, ekonomii i polityce. Fakt, że kobiety przez długi czas były wykluczane z tych dziedzin, nie zmienia historycznej prawdy: to mężczyźni wnieśli jak dotąd największy wkład w wiele dziedzin działalności intelektualnej i nadal to robią. Szczegółowo omówimy te dyscypliny później.

3. Uniwersalne (unisex)

Trzecia kategoria ma kluczowe znaczenie, choć zazwyczaj pozostaje niedoceniana w dyskusji o obecnych zmianach społecznych. W gruncie rzeczy cała ta rozmowa byłaby zbędna, gdyby takie zawody nie istniały. Chodzi o zajęcia, które umożliwiają kobietom wejście na rynek pracy, zarabianie własnych pieniędzy i przekonanie, że potrafią robić wszystko to, co mężczyźni. Dziś znaczenie tradycyjnie męskich zawodów umyka powszechniej uwadze, ponieważ to właśnie uniwersalne zawody stały się podstawą zawodowej, a w konsekwencji finansowej niezależności kobiet. Niemniej jednak owo poczucie niezależności jest w dużej mierze iluzoryczne – do tego tematu wrócę w kolejnych rozdziałach


image


Monopole naturalne kobiet i mężczyzn


Mężczyźni i kobiety ciągną do siebie nie z kaprysu czy chwilowej zachcianki, lecz z powodu głębokiej wzajemnej zależności, która kształtowała się przez całą długą historię ewolucji człowieka. W tej współzależności obie płcie zawsze rywalizowały o większy kawałek tortu – zjawisko to czasem przesadnie nazywa się „wojną płci”, ale ja wolę mówić o negocjacjach albo o targowaniu się. Kobiety mają naturalny monopol na dawanie życia – na rodzenie dzieci. Właśnie dlatego mężczyźni ich pragną. Pragną samych kobiet jako osób, a nie tylko tego, co kobiety mogą im „zaoferować” w postaci produktów czy usług. Na randce mężczyźni nie pytają kobiet o ich osiągnięcia lub stan majątkowy. Szukają miłości, bliskości i szansy na potomstwo. To emocjonalne i seksulane uzależnienie mężczyzn od kobiet nie wynika z jakiejś obiektywnej wyższości kobiet, lecz z wyniku procesu ewolucyjnego: mężczyźni, którym kobiety były obojętne, nie pozostawili po sobie potomków. Przetrwali w populacji jedynie ci mężczyźni, którzy ubzdurali sobie, że kobiety są warte zachodu ;) ponieważ pozostali nie pozostawili potomków.

Należy zauważyć, że monopolowi kobiet nie zagraża żadna konkurencja – mężczyźni nie rodzą dzieci i bez przełomu biotechnologicznego nic tego nie zmieni - w odróżnieniu od monopolu mężczyzn, którego produkty można kupić w każdym sklepie.

A czym w istocie jest ten monopol mężczyzn? Jest to zapewnianie przetrwania – sobie, kobietom i dzieciom. Mężczyźni są fabrykami przetrwania. Dziś trudniej go dostrzec właśnie dlatego, że mężczyźni wypełniają tę rolę tak sprawnie, efektywnie i w sposób niezauważalny. Gospodarka rośnie, technologia się rozwija, wszystko działa bez większych awarii – przyzwyczailiśmy się więc traktować to jak coś oczywistego, jakby powstawało z powietrza. Prąd „płynie z gniazdka”, a domy „budują się same” dzięki firmom budowlanym.

* * *

Ale dość teorii... – posłuchajmy rozmowy przy stoliku obok, bo padają tam ważne słowa:

Mężczyzna:  Kochanie, mogę zbudować dla ciebie dom!

Kobieta:  Ale ja już mam dom. Daj mi coś więcej, coś ekstra. Jestem niezależna, tak łatwo mnie nie zdobędziesz!

A skąd ta kobieta ma swój dom?.. Czy zbudowała go własnymi rękami? Nie – kupiła go od mężczyzny. Formalnie, od firmy budowlanej, w której nawet pracują też kobiety, być może jako architektki czy kierowniczki wysokiego szczebla, więc także pełniące ważne role. Ale fizycznie ten dom postawili mężczyźni. Nie byłoby mężczyzn, nie byłoby domu.

Dlatego współcześnie mężczyźni zwykle mogą zaproponować tylko to, co kobiety już posiadają – albo raczej to, co wczoraj kupiły od tych mężczyzn. Więc kobiety się irytują: „Przychodzisz z pustymi rękami? Jestem taka cudowna, a ty nie masz nic ciekawego do zaoferowania. Nudzisz mnie! Gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni...” “Zbudowali Twój dom” ;) można by odpowiedzieć.

W efekcie w dzisiejszych związkach mężczyzna ma bardzo słabą pozycję, ponieważ jest nice-to-have, nawet w udanym związku. On nadal zależy od kobiecego monopolu, a ona już nie – bo wszystko, czego potrzebuje, może po prostu kupić. Jeśli dojdzie do rozwodu, kobieta nadal będzie miała pieniądze od mężczyzny, więc nadal będzie mogła zastępować go zakupami w sklepie, a wcale nie wyklucza to znalezienia kolejnego partnera. Dlatego wielu mężczyzn uważa dzisiaj małżeństwo za ryzykowne.

I tu tkwi sedno sprawy: pieniądze to narzędzie, które podważa męski monopol – monopol na zapewnianie przetrwania - tym samym osłabiając ich atrakcyjność w oczach kobiet. Musimy zrozumieć, że to, co czyni mężczyzn atrakcyjnymi dla kobiet, istotnie różni się od tego, co przyciąga mężczyzn do kobiet. Mężczyźni pragną kobiety jako osoby, z jej fizyczną obecnością. Kobiety natomiast poza wsparciem uczuciowym i zapewnieniem potrzeb seksualnych pragną tego, co mężczyzna może im zapewnić w sensie materialnym. Można w uproszczeniu powiedzieć, że większość mężczyzn i kobiet jest heteroseksualnych, ale kobiety są heteroseksualne w mniejszym stopniu, ponieważ duża część atrakcyjności mężczyzny dla kobiety tkwi w zapewnieniu komfortowego i bezpiecznego życia. Tyle, że współcześnie kobieta może zarobić pieniądze niezależnie od mężczyzny, i kupić sobie wszystko, co mężczyźni wytwarzają. A rodzenie i wychowywanie dzieci to dużo trudniejsza praca niż tworzenie prezentacji w dziale marketingu, więc po co się przemęczać?

Według badania Pew Research z 2023 (USA) roku już 63% mężczyzn poniżej 30. roku życia nie posiada partnerki. Za dziesięć lat może to być nawet 75% lub 80%, ponieważ jak nietrudno się domyślić trend jest rosnący. Kobiety mogą z dumą napisać “na fejsie”: „Kupiłam sobie kota – i to mi wystarcza”. Ale mężczyzna, który mógłby powiedzieć coś podobnego, jeszcze się nie urodził, i nigdy się nie urodzi. Mężczyźni tracą swój monopol i zostają “na lodzie”, podczas gdy kobiety mają dostęp do wszystkiego, czego potrzebują.


