Fot. Pixabay.com
Fot. Pixabay.com

Widmo krąży po Europie - widmo populizmu. Coś się w Unii Europejskiej święci

Rafał Woś Rafał Woś Rafał Woś Obserwuj temat Obserwuj notkę 88
Przed nami najważniejsze wybory w historii Unii Europejskiej. Może nawet pierwsze autentycznie demokratyczne w całej historii eurointegracji.

W Unii Europejskiej dojrzewa masa krytyczna zmiany

Zapomnijcie na chwilę o polskim rachunku krzywd. I o tym kto komu zrobił ostatnio większy rympał. Spójrzcie szerzej. Bo dzieje się coś bardzo ciekawego. Oto pierwszy raz w historii integracji europejskiej wybory do Parlamentu z siedzibą w Brukseli i Strasburgu nie są tylko rozdziałem dobrze płatnych synekur. Pierwszy raz wychodzimy poza czystą demokratyczną maskaradę, w której pyta się 400 mln obywateli Unii o zdanie, ale przecież wszyscy wiedzą, że i tak rządzić będą ci, co zawsze. I ci, co trzeba.

Nie, teraz jest inaczej. Nie „całkiem inaczej” ani nie „fundamentalnie inaczej”. Ale trochę inaczej jest na pewno. Bo coś się w Europie święci. Dojrzewa masa krytyczna zmiany. Pierwszy raz w historii wielka koalicja sił liberalnego mainstreamu (eurochadecy, socjaliści, zieloni i liberałowie) może nie być w stanie stworzyć wspólnej i bezpiecznej większości. Dodajmy do tego fakt, że ma to znaczenie. Od ubiegłej dekady Parlament Europejski nie jest już bowiem tylko doskonale płatnym klubem dyskusyjnym. Od tamtej pory większość europosłów musi udzielić wotum zaufania szefowi (lub szefowej) Komisji Europejskiej. Ten sam europarlement może też zablokować albo przepuścić bardzo wiele praw suflowanych przez Komisję. Już w tej kadencji kilka ważnych elementów polityki klimatycznej przeszło nieznaczną większością. Po czerwcu o taką większość dla takich projektów będzie jeszcze trudniej.


Euroestabliszment kontra eurobuntownicy

Kluczem do zrozumienia tego, co się dzieje jest oczywiście olbrzymi wzrost poparcia dla sił politycznych, które kontestują obecny porządek, kurs eurointegracji. Siły te są przez wciąż urzędujący unijny establiszment nazywane od lat „skrajną prawicą” albo „populistami”. Rzecz jasna po to, by ustawić ich w roli barbarzyńców gotowych nasikać na równo przystrzyżone brukselskie trawniki.

Sami zainteresowani wolą o sobie mówić jako o europejskich reformatorach albo eurobuntownikach. Dzieli ich wiele. Łączy negatywny stosunek do obecnej (zbyt otwartej) polityki migracyjnej oraz sprzeciw wobec takiej zmiany traktatów, która doprowadzi do zaorania zasady subsydiarności czy odejścia od jednomyślności przy podejmowaniu kluczowych decyzji. Eurobuntownicy są też - zazwyczaj - raczej konserwatywni. A właściwie nie tyle konserwatywni, co wrogo nastawieni wobec wokistycznej i poprawnościowej rewolucji. Do tego doszedł ostatnio ostry sprzeciw populistów wobec polityk klimatycznych oraz Zielonego Ładu dla rolnictwa.


"Widmo krąży po Europie. Widmo populizmu"

Euroestabliszment boi się tego wszystkiego jak diabeł święconej wody. Brytyjski publicysta Mick Hume sparafrazował nawet z tej okazji „Manifest komunistyczny Marksa i Engelsa” pisząc: „Widmo krąży po Europie. Widmo populizmu. Wszystkie potęgi starej Europy połączyły się w świętej nagonce przeciwko temu widmu. Papieże klimatyzmu i prezydent Komisji Europejskiej, kanclerz Scholz i prezydent Macron, francuscy islamo-lewacy oraz niemiecka policja myśli”. Ciągnąc ten historyczny trop, dalej widać wiele podobieństw pomiędzy sytuacją w Europie połowy XIX wieku a dniem dzisiejszym. To dlatego wielu publicystów (w Polsce i za granicą) nie od dziś pisze o perspektywie „nowej Wiosny Ludów” - która zaczyna się materializować w Europie.

Czy zacznie się to już teraz? To zależy od wielu czynników. Z nich zaś najważniejsze są dwa. Po pierwsze, chodzi o ostateczny rozkład preferencji wyborczych w poszczególnych krajach Unii. Jak będzie, zobaczymy już niebawem. W ostatnich miesiącach poprzedzających eurowybory sondaże pokazywały znaczący wzrost notowań ugrupowań populistyczno-antyestabliszmentowych we Francji i Niemczech. W krajach takich jak Włochy, Holandia czy Portugalia populiści (zwani prawicą) albo już rządzą, albo się ostatnio bardzo do rządzenia zbliżyli.

Polska w tym wyborczym rozdaniu odgrywa rolę z pozoru drugoplanową. W końcu PiS właśnie oddał władzę w kraju pupilkowi euroelit Donaldowi Tuskowi. Polska prawica pozostaje jednak kluczowym elementem frakcji Europejskich Reformatorów i Konserwatystów. A czołowi politycy polskiej prawicy (od Ryszarda Legutki po Patryka Jakiego) cieszą się tam znacznym mirem. Sukces Tuska w Warszawie tego nie zmienił.


Europopuliści mogą zmienić kierunek rozwoju UE

Po drugie, zdolność europopulistów do zmiany kierunku rozwoju Unii Europejskiej zależy od ich aliansów i zdolności koalicyjnej. W grze jest zarówno poszerzenie frakcji Reformatorów i Demokratów o francuski Front Narodowy (trwają ponoć rozmowy na ten temat). Mamy też pogłoski o chęci zbliżenia się eurokonserwatystów z bardziej konserwatywną częścią eurochadecji (taka też istnieje).

Tak czy inaczej - będzie się działo. Nie prześpijcie więc nadchodzącego weekendu. Żeby nie było, że nie zauważyliście historii dziejącej się na waszych oczach.

Rafał Woś

Fot. Unia Europejska. Źródło: Pixabay.com/Canva

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj88 Obserwuj notkę
Rafał Woś
Dziennikarz Salon24 Rafał Woś
Nowości od autora

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka