Jest mi obojętne, kto wydaje ten dziennik oraz inne podobne szczególy z nim powiązane. Nigdy go nie zakupiłem, tak jak dziesiątków innych tytułów prasowych. Ot tak zwyczajnie.
Dzisiaj u jednego osobnika, z którym dzieliliśmy przyjemność podróżowania komunikacją miejską, w oczy wpadła mi strona tytułowa gazety Fakt ze zdjęciami trójki dzieci z przesłoniętymi oczami - ofiar dzieciobójstwa dokonanego przez ojca. I choć nie czytałem tekstu, już sam fotograficzny zwiastun tej publikacji napawa mnie przemożnym obrzydzeniem do ludzi zaangażowanych w jej pojawienie się, pracowników gazety Fakt . Właśnie do nich, nie zaś do abstrakcji, jaką jest w tym kontekście tytuł prasowy. Nie przekonuje mnie tutaj ani slogan o wolności prasy, ani też ten o prawie do informacji. Nie będę wyjaśniał, dlaczego to obrzydzenie u mnie wystąpiło i dlaczego wyżej wspomnianych, a mi nieznanych, pracowników gazety Fakt uważam za nędznych (w znaczeniu nr 5 z linku obok). I nie będę także odwoływał się do zapisów prawa prasowego, bo zapewne jedynie na prawnych kruczkach interpretacyjnych zasadza się tak zwana, w przypadku tych ludzi z Faktu, przyzwoitość. Oczywiście jakże niepotrzebne słowo, staromodne i nic dla niektórych już nieznaczące. I żadnych już innych epitetów nie chce mi się wypisywać, choć można by polecieć gęsto.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)