Co kobiety muszą kupować od mężczyzn?


Kobiety utrzymują, że potrafią robić wszystko to, co mężczyźni – łącznie ze służbą w wojsku. Mogą samodzielnie wybierać drogę do realizacji życiowych celów, pracując w zawodach unisexowych. Twierdzą również, że będą coraz liczniej reprezentowane w dziedzinach tradycyjnie zdominowanych przez mężczyzn, bo ich zdaniem nie istnieją żadne różnice płciowe wynikające z budowy mózgu, a wkrótce w każdym zawodzie proporcje będą idealnie wyrównane – parytety 50/50 zostaną zrealizowane. Kobieta, jak zapewniają, może być równie dobrym strażakiem co przeciętny mężczyzna w tym zawodzie.

image

Nie wiem, czy naprawdę w to wierzą, czy tylko tak mówią. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej i nie spodziewam się, by miała się zmienić. Poniżej znajduje się lista dziedzin, w których mężczyźni stanowią ponad 90% pracowników – co w praktyce oznacza, że kobiety muszą kupować efekty tej pracy od mężczyzn:

Rozwijanie technologii — Niezależnie od tego, czy chodzi o wynalezienie czegoś zupełnie nowego, czy o udoskonalanie istniejących rozwiązań – zawsze było to przede wszystkim domeną mężczyzn. Volt, Amper i Ohm to nie tylko jednostki miar elektryczności, lecz również nazwiska mężczyzn, którzy dokonali w tej dziedzinie przełomowych odkryć. Ktoś mógłby powiedzieć, że ci ludzie żyli dawno temu i dziś wszystko wygląda inaczej. Nic podobnego – najnowsze technologie, takie jak sztuczna inteligencja czy robotyka, które być może kiedyś uwolnią nas od wysiłku zarówno umysłowego, jak i fizycznego, nadal rozwijają głównie mężczyźni. A gdy będzie trzeba, to również oni będą je serwisować i utrzymywać.

Widziałem ostatnio zdjęcie głównych inżynierów OpenAI: siedemnastu mężczyzn i jedna kobieta (5%). Na liście najważniejszych innowatorów w dziedzinie sztucznej inteligencji na stronie www.metislist.com znajduje się 122 mężczyzn i zaledwie 6 kobiet (5%), przy czym najwyższa pozycja zajmowana przez kobietę to 33.

Nauka – Naukowczyń jest wiele, ale najważniejsze przełomy naukowe wciąż dokonują przede wszystkim mężczyźni. Dlaczego? Jedną z przyczyn jest różnica w skłonności do ryzyka: większość kobiet jest mniej gotowa podejmować ryzyko niezbędne do prawdziwie przełomowych odkryć. Tylko nonkonformiści – osoby odważnie podważające obowiązujące dogmaty – są w stanie stworzyć zupełnie nowe koncepcje.

Spośród noblistów w naukach ścisłych i przyrodniczych kobiety stanowią zaledwie około 5%, a ten odsetek wzrósł tylko nieznacznie w ciągu ostatnich dekad. Nie zmienia to więc sytuacji, że mimo licznych badaczek to mężczyźni dokonują większości przełomów naukowych.

Nierzadko osiągnięcia kobiet są nagłaśniane głównie z powodu ich płci. Przykładem może być publikacja pierwszego zdjęcia czarnej dziury – tego, które pokazało ją w najwyższej jak dotąd rozdzielczości. Media skupiły wtedy uwagę przede wszystkim na młodej badaczce. W rzeczywistości jednak projekt opierał się na niezwykle skomplikowanym oprogramowaniu liczącym około 880 tysięcy linii kodu, z czego 800 tysięcy napisał mężczyzna, o którym prasa w ogóle nie wspomniała.

Strategia i polityka – Również w tych dziedzinach mężczyźni odnoszą znacznie większe sukcesy niż kobiety. W całej historii światowych rankingów szachowych zaledwie trzy kobiety znalazły się kiedyś w pierwszej setce. Aktualnie najwyżej notowana szachistka zajmuje 124. miejsce.

Dlaczego jednak miałoby być inaczej? Na lokalnym turnieju szachowym raczej nie zobaczysz kobiet – najwyżej kilka wśród kilkudziesięciu mężczyzn. Skąd więc miałyby się nagle wziąć wybitne szachistki?

Nierzadko przytacza się fakt, że Garry Kasparov kiedyś przegrał partię z Judit Polgár – i ta historia jest powtarzana po dziś dzień, a nawet zainspirowała popularny serial Netfliksa. Tymczasem w rzeczywistości Kasparov pokonał Polgár ponad dziesięć razy. Gdzie jest więc dziesięć seriali na ten temat? ;-)

Niedawno mistrzostwa Francji w szachach kobiet wygrała zawodniczka transpłciowa – co przypomina nagłówki prasowe o transpłciowych sportowcach triumfujących w żeńskich konkurencjach zapaśniczych czy bokserskich.

Ta wrodzona predyspozycja do myślenia strategicznego i analitycznego tłumaczy także, dlaczego mężczyźni są w polityce znacznie liczniej reprezentowani.

Systemy polityczne tworzą i rozwijają przede wszystkim mężczyźni, natomiast kobiety w większości z nich korzystają. Trzeba to powiedzieć wprost: to kolejna dziedzina ludzkiej działalności, w której kobiety są głównie beneficjentkami owoców męskiej pracy i talentu. Pomysł osiągnięcia idealnej równowagi płciowej w polityce – pół na pół – uważam za nierealny.

Interesuję się polityką międzynarodową i aktywnie korzystam z kilku grup dyskusyjnych poświęconych tej dziedzinie. Około 95% uczestników stanowią mężczyźni. Kobiety zazwyczaj przejawiają mniejsze zainteresowanie tymi kwestiami i zwykle mają mniejszą wiedzę. W tych grupach nie ma żadnych kwot płciowych ani ograniczeń ze względu na płeć; każdy może dołączyć bez przeszkód. Z powodu jednak mniejszego zainteresowania ze strony kobiet po prostu jest ich tam znacznie mniej.

Oceniłbym, że rzeczywisty wpływ kobiet na politykę nawet w Świecie Zachodu wynosi około 10%, choć w niektórych krajach może on chwilowo wzrosnąć – na przykład za rządów liderek takich jak Thatcher, Merkel czy Meloni, a w historii za panowania Kleopatry, Wu Zetian, Katarzyny Wielkiej czy królowej Wiktorii. Poza tymi wyjątkowymi okresami kobiety w przeważającej mierze korzystały ze stabilnych systemów politycznych, które tworzyli i podtrzymywali mężczyźni.

Kobiety zwykle po prostu nie są w stanie zdobyć władzy politycznej – przykładem mogą być nieudane kampanie prezydenckie Kamali Harris i Hillary Clinton przeciwko Trumpowi, ale już wygrana Joe Bidena. Kobiety są obecne w polityce, ale najczęściej zajmują stanowiska związane z komunikacją, podczas gdy faktycznymi decydentami pozostają mężczyźni. W tym sensie kobiety w polityce częściej pełnią rolę “aktorek” w projektach politycznych mężczyzn niż faktycznie podejmują decyzje. Współcześnie kobiety są w mediach relacjonujących politykę nadreprezentowane, co tworzy wrażenie większego wpływu na politykę, niż jest w rzeczywistości.

Polityk każdego dnia musi walczyć o władzę, by uzyskać przestrzeń do samodzielnego podejmowania decyzji. Skoro kobiety zazwyczaj gorzej radzą sobie z jej zdobywaniem, rzadziej też podejmują w pełni suwerenne i niezależne decyzje. Kobiet w polityce jest znacznie więcej w Danii niż w Afganistanie, a warto zauważyć, że uprawianie polityki w Danii (zamożnej, z dojrzałą administracją, w dość bezpiecznym geopolitycznie organizmie Unii Europejskiej) jest po prostu znacznie łatwiejsze.

Systemy polityczne historycznie tworzyli i nadal tworzą głównie mężczyźni. Dlatego kobiety nie mają podstaw do żądania wprowadzenia kwot płciowych – te ostatnie, gdyby kiedykolwiek wdrożono je w pełni, prawdopodobnie wywołałyby polityczną katastrofę: słabe polityczki stałyby się marionetkami, niezdolnymi do prowadzenia samodzielnej czy skutecznej polityki. Państwa stałyby się polem żniw dla lobbystów i zakulisowych manipulatorów, a polityki obfitowałyby w idee podobne do amerykańskiej ideologii Woke.
Budownictwo – Mężczyźni budują wszystko: domy, drogi, mosty, elektrownie, kopalnie, aż do najskromniejszego chodnika przed domem. Po prostu, wszystko.

Energetyka, ciężki przemysł oraz transport dalekobieżny, w tym morski – żadna z tych gałęzi gospodarki nie istniałaby bez mężczyzn. Kiedy w sklepie kupujesz towar sprowadzony z drugiego końca świata, to z bardzo dużym prawdopodobieństwem zaprojektowali go, wyprodukowali i dostarczyli głównie mężczyźni. 99% załóg tankowców naftowych stanowią mężczyźni.
Utrzymanie i naprawa infrastruktury, maszyn i urządzeń – Mężczyźni naprawiają niemal wszystko, poza ubraniami – tym zazwyczaj zajmują się kobiety. Gdy jednak psuje się instalacja elektryczna, hydraulika, samochód, komputer czy pralka, to niemal zawsze przychodzi to naprawić mężczyzna.

Armia i bezpieczeństwo - Tak, tutaj też nietrudno zgadnąć, głównie mężczyźni.

* * * 

Bez mężczyzn cała cywilizacja – ta niezwykła maszyneria, dzięki której żyjemy współcześnie w komforcie – nagle stanęłaby w miejscu. Najszybciej dałby o sobie znać brak prądu: nie byłoby światła, łączności, ale też wody ani ogrzewania, jeśli zależy ono od pompowania ciepłej wody do kaloryferów (a pompy zasilane są elektrycznością). Oczywiście pozostałyby tu i ówdzie enklawy dobrobytu, gdzie kobiety ogromnym wysiłkiem utrzymywałyby produkcję i dystrybucję energii – ale objęłyby one prawdopodobnie zaledwie kilka procent populacji. Domy zmieniłyby się w nowoczesne, ale ciemne i zimne jaskinie, które z czasem zaczęłyby popadać w ruinę. Kobiety wróciłyby do pisma ręcznego, ale wkrótce skończyłby się atrament w długopisach – a żeby wyprodukować nowe, trzeba by ponownie uruchomić dziesiątki maszyn: od wtryskarek po instalacje chemiczne do wytwarzania tuszu. Ta drobna kulka rozprowadzająca atrament na końcu długopisu to produkt o bardzo wysokich wymaganiach technologicznych – jeszcze w 2019 roku Chińczycy musieli ją importować z Holandii, bo sami nie potrafili jej wytworzyć. Gdy skończyłyby się długopisy, kobiety sięgnęłyby po ołówki – ale i te są trudne do wytworzenia, więc z czasem również by zniknęły. Co pozostałoby? Gęsie pióra i sok z buraków. Tak właśnie wyglądałaby cywilizacja techniczna zarządzana wyłącznie przez kobiety.

Oczywiście, systemy polityczne także by się zawaliły; zapanowałby chaos, a po ulicach grasowałyby kobiece gangi. Obiecany pokój w świecie rządzonym wyłącznie przez polityczki nigdy by nie nastał – zamiast tego Świat pogrążyłby się w niekończących się, bezsensownych wojnach o nic.
Lewica obsługuje politycznie głównie kobiety, które nie chcą rodzić dzieci
Znana ilustracja, którą Elon Musk udostępnił kilka lat temu, przedstawia zwolennika lewicy oddalającego się od reszty społeczeństwa. Ale kim tak naprawdę jest ta postać? Ośmieliłbym się stwierdzić, że symbolizuje ona przede wszystkim młode kobiety, które nie chcą mieć dzieci:

image


Dziś polityczna lewica reprezentuje przede wszystkim tę grupę wyborców. Nikt rozsądny nie wierzy już, że stoi ona po stronie „ludzi pracy” – przynajmniej nie w krajach Zachodu. Wystarczy spojrzeć na główne hasła, które lewica ostatnio podniosła na swoje sztandary: niemal wszystkie sprowadzają się w ostatecznym rozrachunku do jednego – braku dzieci:

Aborcja – Tu wszystko jest jasne.

Dostęp do antykoncepcji – Ta sama logika.

Edukacja seksualna – W praktyce często sprowadza się do haseł: „aborcja jest OK” i „używajcie antykoncepcji”.

Edukacja planowania rodziny – W rzeczywistości zazwyczaj uczy, by rodziny nie planować albo „odpowiedzialnie” odkładać ją w nieskończoność.

Normalizacja prostytucji – Prostytucja również nie prowadzi do dzieci. Mężczyźni mają przynajmniej ujście dla swoich potrzeb, więc rzadziej będą domagać się potomstwa; kobiety zaś mogą nieźle zarobić i następnego dnia kupić sobie od mężczyzn, co tylko zechcą.

Prawa LGBTQ+, płynność płci, płeć jako konstrukt społeczny – Wiele osób nie pojmuje, dlaczego lewica uczyniła sprawy LGBT swoją sztandarową kwestią, skoro ta grupa jest stosunkowo nieliczna, może 3% społeczeństwa, ale nawet nie wszyscy jej członkowie w ogóle chcą ingerencji polityki w ich życie. Kim więc jest prawdziwy zleceniodawca tej promocji LGBT? Jeśli młode kobiety nie chcą mieć dzieci z mężczyznami, to logiczne, że powiedzą: „Kobiety? My nie jesteśmy żadnymi kobietami! Płeć to wymysł, kulturowy konstrukt! A poza tym… mężczyźni też mogą rodzić!” Sam ruch walki o prawa LGBT miał solidne podstawy – ta społeczność spotykała się z realną dyskryminacją; w wielu państwach Zachodu homoseksualiści trafiali do więzień czy nawet poddawani byli chemicznej kastracji. Niemniej jednak są oni w pewnym sensie przypadkowymi beneficjentami kampanii politycznej, która służy zupełnie innemu odbiorcy: młodym kobietom odrzucającym macierzyństwo.

“Refugees welcome!” – Lepiej zapraszać imigrantów niż rodzić dzieci.

Antynatalizm w ramach aktywizmu klimatycznego – Znowu to samo: żadnych dzieci, bo przecież kot produkuje mniej CO₂.

Wreszcie lewica sprzeciwia się też chrześcijaństwu, które propaguje wartości pro-life i tradycyjny model rodziny, z silną pozycją mężczyzny.

Ten trend trzeba odwrócić, by zapobiec całkowitemu załamaniu społeczeństwa zachodniego oraz degradacji emocjonalnej mężczyzn.

* * *

Istnieje znana feministyczna teza, że kobiety są dyskryminowane pod względem finansowym, bo mężczyźni zarabiają średnio więcej – co uchodzi za niepodważalny dowód, iż lewica musi walczyć o prawa kobiet. Tymczasem, gdy przyjrzymy się danym zgromadzonym przez IPUMS-USA, okaże się, że różnice między samotnymi mężczyznami a kobietami są znikome i da się je łatwo wytłumaczyć wyższymi kompetencjami technicznymi panów. Jedynie żonaci mężczyźni zarabiają istotnie więcej, zapewne motywowani poczuciem odpowiedzialności za rodzinę oraz przez... swoje żony. Poza tym, gdzież ta dyskryminacja kobiet we współczesnym świecie?


Wpływ sytuacji demograficznej na gospodarkę i politykę


To, że kobiety dystansują się od mężczyzn pragnących dzieci, wyjaśnia znaczną część dzisiejszej polaryzacji politycznej – być może nawet 90% jej źródeł. Prowadzi także do stagnacji gospodarczej i spadku innowacyjności, szczególnie w Europie. Kraje europejskie są wysoko rozwinięte ekonomicznie, ale paradoksalnie dość słabe pod względem realnej siły gospodarczej. Koszty pracy są u nich zbyt wysokie, by mogły konkurować ze wschodzącymi potęgami, takimi jak Chiny czy Indie. Aby utrzymać gospodarkę, otwierają się na masową imigrację – co niesie ze sobą własne problemy: utratę tożsamości kulturowej, spadek bezpieczeństwa publicznego oraz konflikty na rynku pracy, bo miejscowi naturalnie nie lubią konkurencji. Wielu imigrantów woli korzystać z zasiłków i usług publicznych, przez lata nie podejmując pracy – co z kolei w efekcie wcale nie wzmacnia gospodarki.

To dlatego politycy wymyślają projekty w rodzaju Zielonej Nowej Gospodarki. Oficjalnie mają one „obniżyć globalną temperaturę o dwa stopnie Celsjusza w ciągu siedemdziesięciu lat”. Ale serio, pokażcie mi demokratycznego polityka, który serio myśli z wyprzedzeniem na siedemdziesiąt lat... Prawdziwy cel to sprzedaż drogich „zielonych” technologii krajom politycznie słabszym. Były kanclerz Niemiec Olaf Scholz wręcz wyrażał nadzieję, że zielona gospodarka przywróci Niemcom wzrost PKB na poziomie 8–10% rocznie. W rzeczywistości był to plan pobudzenia wzrostu gospodarczego, a nie misja ratowania planety (co zresztą nie wypaliło, bo Chiny błyskawicznie przejęły dużą część rynku paneli słonecznych i samochodów elektrycznych).

Słaba sytuacja demograficzna rodzi problemy długoterminowe, których nie da się rozwiązać, rozdając rodzinom po kilkaset dolarów na dziecko czy oferując symboliczne ulgi podatkowe. Gdy raz spadnie dzietność, politycy wpadają w pułapkę – nie istnieją żadne szybkie rozwiązania.

Dalej czeka nas spadek populacji – i nie będzie to proces spokojny i nostalgiczny. Zacznie się kryzys bezpieczeństwa wewnętrznego, a następnie zewnętrznego: zabraknie ludzi do służby w armii. Imigranci stopniowo zdominują wielkie miasta, a z czasem zdobędą też wpływy polityczne. Gdy już uzyskają pełne prawa polityczne, zawrą sojusze z młodymi kobietami, jeszcze bardziej uzależniając społeczeństwo od dalszej imigracji; lewica każdego przeciwnika tego procesu okrzyknie „fa***stą”.

Finał będzie bolesny – chaos, słabość i upadek w każdym obszarze. Demograficznie wydrążone narody implodują pod naporem presji ludnościowej z zewnątrz. Na geopolitycznych obrzeżach wybuchną wojny; jest całkiem możliwe, że Putin nie zaatakowałby Ukrainy, gdyby nie uznał Europy za zbyt słabą, by obronić swoją wschodnią flankę.

Obecnie połowa krajów świata ma dzietność poniżej poziomu zastępowalności pokoleń, a połowa z tej połowy wprowadziła jakieś programy pronatalistyczne – które niemal nigdy nie przynoszą skutku, a w najlepszym razie dają krótkotrwały efekt ograniczony do kilku lat. Rządy finansują żłobki i przedszkola, które potem stoją w połowie puste. Paradoksalnie, wspierane finansowo kobiety, które urodziły jedno dziecko, są demotywowane w kwestii urodzenia kolejnego, ponieważ pieniądz redukuje potrzebę fizycznej obecności mężczyzny u jej boku.

W Indiach w ciągu jedynie dwóch dekad współczynnik dzietności spadł z 4.5 do 2 (National Family Health Survey, Guilmoto i Rajan, 2012). Aktualny wzrost gospodarczy jedynie przyspiesza ten proces, co doskonale potwierdza moją tezę, że kobiety mogą wykorzystać pieniądze na kupowanie wytworzonych przez mężczyznę dóbr i w ten sposób obejść potrzebę posiadania męskiego partnera. Indyjskie kobiety (co zaskakujące!) nie uwzględniają jednak faktu, że pod koniec życia będą potrzebować wsparcia swoich dzieci – Indie zestarzeją się, zanim naprawdę wzbogacą, co oznacza bardzo trudną starość zarówno dla tych kobiet, jak i dla indyjskich mężczyzn.



image


Pół-tradycyjny związek


Dziś kobiety mają ogromną przewagę nad mężczyznami na rynku matrymonialnym. Kobiety więc wciąż oczywiście chcą być zdobywane, mimo że na końcu nie ma żadnego “zdobycia”, ponieważ kobiety chcą zachować także pełną niezależność – to właśnie nazywam „pół-tradycyjnym związkiem”. Silna pozycja kobiet sprawia, że mogą mieć ciastko i zjeść ciastko, i oczywiście z tego korzystają. Mężczyźni widzą to, uznają za nielogiczne i reagują brakiem zaangażowania.

Niedawno rozmawiałem z kobietą, która codziennie dostaje od mężczyzn od 10 do 15 wiadomości typu „Cześć” albo „Hej” – przez różne aplikacje i platformy. „Ale oni nigdy nie piszą nic ciekawego!”, żaliła się, i mogę to zrozumieć jej irytację. Jednak zapytałem: „A czy ty piszesz do nich coś interesującego?”; „Nie, bo jestem kobietą. Ja tylko odpowiadam. To oni powinni pokazać swoje zaangażowanie!”. Zaangażowanie w co? Ona w każdej chwili może się wycofać i zakończyć relację. Nic nie inwestuje, nie ponosi żadnego ryzyka, nigdy sama z siebie niczego nie proponuje. „Jestem niezależna!” Więc dlaczego każesz się “zdobywać”?

Można powiedzieć, że dzisiejsi mężczyźni „zdobywają” kobietę tak, jakby podeszli do sklepu, zobaczyli na wystawie coś naprawdę pięknego, weszli do środka, zapłacili całą kwotę... a potem usłyszeli od ekspedientki, że towar i tak zostaje w sklepie. Ekspedientka mówi nawet „Dziękuję!” z szerokim uśmiechem, ale mężczyzna wychodzi z pustymi rękami. Płacić może – to jedyne, co pozostało z tradycyjnego związku, ale niczego już nie kontroluje.


image


Wybieranie partnera stało się podobne do wyboru pracodawcy w hipotetycznej przyszłości, w której roboty wykonują niemal całą pracę, więc 90% ludzi nie musi już pracować zarobkowo. Niektórzy nadal chcieliby pracować – dla kontaktów z ludźmi albo po to, by nie umrzeć z nudów – ale wymagania wobec pracodawców poszybowałyby w górę. Kandydaci do pracy zrobiliby się niezwykle wybredni, a proces poszukiwania zatrudnienia wydłużyłby się do lat, zamiast trwać tygodnie jak obecnie. Czy to jednak znaczy, że pracodawcy są “źli”, a pracownicy idealni? Nie, po prostu, koniunktura dla pracowników byłaby lepsza, więc wzrosły by ich wymagania. Byłby to “rynek pracownika” w bardzo radykalnej formie. Tak, jak obecnie rynek matrymonialny to “rynek kobiety”.

Dzisiaj kobiety nie muszą mieć mężczyzny u swego boku, więc jeśli trafi się ktoś wyjątkowy – bogaty, odnoszący sukcesy facet – to jasne, zainteresowanie jest. Ale w zwykłym, przeciętnym mężczyźnie już nie. To oczywiście motywuje mężczyzn, żeby stawali się bardziej atrakcyjni, więc nie jest to jedynie zjawisko niekorzystne. Tyle że kobiety nie wykazują podobnej determinacji ani ambicji. Niedawno opowiadał mi o tym taksówkarz, który dużo rozmawia na aplikacjach randkowych i, jak stwierdził, zwykle wszystko idzie mu gładko do pewnego momentu – kiedy zdradzi, że jeździ taksówką albo pracuje dla Ubera. W około połowie przypadków nie zdąży nawet napisać kolejnej wiadomości – od razu zostaje “skasowany”. Kobiety mogłyby odeprzeć: „No, i super, wreszcie nie musimy się zadawać z jakimiś nieudacznikami-taksówkarzami!”, ale kto właściwie go blokuje? Czy to bizneswomen? Gwiazdy rocka? Słynne pisarki? Oczywiście, że nie – to zwykłe kasjerki, przedszkolanki czy szeregowe pracownice biurowe. Te kobiety pod względem atrakcyjności czy sukcesu wcale nie stoją wyżej niż mój znajomy taksówkarz. Oraz, na co warto zwrócić uwagę, kobiety te każdego dnia otrzymują bardzo wiele od takich właśnie przeciętnych mężczyzn: dom, prąd, transport, drobne naprawy. Bez tych “przeciętnych mężczyzn” życie kobiet stałoby się nieznośne, więc czemu mają dostawać za swoją pracę na rzecz kobiet tylko pieniądze?


Prawdziwie tradycyjna relacja


A jak naprawdę wyglądały tradycyjne związki? Mężczyzna zabiegał o względy kobiety, a jeśli udało mu się ją zdobyć – brał z nią ślub i zostawał głową rodziny. Zwykle to on zapewniał utrzymanie domu, a kobieta zajmowała się prowadzeniem gospodarstwa i wychowywaniem dzieci. Rozwody zdarzały się bardzo rzadko, a w sprawach domowych ostatnie słowo należało do męża.

Czy tak było w każdym przypadku? Nie.

Czy taki układ był doskonały? Oczywiście, że nie.

Ale przecież to jest właśnie to, co nazywa się „tradycyjnym związkiem”. W dzisiejszych realiach społecznych i gospodarczych kobiety tylko udają, że takiego układu chcą, co mężczyźni oczywiście zauważają. Kobietom zależy na utrzymaniu zaangażowania po stronie mężczyzn i używają tego hasła, żeby ich zwodzić. Chcą, by je zdobywać, a same pragną jedynie wybierać - taki „casting” odbywa się jednak kosztem mężczyzn i często ciągnie się latami. Przez pięć czy dziesięć lat nikt nie zostaje wybrany, po czym nieusatysfakcjonowane kobiety jedynie podsumowują wysiłki mężczyzn: “Gdzie ci prawdziwi faceci? Wszyscy teraz tacy niedojrzali...”

Ewolucja ukształtowała w wielu społecznościach podział ról: od mężczyzn częściej oczekiwano zapewniania bezpieczeństwa i zasobów, a od kobiet — rodzenia i opieki nad dziećmi. Ergo, kobiety nie są w stanie przetrwać bez mężczyzn. Stąd brało się przekonanie, że to mężczyzna powinien ‘udowodnić swoją wartość’ i zabiegać o kobietę, bo wejście w trwały związek wiązało się dla niej z dużym ryzykiem i kosztami.

Z czasem świat się zmienia: instytucje państwowe i gospodarka są coraz sprawniejsze, a technologia upraszcza codzienność — to, co kiedyś było walką o byt, coraz częściej przychodzi jako usługa dostarczana pod drzwi przez rozbudowaną logistykę. To mężczyźni tworzą i utrzymują krytyczne elementy tej infrastruktury i nie ma tutaj żadnej zmiany, więc zależność kobiet od mężczyzn wcale z czasem nie maleje.


Kto chce mieć dzieci?


Wspomniany sondaż CNBC pokazuje, że młodzi mężczyźni głosujący na Trumpa wymieniali posiadanie dzieci jako swój główny cel życiowy, podczas gdy kobiety popierające Kamalę stawiały tę sprawę na samym końcu (12. miejsce). Z badania przeprowadzonego w Polsce, w Europie Wschodniej, wynika, że 54% młodych mężczyzn deklaruje chęć posiadania potomstwa, natomiast wśród młodych kobiet ten odsetek wynosi zaledwie 36% (czyli prawie dwie trzecie nie chce mieć dziecka!). Instynkt macierzyński okazuje się przeszacowany, podczas gdy instynkt ojcowski pozostaje silny.

