Przeczytałem pytanie w kolejnej ankiecie radośnie udostępnionej na SG i ponownie w puszce mi się zagotowało, wypadł przedostatni pukiel włosów (miałem go od czasu młodosci i hodowałem), poszły dwie nowe plomby, a pies mi uciekł do budy i nie żre. A wszystko to przez kolejne dzieło dyżurnego ankietera salonu24.
Nie będę pisał o doborze skal i rodzajów odpowiedzi, wyborze problemu i jego tzw. operacjonalizacji w 'ankiecie', różnicy pomiędzy ankietą a zgaduj-zgadulą i podobnych bzdurkach. Ale przecież jakie takie chlujstwo każe jednak przeczytać, co sie wystukało i wtłoczyć w to jakiś podstawowy logiczny porządek. Niech nawet będzie, że tylko składniowy - po co mieszać do tego logikę! Bo za moment 'ankieta s24' zacznie pełnić funkcję podobną do tej, którą w innej dziedzinie pełni np. Wąchock. Tylko, że będzie to w pełni uzasadnione użycie.
Piszę, ponieważ na SG widnieje kolejne 'ankietowe' pytanie:
Czy dyskusje wokół zapowiadanej wielkości dziury budżetowej to Twoim zdaniem sztucznie rozdmuchiwany problem?
I można domniemywać, że inni domniemują, o co autorowi chodzi. Ale zapewniam, iż zamieszczenie w ankiecie amfibolii nie jest dobrym pomysłem. Amfibolia, mówiąc ogólnie, wcale dobra nie jest. Chyba, że ktoś sam siebie (w tym przypadku dyżurny ankieter) wysyła na manowce dobrego samopoczucia.
A moja odpowiedź na dzisiejszą ankietę brzmi:
NIE, rzeczone dyskusje nie są sztucznie rozdmuchiwanym problemem. One w ogóle problemem nie są! W szczególe także NIE.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)