Tego dowiesz się po przeczytaniu artykułu:
- Co Salon24 usłyszał od Ministry Zdrowia w sprawie akcji Łatwoganga i Bedoesa.
- Ile dokładnie zebrał stream i dlaczego licznik wciąż bije.
- Dlaczego onkolog dr Jakub Kosikowski uważa, że pieniądze powinny iść do rodziców chorych dzieci.
- Co o akcji młodych mówi psycholog pracująca na co dzień z chorymi na raka.
Szanujemy prośbę organizatorów akcji zamiast pisać o akcji skupiliśmy się na problemie, który chcą nagłoścnić
Szefowa resortu zdrowia zachowuje dystans
Salon24 zwrócił się do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o ocenę zbiórki, w którą zaangażowały się miliony Polaków, gwiazdy muzyki, sportu i show-biznesu. Odpowiedź Jolanty Sobierańskiej-Grendy jest krótka i znacząca. "Oczywiście oglądaliśmy tę wspaniałą akcję, ale słyszałam też prośbę organizatorów, by nie mieszać do tego polityki, i chcę to uszanować. Dlatego tym razem nie będzie komentarza", powiedziała Ministra Zdrowia w rozmowie z Salon24.
Stanowisko szefowej resortu zbiega się z apelem samych organizatorów. Łatwogang i Bedoes w specjalnym oświadczeniu poprosili, by nie przyznawać im żadnych orderów ani odznaczeń. W zamian zaapelowali o docenianie pielęgniarek, pielęgniarzy oraz lekarzy, którzy walczą o zdrowie dzieci na co dzień. Inną drogą poszedł Włodzimierz Czarzasty, Marszałek Sejmu, który zadeklarował: "możemy tę sprawę zrobić. Jeśli organizatorzy zbiórki na pomoc dzieciom chorym na nowotwory podtrzymują swój apel, by 26 kwietnia był dniem walki z rakiem u dzieci, to Kancelaria Sejmu skontaktuje się z nimi w tej sprawie".
Rekord świata bity na oczach milionów
Wszystko zaczęło się od utworu rapera Bedoesa 2115 i jedenastoletniej Mai Mecan, podopiecznej Fundacji Cancer Fighters, zatytułowanego "Ciągle tutaj jestem (diss na raka)". Piosenkę usłyszał Piotr "Łatwogang" Hancke, twórca internetowy, który postanowił słuchać jej non stop przez dziewięć dni. Liczył na zebranie pół miliona złotych. Bedoes marzył, by było to dwa razy więcej.
Obejrzyj wywiad z ministrą zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą
Po dziewięciu dobach na koncie fundacji znalazło się 251 885 518 zł, a wpłaty wciąż napływają. Stan na poniedziałkowy wieczór przekroczył 282 mln zł i licznik bije dalej. Akcja pobiła rekord Guinnessa jako największa charytatywna transmisja na żywo na świecie, a finał oglądało równocześnie ponad 1,4 mln internautów. Przed kamerą w warszawskiej kawalerce Łatwoganga przewinęli się m.in. Doda, Robert Lewandowski, Adam Małysz, Cezary Pazura, Julia Wieniawa, Katarzyna Nosowska, Sanah i Vito Bambino.
Lekarze: pomóżmy też rodzicom
Na zebraną kwotę z perspektywy onkologii klinicznej spogląda dr Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, lekarz onkolog. Jego zdaniem polski system leczenia dzieci chorych na nowotwory w ostatnich latach wyraźnie się poprawił, a kluczowy problem leży gdzie indziej.
"Oczywiście oglądaliśmy stream i kibicowaliśmy mu", mówi Salon24 Jakub Kosikowski. "Zebrana kwota i sposób, w jaki udało się to zrobić, robią wrażenie i z pewnością będą pomocne. Trzeba jednak przyznać, że jeśli chodzi o leczenie, to nasze państwo odrobiło tutaj lekcje. Nie brakuje leków, nawet w bardziej zaawansowanych terapiach. Sytuacja nie jest zła, ale myślę, że te pieniądze można by spożytkować w inny sposób: pomagając rodzicom i opiekunom chorych dzieci. Z nowotworem jest tak, że z tą chorobą walczy nie tylko chory, ale zmaga się z nią cała rodzina i opiekunowie. Szczególnie widoczne jest to, kiedy zachorują dzieci. Wtedy jeden z rodziców najczęściej rezygnuje z pracy, całkowicie albo zawieszając ją na czas leczenia. I cały ciężar utrzymania rodziny spada na drugiego rodzica. A przecież te koszty są wtedy wyższe, bo dochodzą dojazdy do ośrodków onkologicznych, noclegi dla tych rodziców, którzy zostają z dziećmi, i w ogóle wszelkie wydatki związane z koniecznością przeorganizowania życia. Doskonale rozumiemy intencje Łatwoganga, dla nas też najważniejsze są dzieci i myślę, że właśnie dlatego warto zastanowić się nad wsparciem rodziców opiekujących się chorymi dziećmi".
W Polsce nowotwory złośliwe rozpoznaje się rocznie u około 1200 dzieci. Leczenie coraz częściej kończy się sukcesem. W zależności od typu choroby udaje się wyleczyć od 70 do 80 proc. najmłodszych pacjentów. Najczęstszym nowotworem w grupie niepełnoletnich chorych są białaczki, a następnie guzy mózgu.
Pokolenie ekranów pokazało, że potrafi
"Ta absolutnie fantastyczna akcja pokazała, jak niezwykły, duży i niedoceniany potencjał mają młodzi ludzie", przekonuje w rozmowie z Salon24 Dominika Mastalerz, psycholog pracująca na co dzień z chorymi na raka. "Często mówimy, że najmłodsze pokolenie zainteresowane jest tylko sobą, gapi się w smartfony i internet, bawi się, a rzeczywistość ich nie obchodzi. A tutaj proszę, jaka niespodzianka. Z tego wpatrzenia w ekrany komputerów narodziła się przepiękna inicjatywa, która rosła jak śnieżna kula, angażując kolejne osoby i firmy. Oprócz tego, że zebrano mnóstwo pieniędzy, pokazano, że chcieć to móc. Myślę, że my, bardzo dorośli, powinniśmy uderzyć się w piersi, zdać sobie sprawę, że nie mamy monopolu na prawdę i uczyć się od tych młodych ludzi dostrzegania tego, co naprawdę ważne".
Fundacja Cancer Fighters powołała specjalną radę ekspercką, która zdecyduje o sposobie rozdysponowania rekordowych wpływów. To na nią spadnie odpowiedzialność za przełożenie społecznego zrywu na realną zmianę w życiu chorych dzieci i ich rodzin.
Tomasz Wypych




Komentarze
Pokaż komentarze (41)