Lecz może od zawsze mężczyźni bardziej pragnęli dzieci niż kobiety? W kulturze spotykamy zwroty typu „kobieta podarowała mu dzieci", „królowa dała królowi następcę" itp. Moim zdaniem odzwierciedla to istotę sprawy — kobiety w dużej mierze rodzą dzieci, ponieważ mężczyźni tego od nich oczekują. Ale pozycja mężczyzn osłabła. Dziś nawet w małżeństwie mężczyzna bywa traktowany jako „miły dodatek", a rozwód potrafi być dla kobiety neutralny lub wręcz opłacalny finansowo. Większość rozwodów inicjują kobiety. To również tłumaczy spadek dzietności — nie tylko dlatego, że związki są rzadsze, ale także dlatego, że pozycja mężczyzn w nich jest słabsza. Nawet, jeśli kobieta wybierze partnera, daje mu dzisiaj mniej dzieci.

Mój znajomy rozważa rozwód, ponieważ jego żona, jak to ujmuje, „nie ma już dla niego uśmiechu". Jako mąż jest potrzebny tylko po to, by wywiązywać się z obowiązków. Potrzeby żony są ważniejsze - oczywiście. Mają córkę - potrzeby córki są ważniejsze. Mają też psa... Kolega żartuje, że nawet pies jest ważniejszy! ;) Małżeństwo “kosztuje” kobietę mniej dzieci, a i tak w każdej chwili może z niego wyjść, niewiele ryzykując.


Jak pieniądz działa na relacje damsko-męskie dzisiaj?


Sytuacja, w której kobiety płacą mężczyznom za ich wytwory i usługi (domy, technologie, systemy zabezpieczeń) pieniędzmi, to zjawisko bardzo świeże. Przez 99% historii naszego gatunku kobiety i dzieci potrzebowały mężczyzny u boku, żeby przeżyć. Potrzebowały jego obecności, a w zamian obdarowywały go uczuciem, seksem i dziećmi — później zaś zajmowały się tym potomstwem. To była waluta kobiet, a wymiana przebiegała według takiego schematu:


image


Dziś kobiety mogą iść do biura, zarobić pieniądze i zapłacić mężczyznom — a raczej firmom, które ich zatrudniają — za wytwory i usługi. Praca wykonywana przez mężczyzn często jest niewidoczna, odbywa się w kopalni daleko od miasta albo w klimatyzowanej serwerowni wewnątrz zamkniętego kompleksu. Mężczyzna nie jest już niezbędny jako towarzysz w codziennym życiu kobiety, a płatność sprowadza się wyłącznie do pieniędzy. Schemat wymiany wygląda teraz tak:


image


Jednak mężczyźni potrzebują nie tylko pieniędzy. Nadal chcą kobiet i pragną mieć dzieci, po ich stronie nic się nie zmieniło. To rodzi napięcia, które doprowadzą do jakiegoś politycznego rozstrzygnięcia. Mężczyźni wciąż dysponują swoim monopolem (pamiętasz? tak, zapewnianie przetrwania), tylko nie wyznaczają za niego odpowiedniej ceny (którą powinno być uczucie, seks, dzieci, opieka nad rodziną itd.)

Mężczyźni są znacznie sprawniejsi politycznie niż kobiety. To oni trzymają wszystkie atuty w tej rozgrywce. To, czego teraz jesteśmy świadkami, to bardzo przejściowy stan dezorientacji, który wkrótce zostanie zrozumiany i usunięty.


Siła pociągu seksualnego jest niesymetryczna


Konieczność napędza gospodarkę o wiele bardziej niż zwykłe pragnienie. Większość ludzi chodzi do szkoły i pracuje nie dlatego, że sprawia im to szczególną przyjemność, lecz dlatego, że musi. Być może 20% nadal wybrałoby naukę lub pracę, nawet gdyby nie odczuwało żadnej zewnętrznej presji — ci, którzy szczerze kochają poznawanie świata, kontakty towarzyskie czy poczucie sensu. Pozostałe 80% już nie. Ten podział 80/20 pokazuje, dlaczego konieczność przeważa nad chęcią w ludzkim zachowaniu. Mając to na uwadze, proponuję przyjrzeć się wzajemnemu pociągowi kobiet i mężczyzn przez pryzmat ewolucyjnych konieczności, a nie powierzchownych pragnień.

Z czysto przetrwaniowego punktu widzenia mężczyźni nie potrzebują kobiet. Mężczyzna potrafi sam się wyżywić, zapewnić sobie schronienie i obronić bez żeńskiej pomocy. Jednak ci mężczyźni, którzy nie odczuwali pociągu do kobiet, nie pozostawiali potomstwa i stopniowo znikali z puli genowej. Pozostała więc potężna, biologicznie narzucona konieczność: pożądanie seksualne wobec kobiet. To pożądanie nie jest zwykłą „chęcią" w potocznym sensie — to sztuczny nakaz wpisany na stałe w męski mózg, który ma zagwarantować reprodukcję. Bez niego męska linia się urywa.

W przypadku kobiet sytuacja przez większość historii wyglądała inaczej. Przez prawie całą ewolucję człowieka samotna kobieta — zwłaszcza ta z dziećmi — była narażona na dramatycznie wyższe ryzyko głodu, przemocy czy śmierci. Przeżycie bez męskiej ochrony i zaopatrzenia często było niemożliwe. Dlatego podstawową koniecznością dla kobiet było (i w wielu środowiskach nadal jest) pozyskanie mężczyzny zdolnego zapewnić środki do życia i bezpieczeństwo fizyczne. Gdy taki sojusz zostaje zawiązany, mężczyzna zazwyczaj żąda w zamian seksu, czułości i dzieci. Kobieta może z czasem sama zapragnąć tych rzeczy, a instynkt macierzyński z pewnością wzmacnia tą strukturę, ale te odczucia są drugorzędne. Fundamentalnym impulsem jest chęć przeżycia poprzez związek z mężczyzną; romantyczne i seksualne przyciąganie to użyteczne wzmocnienia ewolucyjne nałożone na to podłoże.

Ta asymetria w podstawowych koniecznościach prowadzi do jasnego wniosku: męski mózg wymagał silniejszego, sztucznie narzuconego popędu seksualnego niż żeński. Mężczyźni musieli być zmuszeni do zabiegania o kobiety, nawet gdy nie byli od nich zależni w codziennym przetrwaniu. Kobiety natomiast były już motywowane o wiele bezpośredniejszym zagrożeniem śmierci lub nędzy; ich seksualne i romantyczne pragnienia mogły być zatem mniej intensywne, a cel ewolucyjny i tak zostałby osiągnięty.


image


Krótko mówiąc, pragnienie mężczyzn wobec kobiet jest w przeważającej mierze wytworzonym imperatywem, który ma przezwyciężyć reprodukcyjną obojętność. Pragnienie kobiet wobec mężczyzn, choć rzeczywiste i często silne, stanowi jedynie wzmocnienie bardziej fundamentalnej konieczności znalezienia obrońcy i żywiciela.

We współczesnym świecie przetrwanie zostało skomercjalizowane. Jedzenie, dach nad głową i ochrona nie są już bezpośrednio związane z męską pracą — można je kupić. Dla mężczyzn zmienia to niewiele: ich codzienne przetrwanie i tak nigdy nie zależało od kobiet. Ich pożądanie seksualne pozostaje tym samym starożytnym, działającym na wysokich obrotach silnikiem, który ewolucja stworzyła, by pokonać reprodukcyjną obojętność.

Dla kobiet zmiana jest tektoniczna. Podstawowa historyczna konieczność — zdobycie męskiego żywiciela — wyparowała. Sklepy spożywcze, mieszkania, kredyty hipoteczne, policja i systemy opieki społecznej spełniają dziś rolę mężczyzny w społeczeństwie. Z kobiecego pożądania wobec mężczyzn pozostaje głównie warstwa drugorzędna: przyciąganie seksualne (które, jak powszechnie obserwujemy, bywa mniej intensywne i mniej stałe niż męskie) oraz wszelkie emocjonalne lub społeczne korzyści wynikające z partnerstwa.


image


Pozostaje kobietom surowy rachunek zysków i strat. Mężczyzna wciąż przedstawia starą ewolucyjną należność: seks często owocuje dziećmi, a dzieci nadal pochłaniają około trzeciej części kobiecego żywota płodnego na ciążę, karmienie piersią i wyczerpującą opiekę. Kot z kolei nie wymaga adnej z tych rzeczy. Oferuje przywiązanie, ciepło i towarzystwo niemal bez żadnych kosztów biologicznych czy czasowych.

Tak więc — gdy przetrwanie zostaje oddzielone od mężczyzn, a męskie pożądanie nadal oczekuje tradycyjnej zapłaty w postaci dzieci, wiele kobiet dochodzi racjonalnie do wniosku, że cena partnerstwa stała się zbyt wysoka. Wygrywa kot. Starożytna umowa zostaje zerwana nie dlatego, że kobiety się zmieniły, lecz dlatego, że świat usunął jedyną konieczność, która niegdyś sprawiała, że koszt był warty poniesienia.

Właśnie dlatego w świecie, gdzie przetrwanie nie zależy już od mężczyzn, kobiety potrzebują obecnie potężnej dodatkowej zachęty, by w ogóle wchodzić w związki.

Dawny układ (ochrona i środki w zamian za seks, uczucie i dzieci) się rozpadł. Mężczyźni nadal przynoszą tę samą biologiczną fakturę: ich intensywne, ewolucyjnie wyrzeźbione pożądanie niemal zawsze zawiera oczekiwanie (świadome bądź nie) potomstwa. Dla kobiety przyjęcie tej faktury wciąż oznacza lata ciąży, rekonwalescencji, karmienia piersią i głównej opieki nad dzieckiem — koszty, których współczesna technologia i społeczeństwo nie zmniejszyły w sposób znaczący.

Bez nadrzędnej presji „potrzebuję mężczyzny, bo inaczej mogę zginąć", pozostałe korzyści (towarzystwo, przyjemność, wspólny dochód, pozycja społeczna) muszą teraz zdecydowanie przeważać nad tymi ogromnymi kosztami. Dla wielu kobiet tak po prostu nie jest. Przyzwoita praca, wibrator, przyjaciele, podróże i zwierzę domowe pokrywają większość potrzeb emocjonalnych i fizycznych przy o wiele mniejszym ryzyku i wysiłku. Kobiety jednak nie uwolniły się od uzależnienia od mężczyzn — po prostu zlecają tradycyjne męskie obowiązki innym mężczyznom, płacąc za nie pieniędzmi zamiast seksem i dziećmi. Dlatego pieniądz, a raczej konstrukcja techniczna waluty wymaga aktualizacji.


Waluta, która ma płeć


Wyobraźmy sobie taką sytuację: przychodzi rachunek za prąd. Alicja, nasza bohaterka, spogląda na niego i zauważa: 85 ♂PLN, 15 ♀PLN. Co to znaczy? Te 85 ♂PLN są potrzebne, by opłacić wszystkich mężczyzn zaangażowanych w cały łańcuch wytwarzania wartości energii elektrycznej — od kopalni, przez transformatory, linie wysokiego napięcia, stacje rozdzielcze, ostatni odcinek sieci, aż po gniazdko w salonie, gdzie kobieta może naładować swój telefon komórkowy.



Tych 85 ♂PLN nie da się ominąć przy płaceniu mężczyznom, bo po wprowadzeniu walut genderowych / rodzajowych opłacanie ich w jakiejkolwiek innej formie będzie nielegalne. Będą mogli otrzymywać wynagrodzenie wyłącznie w walucie ♂PLN.

Ale Alicja nie dostanie ani jednego ♂PLN wraz ze swoją wypłatą. Jeśli jest właścicielką firmy i wypłaca sobie pensję jako prezeska — lub co jakiś czas wypłaca zyski — i tak nie będzie mogła wpłacić żadnych ♂PLN na swoje prywatne konto. Każdy przelew na jej konto będzie możliwy tylko w walucie ♀PLN, czyli może zapłacić 15 ♀PLN.

A co z resztą rachunku?..

Kobieta będzie musiała wymienić swoje ♀PLN na ♂PLN po stałym kursie ustalonym przez Bank Centralny lub inną agencję rządową stworzoną w tym celu. Kurs wymiany będzie skorelowany z poziomem dzietności w danym kraju, a celem polityki państwa będzie osiągnięcie poziomu pozwalającego na zastępowalność pokoleń. Dzietność stanie się kluczowym celem polityki z zupełnie oczywistych powodów — bez nowych pokoleń państwo po prostu przestanie istnieć.

Kurs wymiany będzie niekorzystny dla kobiet. Nie da się tego inaczej ująć, zostanie stworzony wyłącznie w tym celu. Jego zadaniem będzie zmotywowanie Alicji, by znalazła mężczyznę, który zapłaci część rachunku w ♂PLN. Obecnie ma kota, ale koty nie zarabiają żadnych ♂PLN.

Alicja musiałaby kupić 85 ♂PLN po kursie, powiedzmy, 2:1, więc musi wydać 85 * 2 + 15 = 170 + 15 = 185 swoich ♀PLN. To już sporo... Ale mogłaby mieć mężczyznę, który zapłaciłby te 85 ♂PLN ze swojej pensji, i życie znów byłoby proste :) Tyle że ten mężczyzna miałby wtedy znacznie silniejszą pozycję w ich związku i mógłby oczekiwać, że obdarzy go uczuciem, seksem, dziećmi i zajmie się całą rodziną. A dla Alicji odejście nie byłoby takie proste, wiedząc, że inny mężczyzna prawdopodobnie wolałby kogoś bez takiej przeszłości.

Oczywiście obecnie może się to wydawać jedynie dziką wyobraźnią — nikt jeszcze publicznie nie rozważał wprowadzenia waluty rodzajowej. Wierzę jednak, że w końcu wejdzie to do agendy politycznej. Kraje, które wcześniej zreformują swoje systemy finansowe, zyskają przewagę pod względem siły demograficznej, a pozostałe będą musiały pójść w ich ślady — choć wcześniejszy precedens to na pewno ułatwi. Polityka monetarna mogłaby się więc stać narzędziem i stabilizatorem demografii. Oczywiście system dwuwalutowy zwiększyłby biurokrację i stworzył szarą strefę — podobnie jak opodatkowanie — ale zapewniłby też ciągły wzrost populacji i gospodarki. W dłuższym okresie to korzyści dla wszystkich, mężczyzn i kobiet.

Spodziewam się, że instynkt przetrwania wkrótce się włączy i społeczeństwa potraktują ten temat poważniej. Na razie wymieranie jest widoczne głównie w statystykach — jeszcze nie da się tego zauważyć wokół nas. Za 5–10 lat ludzie będą mówić niemal wyłącznie o tym; wymieranie stanie się codziennym doświadczeniem, namacalną rzeczywistością, zwłaszcza w Europie Zachodniej. Jak dotąd wymieranie stało się oczywiste głównie w Japonii i Korei Południowej, ale te społeczeństwa nie zgadzają się na masową imigrację i pracują jak szalone, więc doświadczają pewnego spowolnienia gospodarczego, ale wciąż dalekiego od kryzysu (np. głodu), a skutecznie bronią się przed kryzysem kulturowym i bezpieczeństwa wewnętrznego. Sytuacja w Europie Zachodniej jest znacznie gorsza.


Bądź jak Maria Curie-Skłodowska!


Istnieje jednak potencjalna alternatywa dla waluty rodzajowej — całkowity zakaz lub ograniczenia w zarabianiu pieniędzy przez kobiety. Warto zadać sobie pytanie: czy kobiety powinny mieć zakaz lub ograniczenie naruszania męskiego monopolu? Faktem jest, że w przeszłości kobiety były wyłączone z wielu zawodów, ponieważ mężczyźni chronili swój monopol. Czy to było w jakimkolwiek stopniu sprawiedliwe?

Kobiety dysponują naturalnym monopolem wynikającym z niezwykle złożonej biologicznej funkcji noszenia i rozwijania płodu w kobiecym ciele. Nie muszą bronić tego monopolu — w tym sensie są uprzywilejowane. Tymczasem gdy kobiety podejmują „męskie zawody", męski monopol ulega erozji. Skutek tego widzimy dziś: mężczyźni są nieszczęśliwie samotni, a my zanikamy jako społeczeństwo. Czy sama nasza cywilizacja przetrwa, nie wiemy — choć sądzę, że Muzułmanie mieliby inną odpowiedź na to pytanie.

Jako Polak dobrze pamiętam historię walki Marii Skłodowskiej-Curie o swoją pozycję w świecie nauki. Jej wkład w naukę był ogromny, podobnie jak jej pasja. A przecież Maria nie tylko zdobyła dwa Nobla, ale także wychowała dwie córki — i zrobiła to u boku męża, któremu pozostała wierna przez całe ich małżeństwo.

Młoda, ambitna kobieto — chcesz iść w ślady Marii Curie? W takim razie wychowaj dwoje dzieci u boku męża, którego nie opuścisz — „aż śmierć was rozłączy"! Uczyńmy to naszym nowym kontraktem społecznym, wspartym walutą, która ma płeć!


image


Alternatywą jest założenie burki pod prawem szariatu, w krajach zachodnich stopniowo przejmowanych przez Islam w następstwie rosnącej imigracji z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Albo być może życie w innej tradycyjnej i głęboko religijnej wspólnocie, takiej jak Amisze czy ortodoksyjni Żydzi.

image




Pomóż mi rozpowszechnić tą ideę!


Niektóre kobiety sprzedają seks za pieniądze — i nazywamy to prostytucją. Prowadzi to do spadku narodzin, ponieważ pożądanie seksualne istnieje oczywiście w celu prokreacji. Podobnie jest z mężczyznami, którzy sprzedają kobietom domy za pieniądze — kobiety powinny płacić dziećmi, a nie pieniędzmi.

Jesteśmy odpowiedzialni za zatrzymanie wymierania naszych społeczeństw i faktycznie wierzę, że się to uda. Spadek dzietności okaże się jedynie tymczasowy; za kilka dekad uznamy to za chwilowe zakłócenie.

Liberalny feminizm się nie sprawdził. Feministki nazywają to, o co walczą, „równymi prawami", ale nie walczą o równy wiek emerytalny ani o powszechną służbę wojskową. Więc tak naprawdę nie walczą o równość, tylko tak to nazywają dla zwiększenia skuteczności swojej narracji politycznej. Niektórzy męscy feministyczni są jak indyk czekający na Święto Dziękczynienia — pokładają zbyt wielką wiarę w brzmienie słów, zamiast uważnie analizować ich znaczenie.

A feminizm, prawdę mówiąc, jest możliwy tylko dzięki mężczyznom. To tak jakby udawać, że dyryguje się falami oceanu: możesz stać na brzegu i machać rękami w rytm fal, udając, że nimi kierujesz. Ale ta sztuczka jest możliwa tylko dlatego, że ocean istnieje — i się porusza — i nie znika. Gdyby zniknął, osoba na brzegu wyglądałaby śmiesznie, bo stałoby się oczywiste, że nigdy niczym nie dyrygowała.

Podobnie jest z feministycznym twierdzeniem, że kobiety są lub mogą stać się niezależne od mężczyzn. W rzeczywistości, gdyby mężczyźni zniknęli, życie kobiet zawaliłoby się i po prostu by wyginęły. Ale sprawiliśmy, że współczesne kobiety nie muszą już „płacić" dziećmi, lecz pieniędzmi, które są w ujęciu realnym warte znacznie mniej. Istnieje ekonomiczne prawo Kopernika: waluta lepsza jest wypierana przez walutę gorszą. A to powinno zostać zatrzymane; naturalny męski monopol powinien być chroniony przez nowy mechanizm waluty rodzajowej.

Proszę wszystkich czytelników o poinformowanie polityków i dziennikarzy o tej książce. Głęboko wierzę, że możemy razem stworzyć najlepszy z możliwych światów!

Książka jest dostępna także w języku angielskim:

https://www.amazon.com/dp/B0G3Q5SF46

Daj też znać mnie i innym czytelnikom, jaka jest Twoja opinia na temat opisanej tu koncepcji diagnozy spadku dzietności oraz proponowanego remedium: 

https://www.amazon.com/dp/product-review/B0G3Q5SF46/ 




Spis treści

Skrót treści
“Money makes the world go round...” ♪♫♪♫
Trzy rodzaje prac na rzecz społeczeństwa
Monopole naturalne kobiet i mężczyzn
Co kobiety muszą kupować od mężczyzn?
Lewica obsługuje politycznie głównie kobiety, które nie chcą rodzić dzieci    
Wpływ sytuacji demograficznej na gospodarkę i politykę
Pół-tradycyjny związek
Prawdziwie tradycyjna relacja
Kto chce mieć dzieci?
Jak pieniądz działa na relacje damsko-męskie dzisiaj?
Siła pociągu seksualnego jest niesymetryczna
Waluta, która ma płeć
Bądź jak Maria Curie-Skłodowska!
Pomóż mi rozpowszechnić tą ideę!



© 2025 wiiiktor Wszelkie prawa zastrzeżone.

wiiiktor
O mnie wiiiktor

Poznaj mnie przez moje teksty, piszę tutaj incognito

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo