Szpitale powiatowe, a teraz szkoły. Nauczyciele szykują się do strajku

Redakcja Redakcja Edukacja Obserwuj temat Obserwuj notkę 4
Minister edukacji Barbara Nowacka będzie musiała prawdopodobnie zmierzyć się z falą protestów kadry nauczycielskiej. Niewykluczone, że ich skala będzie porównywalna do akcji ZNP z 2019 roku. Powodem są oczekiwania i obietnice płacowe, których zdaniem nauczycieli rząd nie spełnia.

Nauczyciele krytykują wysokość podwyżek

Zgodnie z rozporządzeniem podpisanym przez Barbarę Nowacką oraz Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk minimalne wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli wzrośnie w 2026 roku od 151 do 186 zł brutto, w zależności od stopnia awansu zawodowego.

Środowisko nauczycielskie uważa jednak, że takie podwyżki są zbyt niskie. Związkowcy przypominają, że po dużym wzroście wynagrodzeń w 2024 roku — sięgającym 30 proc. — kolejne lata przyniosły znacznie niższe podwyżki. W 2025 roku wyniosły one 5 proc., a na 2026 rok zaplanowano jedynie 3 proc. 


Strajk nauczycieli coraz bardziej realny

Przedstawiciele związków zawodowych zapowiadają szeroką akcję protestacyjną jesienią. Według zapowiedzi protesty mogą być organizowane wspólnie przez Wolny Związek Zawodowy „Forum-Oświata” oraz oświatową „Solidarność”. Dopiero co zakończyły "czarny tydzień" protestów szpitale powiatowe, a teraz do demonstracji szykują się nauczyciele. 

Sławomir Wittkowicz w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” stwierdził wprost: propozycje podwyżek na poziomie 2–3 proc. są nie do zaakceptowania dla nauczycieli. Związkowcy ostrzegają, że trudna sytuacja budżetowa państwa i rosnący deficyt mogą dodatkowo utrudnić negocjacje płacowe z rządem.

W szkołach — jak opisuje „Dziennik Gazeta Prawna” — narasta frustracja. Część nauczycieli narzeka, że mimo wcześniejszych podwyżek nadal ma problemy z utrzymaniem się, szczególnie w dużych miastach. Jedna z nauczycielek warszawskiej szkoły podstawowej przyznała, że musi pracować w dwóch szkołach jednocześnie, aby utrzymać się w stolicy.

Nauczyciele wskazują, że rosnące ceny mieszkań, rachunków i codziennych wydatków sprawiają, iż pensje w oświacie przestają być konkurencyjne wobec innych zawodów wymagających podobnych kwalifikacji. Ostatni wielki protest ZNP wraz z innymi związkami organizował w 2019 roku - ogarnął on większość szkół w Polsce, a w wielu miejscach uczniowie byli zwolnieni z zajęć lekcyjnych. 


Pensje nauczycieli w tym roku

Minimalne wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym ma wynosić:

  • nauczyciel początkujący — 5308 zł brutto
  • nauczyciel mianowany — 5469 zł brutto
  • nauczyciel dyplomowany — 6397 zł brutto

Dla nauczycieli z innym poziomem wykształcenia stawki będą niższe. Po uwzględnieniu dodatków i potrąceń pensja wyniesie:

  • od 3800 do 4200 zł netto dla nauczyciela początkującego
  • od 4200 do 4600 zł netto dla nauczyciela mianowanego
  • od 4800 do 5400 zł netto dla nauczyciela dyplomowanego

Trzeba pamiętać, iż na końcową wysokość wypłaty wpływają także dodatki za wysługę lat, dodatki motywacyjne, funkcyjne oraz tzw. trzynastki. 


Nowacka porównała nauczycieli do influencerów 

Dodatkowe emocje wywołała niedawna wypowiedź minister edukacji Barbary Nowackiej w RMF FM. Odnosząc się do pracy nauczycieli, porównała ich do influencerów.

- Panie Marcinie, przecież nie bez powodu wybrał pan ten, jeden z najważniejszych zawodów świata. Bardzo wiele młodych osób mówi, chcemy być influencerami. Pan jest influencerem przy tablicy. Czy powinno się coś zmieniać w wynagrodzeniach? Tak, oczywiście. Ja nie mam co do tego wątpliwości, że nauczyciele powinni zarabiać znacznie więcej - odpowiedziała Nowacka na pytanie słuchacza o pensje w szkolnictwie.  

Fot. Barbara Nowacka, szefowa MEN/PAP

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj4 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo