Z tego tekstu dowiesz się:
- Co naprawdę działo się na warsztatach dla Polonii sfinansowanych z budżetu Senatu RP. Mamy nagranie.
- Co Marta Lempart radziła uczestnikom na temat finansowego wspierania z zagranicy polskich partii politycznych i ich kampanii.
- Co Marcin Mycielski z Fundacji Otwarty Dialog powiedział na nagraniu o działalności Akcji Demokracji zeszłorocznej kampanii prezydenckiej.
- Jak Senat RP rozliczył dotację 30 tys. zł i kto w Kancelarii Senatu zatwierdził jej wykorzystanie.
OGLĄDAJ: Fragment szkolenia sfinansowanego przez Senat. Materiał, który Fundacja Otwarty Dialog złożyła w Kancelarii Senatu wraz ze sprawozdaniem rozliczeniowym
Tak szkolenie opisuje sam Senat: „Uczestnicy poznają zasady korzystania z polskich (Zrzutka.pl, Siepomaga.pl, Patronite) i międzynarodowych platform (GoFundMe, Kickstarter, Indiegogo, Patreon), a także możliwości fundraisingowe mediów społecznościowych (Facebook, YouTube). Warsztaty poprowadzi ekspert z doświadczeniem w kampaniach, które zebrały ponad 48 mln zł. Efektem będzie zwiększenie umiejętności samodzielnego prowadzenia i promowania zbiórek, co wzmocni stabilność i rozwój organizacji polonijnych”.
W sumie odbyły się cztery warsztaty. Wszystkie online. Trzy z nich współprowadzili Marta Lempart i Marcin Mycielski z Fundacji Otwarty Dialog. Każde spotkanie trwało po kilka godzin. Z tych trzech spotkań redakcja Salon24 dotarła do nagrania, które fundacja musiała złożyć w Senacie wraz ze sprawozdaniem rozliczeniowym. To z tego nagrania pochodzą wszystkie cytaty przytoczone w niniejszym tekście.
Na szkolenie zapisało się 18 osób, ale tylko pięć z nich wzięło udział we wszystkich czterech spotkaniach. Najwięcej uczestników, jedenaścioro, było na pierwszych warsztatach 25 listopada. Tak w sprawozdaniu rozliczeniowym pisze Fundacja Otwarty Dialog. Z nagrania wynika jednak, że organizatorzy podczas samego spotkania nie byli pewni, czy mają nawet dziesięć osób, ostatecznie ustalili, że dziewięć. W sprawozdaniu trafiła liczba jedenaście.
Dwa dni później, podczas kolejnych warsztatów, liczba uczestników spadła do dziewięciu, a na ostatnie spotkanie zalogowało się sześć osób. W zajęciach, mimo że były one adresowane do Polonii w ogóle, brali udział przede wszystkim sympatycy obecnej Koalicji. Jeden z uczestników sam, podczas szkolenia, mówi, że prowadzi profil na Facebooku „Wspieramy Donalda Tuska”.
Skąd wiemy, co padło na warsztatach? Z nagrania. Fundacja musiała je złożyć w Senacie wraz ze sprawozdaniem rozliczeniowym. Jak się wydaje, w urzędzie nikt go uważnie nie odsłuchał. Dlaczego tak sądzimy. O tym za chwilę.
Marta Lepmart uczy Jak wesprzeć swoją partię?
Pierwsze warsztaty 25 listopada prowadzili wspólnie Lempart i Mycielski. Sesja trwała trzy godziny. Jak czytamy w sprawozdaniu, podczas jej trwania „uczestnicy analizowali najskuteczniejsze kampanie polonijne i międzynarodowe, uczyli się konstruować storytelling i definiować grupy odbiorców. W części warsztatowej każdy uczestnik definiował cel swojej przyszłej zbiórki, minimalny budżet i strategiczny timing”.
Tak opisuje to dokument, który wpłynął do Senatu. Co innego widać na nagraniu. Po godzinie szkolenia rozmowa schodzi na temat tego, jak z zagranicy wspierać ulubioną partię polityczną lub konkretnego kandydata. A na to Senat pieniędzy nie dawał. Tematyka polityczna nie była wymieniona w żadnym dokumencie projektu.
