Właściwie można uznać to zjawisko za przerażające, świadczące o przerażającej nieświadomości ludzi, co do istoty rzeczywistości. Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo przeniknęły ich życie elementy cywilizacji.
Jedynym ratunkiem przed tym defektem takiej bezrefleksyjności byłaby radykalna zmiana programu szkolnego, w którym nauka historii byłaby podporządkowana analizie schematu rozwoju ludzkiej/ludzkich cywilizacji, z konkretnymi wariantami kultur narodowych i kultur wymarłych.
Jeżeli popatrzymy na nasze życie codzienne, to przypomina ono raczej rzekę zamienioną w kanał przez rozmaite rozwiązania hydrologiczne. Życiem nie kierujemy swobodnie, podejmując swobodne decyzje, lecz polegamy na narzuconych rytuałach, nawykach, instytucjach, regulacjach, przepisach i instrukcjach. Proszę zwrócić uwagę na długość tych instrukcji, choćby na ulotkach do lekarstw. Jeżeli jedziemy ulicą, to jezdnia podzielona jest na rozmaite odmiany malowanych pasów z wieloma namalowanymi na jezdni znakami drogowymi, a do tego dochodzą obok znaki stojące, poustawiane jeden za drugim.
Oprócz zmian edukacyjnych, przydałby się jeden wielki reset prawodawstwa przechodzącego w przepisomanię.
Taki gigantyczny zakres infrastruktury cywilizacyjnej sterującej naszym zachowaniem jest może i wygodny, lecz niszczący dla umysłu. Najlepszym dowodem tego jest zachowanie Polaków na skrzyżowaniach. Obcokrajowcy przyjeżdżający do Polski nie mogą się nadziwić, dlaczego, pomimo iż w zasięgu wzroku nie ma żadnego pojazdu, to przechodnie stoją i czekają, aż światło zmieni się na zielone. To samochód jest niebezpieczny, nie czerwone światło.
Nadopiekuńczość struktur przybiera niekiedy formy groteskowe. Zdarzyło mi się niedawno, że przeszedłem przez lokalną jezdnię w najdogodniejszym miejscu i za chwilę z przejeżdżającego wozu straży miejskiej dobiegły mnie wrzaski strażnika, któremu nie podobało się, że nie przechodzę po zebrach. Fiksacja.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)