Z artykułu dowiesz się:
- Jaka była zagadkowa zawartość przesyłki z Niemiec
- Co ze stanem zdrowia poszkodowanych pracowników
- Jakie były wyniki badań specjalistycznych służb chemicznych
- Kto przejął nadzór nad śledztwem w tej sprawie
Alarm w jednostce w Nowej Dębie
W środę rano służby interweniowały na terenie miejscowej placówki Żandarmerii Wojskowej. Według ustaleń śledczych listonosz dostarczył korespondencję około godz. 10. Kopertę nadano z terytorium Niemiec, choć rzecznik Żandarmerii Wojskowej w rozmowie z mediami zastrzegł, że formacja nie potwierdza jeszcze oficjalnie kraju pochodzenia listu.
– Z dotychczasowych ustaleń wynika, że ok. godz. 10 do placówki ŻW w Nowej Dębie listonosz przyniósł list, którego nadawcą była wskazana osoba z adresem na terenie Republiki Federalnej Niemiec – przekazał prokurator Marcin Kozak.
Po otwarciu przesyłki jedna z osób poczuła duszności. Wkrótce potem dolegliwości zgłosiły kolejne dwie osoby, a wszystkie trzy trafiły do szpitala. W kopercie nie było jednak widocznego płynu ani substancji, które mogłyby wyjaśnić zgłoszone objawy.
Objawy i ewakuacja personelu
Pierwszy funkcjonariusz żandarmerii po otwarciu listu poczuł duszności i pojechał do szpitala. Następnie drapanie w gardle zgłosił drugi żandarm oraz pracowniczka cywilna. Obie osoby również trafiły pod opiekę lekarzy. U trójki poszkodowanych wystąpiły także podrażnienia skóry twarzy i rąk. Personel medyczny przeprowadził badania, które nie wykazały oznak zatrucia. Po ich zakończeniu dwaj żandarmi i pracownik cywilny mogli wrócić do domów.
Alarm wymusił natychmiastową ewakuację. Z budynku placówki Żandarmerii Wojskowej oraz sąsiedniej klatki wyprowadzono łącznie 133 osoby. Na miejsce przyjechali strażacy i specjalistyczne jednostki ratownictwa chemicznego, które zabezpieczyły teren oraz sprawdziły przesyłkę.
Ewakuacja objęła znacznie więcej osób niż trójkę, która miała bezpośredni kontakt z listem. Działania służb miały zapewnić bezpieczeństwo pozostałym pracownikom i umożliwić przeprowadzenie badań. Dopiero ich wyniki pozwoliły ocenić, czy zawartość koperty stwarzała zagrożenie dla zdrowia.
Wyniki badań i działania prokuratury
Przesyłka przeszła drobiazgowe testy i oględziny. Badania wykluczyły obecność środków biologicznych, radiacyjnych, radiologicznych oraz chemicznych.
– Nie było żadnego płynu, żadnej substancji. Znajdowała się kartka z podpisem: „Pozdrawiam Złota” – poinformował prokurator Kozak. Trzy poszkodowane osoby trafiły do szpitala, gdzie otrzymały pomoc i przeszły badania. Nie wykazały one oznak zatrucia, a hospitalizowani mogli wrócić do domów.
Postępowanie wyjaśniające prowadzi Żandarmeria Wojskowa pod nadzorem pionu wojskowego Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie, choć media informowały też o zajmowaniu się sprawą przez Prokuraturę Okręgową w Lublinie. Śledczy analizują motywy działania nadawcy pod kątem art. 160 par. 1 Kodeksu karnego, dotyczącego narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Równolegle o incydencie poinformowano Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Na obecnym etapie służby potwierdziły brak niebezpiecznych substancji, a osoby, które trafiły do szpitala, wróciły do domów. Postępowanie ma ustalić, kto nadał przesyłkę i czy jej wysłanie mogło narazić kogokolwiek na niebezpieczeństwo.
Fot. East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (9)