36 obserwujących
152 notki
261k odsłon
1314 odsłon

Rehabilitacja Busha, upadek Obamy

Wykop Skomentuj17

Przeszło dwa lata temu, gdy kończyła się prezydentura Busha, ogłaszano go najgorszym prezydentem USA w historii, pastwiono się nad nim przedstawiając tragicznie niskie notowania, gdzie, w zależności od ośrodka, zaledwie od 19 – 34 % badanych aprobowało jego prezydenturę. Uznano zatem, iż Bush odchodzi w niesławie, a niektórzy dodawali, iż jeszcze będzie ścigany za rzekome „zbrodnie”. I tylko nieliczni, do których ja akurat się zaliczam, wskazywali na pewną analogię dynamiki notowań Busha i innego prezydenta. I nie chodzi o Nixona ale o Trumana. Truman odchodząc z urzędu miał notowania rzędu 22-32 % a już 10 lat później historycy zaczęli go zaliczać do najwybitniejszych prezydentów USA.

Z drugiej strony Obama gdy obejmował urząd miał 67 % poparcie, dostał pokojowego Nobla, a w Europie wychwalano go pod niebiosa przeciwstawiając złemu Bushowi. Dziś kariera Obamy stacza się po równi pochyłej, Amerykanie mają go dość, „Yes we can…” zmieniło się na „Yes we can but ….” i wiele wskazuje na to, że pierwsza kadencja Obamy będzie jego ostatnią.

Poparcie dla Obamy w USA zaczęło spadać bardzo szybko, już po pół roku spadło poniżej 50 % i już się nie odbiło od poziomu 43-50 %. Dość kiepski wynik w porównaniu z innymi prezydentami, w tym z Bushem. Ponadto na pewno nie można o nim powiedzieć by jednoczył naród – jego ocena wyraźnie dzieli Amerykanów wg kryterium terytorialnego i afiliacji politycznej.

A co z Bushem? Nie miałem nigdy wątpliwości, że „odejście w niesławie” jest chwilowe i tylko nie sądziłem, że tak szybko Amerykanie zaczną zmieniać o nim zdanie. Według badań Gallupa z listopada ub. r. już 47 % Amerykanów aprobowało jego prezydenturę i w czasie gdy to badanie było robione poparcie dla Busha było wyższe niż dla Obamy! Inny renomowany ośrodek: Public Policy Rolling przeprowadził w styczniu sondaż przedwyborczy dot. wyborów prezydenckich 2012 i w różnych wariantach kontrkandydatów Obamy umieścił również Busha (juniora, oczywiście, przy czym miało to wymiar czysto hipotetyczny bo Bush nie może startować). I Obama co prawda wygrywał z Bushem ale w granicach błędu statystycznego (48:44 %). To mniejsza różnica niż ta jaką Obama wygrał z McCainem a warto przypomnieć że po pierwsze Bush nie prowadzi już działalności politycznej a tym bardziej kampanii, a po drugie – w kampanii 2008 r. kandydaci republikańscy bali się jak ognia poparcia Busha uznając je za obciążenie raczej niż pomoc. Teraz to już przeszłość bo w badaniu PPP wynik Busha jest lepszy od wyniku aktywnych polityków republikańskich, będących potencjalnymi kandydatami GOP: Sary Palin, Newta Gingricha, Mitta Romneya, Donalda Trumpa, czy Rona Paula. Tylko Mike Huckabee ma takie same, 44-procentowe poparcie, przy nieco gorszym (47 %) wyniku Obamy.

Co do samych notowań przedwyborczych to mimo wskazanej w ww. badaniach przewagi Obamy nie ma się on z czego cieszyć. Działa tu bowiem efekt wyłonionego kandydata. Po wyborze kandydata republikanów jego poparcie automatycznie wzrośnie. A poza tym Obama ma tendencję spadkową, podczas gdy już w niektórych badaniach tak renomowanych instytutów jak Rasmussen, Obama przegrywa. Według styczniowego sondażu Rasmussena Romney ma 2 punkty procentowe przewagi nad Obamą, a Huckabee ma poparcie identyczne. Podobnie w najnowszym sondażu Newsweeka Obama i Huckabee mają 46 %, a nad Romneyem Obama ma przewagę tylko 2 punktów procentowych. Jeżeli obecne rewolucje w świecie arabskim doprowadzą do kryzysu ekonomicznego (paliwowego) lub wojny na Bliskim Wschodzie (co jest bardzo prawdopodobne) notowania Obamy (już niskie) poszybują jeszcze bardziej w dół, tak, iż być może nawet nie dostanie nominacji Demokratów (choć zawsze urzędujący prezydent miał w kieszeni nominację swojej partii na następną kadencję).

I jeszcze wracając do Busha warto zwrócić uwagę na dwa fakty związane z szybką odbudową jego wizerunku. Pierwszy fakt dotyczy jego książki Decision Points, w której Bush przyznał się do wydania polecenia stosowania waterboardingu w stosunku do najgroźniejszych terrorystów. I wydaje się że Amerykanie zrozumieli słuszność tej decyzji, gdyż przed publikacją książki wg Gallupa prezydenturę Busha aprobowało 44 % Amerykanów a po jej publikacji – 47 %. Drugi fakt, to to że najbardziej głośny krytyk Busha spośród exprezydentów, sam będący totalnym nieudacznikiem ale hołubiony przez europejskie i lewicowe elity za bycie quasi anty-Bushem, tj. Jimmy Carter ma wynik 52 % jeżeli chodzi o aprobatę jego prezydentury. To jest ledwo 5 % więcej od Busha, mimo że Bush był (i jest) obiektem nagonki i kampanii nienawiści a Carter jest hołubiony, nagradzany róznymi nagrodami łacznie z Noblem i zawsze wszędzie go pełno.

Wykop Skomentuj17
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale