Z.dzbanem Z.dzbanem
268
BLOG

Spotkanie z bł. Janem Pawłem II

Z.dzbanem Z.dzbanem Rozmaitości Obserwuj notkę 2

 Znam kilka osób, które miały możliwość bycia na osobistej audiencji u bł. Jana Pawła II. Było to dla nich bardzo ważne  wydarzenie, które będą pamiętali do końca życia.

 

Tak samo, pielgrzymki apostolskie „naszego” papieża, również były czymś niezwykłym. Gromadziły władze państwowe i kościelne oraz tysiące wiernych.  Były oficjalne przywitania, śpiewy i wszechobecne poczucie, iż dzieje się właśnie coś wielkiego- przyjechał do nas przecież papież.

Pamiętam jak umarł Jan Paweł II. Jako, że jestem stosunkowo młodym człowiekiem, to Karol Wojtyła był dla mnie papieżem od zawsze. Wiele razy denerwowałem się na kościół. To jakiś ksiądz mówił wątpliwie mądre rzeczy, to jakiś hierarcha kościelny postępował w sposób, którego nie mogłem zaakceptować. Jednakże odczuwałem duży spokój wiedząc, że nad tym wszystkim czuwa niczym ojciec, dobry pasterz- „mój” papież. W momencie Jego śmierci nie płakałem, nie rozpaczałem- poczułem się jedynie bardzo osamotniony. Tak jakby umarł ktoś, kto się mną- jako członkiem kościoła- opiekował i nagle przestał to robić!!!

Na szczęście, my katolicy mówimy minimum co tydzień na Mszy Św. pewne słowa:

„Wierzę (…) w świętych obcowanie”.

Niektórzy ( jak niestety zazwyczaj ja) po prostu klepią tą formułkę Creda. Inni ( jak czasami ja) próbują zrozumieć i odnieść te słowa do siebie. Zgodnie z nimi, to:

 

Byłem wczoraj na audiencji u bł. Jana Pawła II. Było bardzo sympatycznie, więc dzisiaj też z niej skorzystam. Mam sporo intencji, o których wstawiennictwo u Boga poprosiłem „naszego” papieża. Cieszę się, że w związku z jego obecną sytuacją życiową, ma on dużo czasu, tak iż jestem pewien, że mogę liczyć na sporą pomoc.

 

Oczywiście osobista wizyta u żyjącego jeszcze papieża jest nieporównywalnie większym emocjonalnie przeżyciem niż „zwykła” modlitwa do niego. Jednakże to jest tylko i wyłącznie kwestia naszej, jakże ograniczonej świadomości.

W ciągu swojego całego życia Jan Paweł II odwiedził 129 krajów. Dzisiaj tyle ( a zapewne jeszcze więcej) odwiedza każdego dnia. Prawdopodobnie, jak to miał w zwyczaju, całuje ich ziemię i prosi Boga by jej błogosławił- z tą małą różnicą, że mówi, to teraz Bogu twarzą w twarz.

Nie napisałem w swoim poście niczego odkrywczego. Przecież katolicy wiedzą, że istnieje świętych obcowanie i że w każdej chwili mogą być na PRAWDZIWEJ audiencji u Ojca Świętego. Nie napisałem jednak tego by cokolwiek odkryć, ale by jedynie przypomnieć coś, o czym katolicy mogą czasem po prostu nie pamiętać.

 

 

Z.dzbanem

Z.dzbanem
O mnie Z.dzbanem

Mój nick Z.dzbanem oraz nazwa bloga "Ja tu tylko z dzbanem idę" nawiązują do Ewangelii św. Marka i św. Łukasza. Na początku rozdziału mówiącego o Ostatniej Wieczerzy, Jezus posłał Piotra i Jana, aby znaleźli człowieka niosącego dzban wody. Osobnik ten miał ich doprowadzić do miejsca, w którym spożyją paschę. Facet z dzbanem zapewne nie był nikim wybitnym i zdawać by się mogło, że w obliczu tego co robili apostołowie, jego rola jest zupełnie nieważna. Tak naprawdę, był on jednak małą mrówką, która miała wykonać swoje, proste, ale jakże niezbędne zadanie. Zapewne nie zdawał on sobie sprawy z wagi tego banalnego przejścia się z dzbanem wody. Po prostu wykonywał swój obowiązek, dzięki któremu jednak apostołowie trafili do miejsca celebracji Ostatniej Wieczerzy. Osobiście czuję się taką małą mrówką. Poprzez ten blog robię coś drobnego, na pozór nic nie znaczącego. Wierzę jednak w to, że jest w tym pewna wartość. A więc... Ja tu tylko z dzbanem idę :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości