Tego dowiesz się po przeczytaniu artykułu:
- Dlaczego odwołanie minister Sobierańskiej-Grendy nie naprawi systemu ochrony zdrowia.
- Jak NFZ stał się monopolistą i co z tym chce zrobić Naczelna Izba Lekarska.
- Dlaczego likwidacja oddziałów położniczych jest skutkiem demografii, nie złej woli urzędników.
- Ile wynosi luka finansowa NFZ na 2026 rok i jak się ma do prywatnych wydatków Polaków na leczenie.
System wyczerpał możliwości
Bez względu na to, ile dołoży się do niego pieniędzy i jakie zrobi cięcia, taki model wyczerpał swoje możliwości. Kto myśli inaczej, zaklina rzeczywistość. Gdyby obecna koalicja była dziś na miejscu opozycji, też zażądałaby odejścia pani minister, bo to zbójeckie prawo opozycji punktować rządzących. Tyle, że to jest niepotrzebne osłabianie pozycji ministerstwa, które i tak należy do najtrudniejszych do zarządzania. Oczekiwania są duże, możliwości są, jakie są. Potrzebna jest gruntowna przebudowa, a być może stworzenie systemu od podstaw. Takiego, który zapewni najlepszą, na jaką stać polskie państwo, opiekę nad chorym i warunki pracy tym, którzy tę opiekę świadczą. Trzeba też mieć świadomość, że nowy system także nie będzie idealny, bo takiego stworzyć się nie da.
Grzech założycielski. Jeden płatnik
Na wymienienie wszystkich wad obecnego systemu nie starczyłoby miejsca. Grzechem założycielskim i praprzyczyną pozostałych kłopotów jest to, że w naszym kraju istnieje tylko jeden płatnik. To Narodowy Fundusz Zdrowia, któremu uczciwie trzeba przyznać, że z budżetu liczonego w okolicach 250 mld złotych na własne działanie przeznacza promil. Ale to jedyna dobra rzecz, jaką o NFZ można powiedzieć. Przez lata stał się monopolistą, który narzuca warunki podmiotom leczniczym, a jak się komuś nie podoba, mówi „do widzenia”. Ta dominująca pozycja na rynku doprowadziła do tego, że Naczelna Izba Lekarska skierowała w kwietniu do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dwa wnioski o wszczęcie postępowania antymonopolowego wobec Funduszu. Nie wiadomo, co z tego wyjdzie, ale to wyraźny sygnał, że miarka się przebrała. Co ciekawe, formalnie prezes NFZ jest powoływany przez Ministra Zdrowia, ale od wielu lat można odnieść wrażenie, że to szef resortu jest zakładnikiem szefa Funduszu, bez względu na to, jaka opcja rządzi. I nikt nie wie, dlaczego tak właśnie jest.
Konkurencja płatników, czyli pomysł na prawdziwą zmianę
Monopol NFZ jest tym bardziej niezrozumiały, że mamy konkurencyjny rynek świadczeniodawców. Dlaczego zatem nie może być konkurencyjny rynek płatników. Istnieją w Polsce instytucje finansowe, które na to stać i które z pewnością podjęłyby rękawicę, by stworzyć alternatywę dla Funduszu. Wprowadzenie systemu ubezpieczeniowego zamiast składkowego może oczywiście spowodować, że najubożsi pozostaną w NFZ, a zamożniejsi przejdą do innych płatników. Dlatego potrzebne są dokładne analizy i symulacje, by zadbać o tych pierwszych. Prawda jednak jest taka, że już dziś Polacy na prywatne leczenie wydają 64 mld złotych, byle nie czekać w kolejkach. Sytuację wydolności finansowej NFZ pogarszają również skutki narzuconej ustawą lipcową podwyżki minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia, która z pewnością pochłonie grube miliardy.
Obejrzyj wywiad minister zdrowia dla Salon24:
Demografia kontra sieć szpitali
Problemem jest również sam kształt systemu, co najlepiej widać po tym, jak likwidowane są oddziały położnicze. To na pewno bardzo trudne dla lokalnych społeczności, ale trzeba pamiętać, że rozkład i liczbę placówek projektowano kilkadziesiąt lat temu, kiedy w Polsce rocznie rodziło się 750 tys. dzieci. Dziś rodzi się ich trzykrotnie mniej. Tak dużej liczby oddziałów porodowych nie da się po prostu utrzymać, a przy starzejącym się społeczeństwie ich rozmieszczenie jest nieracjonalne. Ciężar powinien przesuwać się w stronę geriatrii i chorób związanych z tym, że coraz dłużej żyjemy. Takich spraw jest więcej, jak choćby to, że placówki coraz częściej, zamiast skupić się na leczeniu, muszą rozpisywać procedury, bo inaczej nie dostaną zwrotu poniesionych kosztów.
Ministerstwo nie jest bez winy
Oczywiście nie bez winy jest samo ministerstwo zdrowia. Z jednej strony, racjonalnie rzecz ujmując, trudno po dziewięciu miesiącach od powołania nowego kierownictwa resortu oczekiwać spektakularnych osiągnięć. Z drugiej, ludzie mają prawo wiedzieć, czy na Miodowej pracują. Tymczasem nawet osoby zainteresowane nie bardzo wiedzą, czym konkretnie zajmuje się ministerstwo, na jakim etapie są poszczególne projekty, co będzie dalej, a przede wszystkim, jakie są priorytety działania. I o tym trzeba opowiadać. Krótko mówiąc, do bardzo szybkiej poprawy jest komunikacja. O niewydolności systemu wiedzą wszyscy, którzy w nim funkcjonują. Rozmawiają o tym w kuluarach, ale nie ma odważnego, który powiedziałby: zmieńmy to, bo dłużej nie można. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, potrzebne jest porozumienie ponad podziałami. W przeciwnym razie będziemy dosypywać do modelu, który przyjmie każdą ilość pieniędzy, ale zwrot z tej inwestycji będzie naprawdę marny. Według aktualnych wyliczeń luka finansowa w budżecie Funduszu na 2026 rok wynosi około 17 mld zł, a nie 23 mld zł, jak wcześniej szacowano. Ale to i tak o 17 mld zł za dużo.
Tomasz Wypych
Fot: Dzisiaj Sejm rozstrzygnie los Jolanty Sobierańskiej-Grendy, szefowej resortu zdrowia/PAP




Komentarze
Pokaż komentarze (16)