Jeden z uczestników pyta wprost Lempart i Mycielskiego: „Czy potwierdzacie, że z zagranicy nie można robić żadnych składek, to znaczy nie można wysyłać pieniędzy na pomoc jakimkolwiek polskim partiom politycznym?”.
„Można organizować kampanie jakieś profrekwencyjne, można robić różne działania wokół wyborów. Nie można wspierać bezpośrednio partii”, odpowiada Mycielski.
Do dyskusji włącza się liderka Strajku Kobiet. „Jest system rozliczania komitetów wyborczych, które mogą mieć przychody z określonych źródeł. Mogą mieć wpłaty od osób indywidualnych, ale tylko zamieszkałych w Polsce, więc nie może to być przelew z zagranicy na żadną partię. Natomiast to, co PiS zrobił, co jest bardzo dobre, bo to się teraz przeciwko nim tak naprawdę trochę obraca, to jest wprowadził przepis w kodeksie wyborczym dotyczący finansowania, który wyjmuje organizacje pozarządowe spoza tego limitu. Organizacja pozarządowa może wpłacić na partię lub po prostu finansować w jakiś sposób kampanię wyborczą bez żadnego limitu”, mówi Lempart.
Przypomnijmy. Szkolenie, za które zapłacił Senat dotyczy „zwiększenia umiejętności samodzielnego prowadzenia i promowania zbiórek, co wzmocni stabilność i rozwój organizacji polonijnych”.
„Wystarczy wesprzeć organizację, która w określony sposób wspiera określoną partię polityczną. Czyli tak (...) wysyłanie pieniędzy do polskich organizacji pozarządowych typu Akcja Demokracja, czy chociażby właśnie Strajk Kobiet, czy jakieś inne NGO, byleby to nie była organizacja zarejestrowana jako partia”, instruuje liderka Strajku Kobiet.
„Mentzen, no idiota”
Lempart przyznaje podczas szkolenia, że mechanizm, o którym mówi, Strajk Kobiet wykorzystał już podczas tegorocznej kampanii prezydenckiej.
„Miałyśmy kampanię, która się nazywała »No Idiota« i przed pierwszą turą była o Mentzenie, a przed drugą turą o Nawrockim. Nie wskazywała konkretnego kandydata, myślę, że mój prawnik by tam trochę pewnie się rzucał o to, no bo to jest takie wiecie, wprost wykorzystanie luki, po prostu dziury, która została zrobiona przez PiSowców dla nich samych i nikt jej nie zatkał. Więc to jest kwestia tego, na ile śmiało można iść”, mówiła podczas szkolenia Lempart.
Wyjaśniała przy okazji, jaki był sens kampanii „No idiota”, czyli, jak to ujęła, „nawalania” w kandydatów, których się nie lubi i z którymi się nie zgadza. W ten sposób, jak przekonuje Lempart, można „zachęcać ludzi do tego, żeby wybierali osoby zgodne z postulatami naszej organizacji”.
Liderka Strajku Kobiet podczas szkolenia dodawała: „Warto znaleźć organizację, która będzie prowadzić nie tylko kampanię frekwencyjną (...) bo to jest trochę nudne, która rzeczywiście będzie walczyć, wiecie, z zębami, żeby wynik był sensowny dla Polski i na pewno takie będą, to nie jest tylko Strajk, jest mnóstwo takich organizacji, które po prostu się będą biły jawnie o to, żeby wynik tych wyborów był jakiś w miarę”.
Na partię wpłacać nie można
„Nie możemy tych pieniędzy przekazywać bezpośrednio na partię tylko po prostu do organizacji?”, dopytuje jeden z uczestników szkolenia poświęconego „promowaniu zbiórek i rozwoju organizacji polonijnych”.
„Wybieramy organizację, która nie tylko będzie prowadzić kampanię frekwencyjną i tam idźmy, chodźmy, demokracja jest ważna, tylko mówiła, nie możemy dopuścić, żeby ci wygrali (...) będzie angażować się bezpośrednio w kampanię i nie będzie ukrywać, kogo popierają. To są dużo lepiej wydane pieniądze”, wyjaśnia podczas warsztatów Lempart. „My obniżyłyśmy bardzo znacząco poparcie Mentzena tą kampanią. Ona też była doskonale stargetowana. Mamy zarzuty, że nic nie robiłyśmy w kampanii wyborczej, dlatego że nikt jej nie widział z naszej bańki, bo ona nie była kierowana do osób z naszej bańki. Was nie trzeba przekonywać, że Mentzen to idiota”.
„Jeżeli mam konto w złotówkach, gdzieś tam w jakimś międzynarodowym banku i wpłaciłabym na partię w Polsce, mieszkając za granicą, co mi grozi?”, dopytuje uczestnik warsztatów.
„Im grozi odrzucenie sprawozdania finansowego”, wyjaśniała liderka Strajku Kobiet. „Jeszcze powiem od razu. Jeżeli ktoś ma jednoosobową działalność gospodarczą i wpłaci z konta tej działalności, to jest to samo. Firmy nie mogą wpłacać i to jest ryzyko gigantyczne dla partii politycznej (...). Jeszcze raz, tak żeby dookreślić jakie są konsekwencje realne, potencjalne konsekwencje realne dla partii, której udowodniono, że dostawała pieniądze z zagranicy. Mogą stracić całą dotację, mogą uwalić sprawozdanie finansowe, dlatego że Komitet, pełnomocnik Komitetu Finansowego musi się podpisać pod oświadczeniem, że nie było darowizn od firm, czyli jeżeli ktoś wpłaci z konta swojej jednoosobowej działalności gospodarczej, to masakra”.
Pada też pytanie konkretne. „Mam taką stronę »Wspieramy Donalda Tuska«. Tam jest 150 tysięcy ludzi i dążymy do 200 tysięcy. Czy my możemy stworzyć dowolne datki dla utrzymania człowieka, który pracuje nad tym?”.
„Osoba fizyczna może założyć zbiórkę, grupa osób może założyć zbiórkę, organizacja może założyć zbiórkę, nie na wynagrodzenie, bo wtedy ktoś musiałby być zatrudniony, tylko na utrzymanie strony”, podpowiada podczas warsztatów Marta Lempart.
Akcja Demokracja, „elephant in the room”
Podczas szkolenia wraca też temat publikacji Wirtualnej Polski sprzed kilku miesięcy. Dziennikarze portalu opisali, że od 10 kwietnia 2025 roku Facebook był, jak ujęto, „zalany reklamami politycznymi”. Umieszczały je dwa zupełnie nieznane wcześniej profile, czyli „Wiesz Jak Nie Jest” oraz „Stół Dorosłych”. Nie wiadomo było, kto tymi profilami zarządzał. W części reklam, a wszystkie sprawiały wrażenie rozmów ze zwykłymi obywatelami, zdecydowanie krytykowano kandydującego w wyborach, wspieranego przez PiS, Karola Nawrockiego oraz kandydata Konfederacji Sławomira Mentzena. W drugiej turze wychwalano kandydata Rafała Trzaskowskiego. Wirtualnej Polsce udało się zidentyfikować trzy osoby występujące w reklamach i skontaktować się z nimi. Wszystkie stwierdziły, że do udziału w reklamach zachęciły je osoby powiązane z fundacją Akcja Demokracja.
Przedstawiciele zarządu fundacji opublikowali wówczas oświadczenie i przekonywali, że Akcja Demokracja „nie była w żaden sposób powiązana z działalnością facebookowych profili »Wiesz Jak Nie Jest« i »Stół Dorosłych« ani też jako fundacja w żaden sposób zaangażowana w ich funkcjonowanie”.
Podczas szkolenia zorganizowanego za pieniądze Senatu, Mycielski, niepytany przez nikogo, sam wrócił do tych wydarzeń.
„Ten elephant in the room (red „wszyscy o tym wiedzą, ale nikt nie mówi”), czyli Akcja Demokracja, to co oni robili w tych kampaniach, w kampanii wyborczej, ona była absolutnie legalna. Oni otrzymywali finansowanie na spoty z zagranicznych źródeł i to było absolutnie legalne i paradoksalnie właśnie dzięki PiSowi, który potem im zarzucał, że to jest. (...) oni absolutnie niepotrzebnie, mówiąc wprost, dali się zastraszyć i dalej pozostają tacy schowani w cieniu, a powinni naprawdę dumnie tutaj potwierdzić. Tak, otrzymaliśmy, jak najbardziej robimy i jest to w pełni legalne, dziękujemy PiSowi, że nam to umożliwił”, mówił Mycielski.
Senat rozliczył, nikt nie słuchał
Zapytaliśmy Fundację Otwarty Dialog i Senat o to szkolenie. Jedno z pytań brzmiało: czy prawdą jest, że podczas kursu uczestnicy byli informowani o tym, jak organizować zagraniczne zbiórki, by za tak zebrane pieniądze prowadzić kampanie wyborcze i agitację polityczną?
„Nie jest. Nie wiem, co więcej mogę tu powiedzieć, zawartość kursu jest szczegółowo opisana w sprawozdaniu”, odpowiedział nam Mycielski.
Później nasze pytania umieścił na X z dopiskiem: „Ktoś podrzucił red. Mariuszowi Kowalewskiemu teorię, że w ub. roku uczyliśmy zagranicznego finansowania »agitacji wyborczej« i unikania rozliczania zbiórek”. W kolejnym wpisie dodał: „Ciekaw jestem natomiast, jakie źródło było tak wiarygodne, żeby przekonać Pana do poważnego rozpatrywania takich absurdalnych dość tez. Brakuje tylko Soroza”.
Senat na nasze pytania nie odpowiedział. Z pisma, które przesłał nam sam Mycielski wynika jednak, że w urzędzie nie było żadnych zastrzeżeń do tego, jak prowadzono warsztaty.
W piśmie wysłanym do Fundacji Otwarty Dialog, Artur Kozłowski, dyrektor Biura Polonijnego Senatu, pisze: „Informuję, że w dniu 18 marca 2026 r. Szef Kancelarii Senatu, pani Ewa Polkowska zatwierdziła rozliczenie dotacji w zakresie rzeczowym i finansowym przyznanej Fundacji Otwarty Dialog Polska. (...) Przyznana dotacja wyniosła 30 000,00 zł. Została ona uznana za wykorzystaną zgodnie z przeznaczeniem i rozliczona w pełnej wysokości”.
Nie o łamanie prawa chodzi
Tu trzeba postawić sprawę jasno. Nie twierdzimy, że Marta Lempart, Marcin Mycielski czy Fundacja Otwarty Dialog złamali prawo. Nie twierdzimy też, że szkolenia z crowdfundingu dla organizacji polonijnych są niepotrzebne. Wręcz przeciwnie. Polskie organizacje za granicą takiej wiedzy potrzebują i to, że Senat finansuje takie projekty, samo w sobie zasługuje na uznanie.
Chodzi o coś innego. Pieniądze z Senatu to pieniądze publiczne wszystkich Polaków. Jeśli przeznaczone są na kurs neutralnego, technicznego wsparcia dla Polonii, to taki kurs powinien być neutralny i techniczny. Nie powinien stać się platformą, na której liderka jednej z najbardziej rozpoznawalnych formacji aktywistycznych po jednej stronie sceny politycznej tłumaczy, jak finansowo wspierać „swoich” i jak prowadzić kampanie wymierzone w „nie swoich”. Nawet jeśli wszystko, co mówi, mieści się w granicach prawa.
To jest pytanie do Senatu. Czy wybór wykonawcy takiego kursu, czyli Fundacji Otwarty Dialog, oraz wybór prowadzącej, czyli Marty Lempart, to był wybór neutralny. Czy ktoś w Biurze Polonijnym Senatu pomyślał, jak takie szkolenie zostanie odebrane przez Polonię, która niekoniecznie podziela poglądy prowadzących. I czy przed zatwierdzeniem rozliczenia ktokolwiek odsłuchał choćby fragmentu nagrania, które fundacja, zgodnie z umową, do urzędu dostarczyła.
Bo jeśli odsłuchał i nic w tym nie dostrzegł, to jest jeden problem. A jeśli nie odsłuchał, a rozliczenie zatwierdził, to jest drugi.
Mariusz Kowalewski
Fot: Szkolenia prowadziła Marta Lempart





Komentarze
Pokaż komentarze (19)