Zarzuty dla Dawida K. Prokuratura przedstawiła szczegóły

Redakcja Redakcja Śledztwa Obserwuj temat Obserwuj notkę 45
Lekarz Dawid K. stawił się we wtorek w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, gdzie usłyszał zarzut oszustwa na mieniu znacznej wartości. Śledczy zarzucają mu oszustwo na kwotę 583,5 tys. zł za pośrednictwem nierzetelnych faktur za dyżury, na których – według ustaleń śledztwa – nie przebywał w szpitalu.

Z artykułu dowiesz się:

  • Co dokładnie prokuratura zarzuca lekarzowi Dawidowi K.
  • O kulisach rekordowych faktur i tysięcy godzin pracy na papierze
  • Gdzie przebywał Dawid K. podczas deklarowanych dyżurów na SOR
  • Jakie środki zapobiegawcze zastosowano wobec podejrzanego

Fikcyjne dyżury i 583 tysiące złotych dla Dawida K. 

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła Dawidowi K. zarzut doprowadzenia placówki do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Zgromadzony materiał dowodowy wykazał, że podejrzany przedkładał nierzetelne dokumenty rozliczeniowe.

Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, przekazał, że uzyskane informacje wykazują, iż Dawid K. często nie przebywał w pracy, mimo że deklarował obecność w dokumentacji składanej do rozliczenia faktur. Śledczy skrupulatnie zweryfikowali dokumentację z wielu placówek medycznych. Zabezpieczono tysiące kart pracy i grafików, które porównano z logowaniami telefonu oraz aktywnością podejrzanego.

- W ciągu ostatnich czterech miesięcy zgromadzona została dokumentacja pracownicza nie tylko ze Szpitala Południowego, ale również ze Szpitala Bródnowskiego z różnych przychodni szkół wyższych, w których lekarz był zatrudniony - wyjaśnił prok. Piotr Skiba. 


Astronomiczne zarobki i tysiące godzin pracy

Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że Dawid K. w 2025 roku uzyskał 1,6 mln zł przychodu z działalności medycznej w kilku placówkach i kontraktu w Szpitalu Południowym. Tak wysokie kwoty inkasował jako koordynator oddziału ratunkowego, będąc jeszcze lekarzem w trakcie specjalizacji.

Medyk wykazał w dokumentach za 2025 rok niemal 4 tys. przepracowanych godzin. Dokładna liczba 3976 godzin oznaczała, że musiałby pracować średnio 331 godzin miesięcznie. Dawało to około 11 godzin nieprzerwanego dyżuru każdego dnia, bez ani jednego dnia wolnego w całym roku. 


Polityczna aktywność K. zamiast pracy na SOR

Analiza grafików dyżurów zestawiona z rzeczywistą obecnością lekarza wykazała szereg nieprawidłowości obciążających podejrzanego. Prokuratorzy sprawdzali, czy deklarowane godziny pracy pokrywały się z jego aktywnością poza szpitalem. Dawid K. w godzinach zadeklarowanych dyżurów bywał w studiach telewizyjnych lub urzędach. W kilku przypadkach uczestniczył też w spotkaniach z politykami, a w kilkunastu prowadził w tym czasie aktywność polityczną w mediach społecznościowych.

- W skrajnych przypadkach mamy potwierdzenie, że przebywał albo poza Warszawą, albo nawet poza granicami państwa polskiego - podkreślił prokurator Skiba. Dawid K. łączył pracę w szpitalu z mandatem radnego warszawskiej dzielnicy Ursus oraz wcześniejszą funkcją szefa młodzieżówki wspierającej Koalicję Obywatelską. Sprawę ujawnił Kanał Zero, opisując również tzw. salonik VIP na oddziale ratunkowym. Według tych doniesień działacze KO i ich rodziny mieli trafiać do wydzielonego pokoju, z pominięciem kolejki, około 10 minut po rejestracji. To właśnie uprzywilejowane przyjęcia pacjentów stały się jednym z wątków publicznej debaty wokół placówki.

Wolnościowe środki zapobiegawcze

Po zakończeniu wtorkowych czynności prokuratura zdecydowała o zastosowaniu wobec lekarza pakietu wolnościowych środków zapobiegawczych. Dawid K. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył obszerne wyjaśnienia. Śledczy wyznaczyli wobec lekarza dozór policji. Prokuratura zastosowała także poręczenie majątkowe w wysokości 200 tys. zł oraz zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu.

Skandal w warszawskiej placówce wywołał natychmiastowe turbulencje na szczytach stołecznego samorządu. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zlecił audyt, który wykazał brak kontroli nad czasem pracy oraz rozliczanie dyżurów w dwóch miejscach jednocześnie. Audytorzy stołecznego ratusza natrafili na kuriozalne wpisy w grafikach opiewające na dyżury trwające nieprzerwanie od 72 do nawet 110 godzin. Ratusz zareagował odwołaniem zarządu oraz rady nadzorczej Szpitala Południowego. Zmiany objęły więc zarówno bieżące kierownictwo placówki, jak i organ sprawujący nad nim nadzór.

Ustalenia kontroli pokazały, że problem dotyczył nie tylko pojedynczych rozliczeń, lecz także sposobu weryfikowania grafików i obecności personelu. Władze miasta musiały zmierzyć się z pytaniami o nadzór nad placówką i odpowiedzialność za organizację pracy. Afera odbiła się również na kierownictwie ratusza. W wyniku kryzysu do dymisji podały się wiceprezydentowe Warszawy Renata Kaznowska oraz Aldona Machnowska-Góra. Trzaskowski przyjął ich rezygnacje.   


Fot. Dawid K./East News

Red.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj45 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (45)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo