Z.dzbanem Z.dzbanem
140
BLOG

Ryby, a sprawa ludzka.

Z.dzbanem Z.dzbanem Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

Ryby, a  sprawa ludzka.

 

Być stworzonym przez Boga, umiłowanym przez niego i nie wiedzieć tego- to coś przerażającego. Trudno wręcz znaleźć odpowiednie słowo dla sytuacji, dla której ktoś za kogoś oddaje życie, kocha go całym sercem, a ta osoba o tym nie wie. 

 

Nawet jak wie, to chciałaby przejść nad tym do porządku dziennego. Jak można być świadomym szaleństwa, które wykonał dla nas Jezus i samemu choćby nie spróbować być szalonym w chrześcijańskim tego słowa znaczeniu. 

 

Do czego zmierzam?

 

Do tego, że czasem dopada mnie poczucie beznadziei, kiedy nie jestem w stanie powiedzieć komuś bliskiemu, że ma Ojca, o którym nie wie. Co mam zrobić by osoby te mi uwierzyły? Rozbijam się o mur, którego nie jestem w stanie sforsować.

 

Kilka dni temu spowiadający mnie karmelita powiedział mi, że ateiści są bardzo blisko Boga, bo to przecież do nich przyszedł Jezus.

 

No to idę do nich z tym Jezusem i nic. I nic się nie dzieje.

 

Rozmowy, modlitwy w tej intencji- wszystko na nic.

 

Może aby nawracać, to sam powinienem się tak naprawdę nawrócić. Patrząc na mnie, to może to moje nawracanie przypomina sytuację, w której pływając na dziecięcym, dmuchanym hipopotamie próbowałbym namówić kogoś na przepłynięcie kanału La Manche?

 

Tylko tu znowu pojawia się problem. Jak siebie nawrócić by innych nawrócić, jak przy swoim nawracaniu znowu jak głową w mur. Czasem uważam się za przypadek beznadziejny jak chodzi o zbliżenie się do Jezusa. Biegnę i w pewnym momencie zawracam i pędzę w drugą stronę by potem znowu do niego biec. Przy tej wątpliwej taktyce, to raczej  ciężko będzie do niego dobiec...

 

Można by się załamać. Całe szczęście Bóg zapewne przewidział podobną sytuację. 

 

Można przeczytać Łukasza 5,1-11 

 

Tak w skrócie, to chodzi o to, że Apostołowie może nie byli chwilami za bystrzy, ale na łowieniu ryb, to się znali. No i nadszedł taki dzień, że ryby nie chciały brać.


Przyszedł wtedy taki cieśla, widać wędkarz hobbystyczny, bo powiedział im, żeby wypłynęli na głębie i zarzucili sieci. Po ludzku jest to bez sensu, cieśla będzie mówił rybakom, że da się złowić ryby jak się ich złowić nie da. Posłuchali go jednak, wypłynęli na głębie i zarzucili sieci.


Jak nie trudno się domyślić, to tym cieślą był Jezus, a więc ich łodzie zaczęły uginać się od mnóstwa ryb, bo to logiczne, że jak ktoś jest ( jak Jezus ) Bogiem, to dla Boga nie ma nic niemożliwe. Proste to jak konstrukcja cepa.


I teraz Jezus mówi słowa, które dają mi nadzieję na nawrócenie samego siebie i przy okazji reszty świata ( trzeba mieć jakieś marzenia, co nie? ;-) ).


Jezus Chrystus:


"Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił"


Odtąd ludzi będziesz łowił. Czyli wychodzi tu analogia oczywista jak 2+2=4 


Jesteś pewien, że nie złowisz ryb, to jak Jezus Ci pozwoli, to złowisz ich więcej niż byś wyśnił.



Jesteś pewien, że jeżeli milionowa próba nawrócenia siebie i innych ludzi się nie udała, to jest to niemożliwe, to jak Jezus Ci pozwoli, to nawrócisz tyle ludzi, że sam się zdziwisz.

 

Proste, logiczne, dające tyle nadziei, że można się nią najeść i schować na później ;-)


Z.dzbanem ( idę sobie )

Z.dzbanem
O mnie Z.dzbanem

Mój nick Z.dzbanem oraz nazwa bloga "Ja tu tylko z dzbanem idę" nawiązują do Ewangelii św. Marka i św. Łukasza. Na początku rozdziału mówiącego o Ostatniej Wieczerzy, Jezus posłał Piotra i Jana, aby znaleźli człowieka niosącego dzban wody. Osobnik ten miał ich doprowadzić do miejsca, w którym spożyją paschę. Facet z dzbanem zapewne nie był nikim wybitnym i zdawać by się mogło, że w obliczu tego co robili apostołowie, jego rola jest zupełnie nieważna. Tak naprawdę, był on jednak małą mrówką, która miała wykonać swoje, proste, ale jakże niezbędne zadanie. Zapewne nie zdawał on sobie sprawy z wagi tego banalnego przejścia się z dzbanem wody. Po prostu wykonywał swój obowiązek, dzięki któremu jednak apostołowie trafili do miejsca celebracji Ostatniej Wieczerzy. Osobiście czuję się taką małą mrówką. Poprzez ten blog robię coś drobnego, na pozór nic nie znaczącego. Wierzę jednak w to, że jest w tym pewna wartość. A więc... Ja tu tylko z dzbanem idę :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości