Ochroniarze izraelskich wycieczek przemierzają np. krakowski Kazimierz całkiem nieźle uzbrojeni, a odessanie któregoś z nich od 'obektów' graniczyłoby z postawieniem na tak zwane nogi połowy krakowskiej policji. Przejazdowi jakiejś znaczącej głowy czegośtam ulicami miasta towarzyszy zwykle zamknięcie całego kwartału lub ograniczenie w nim ruchu kołowego. Nielotne patrole w suczkach wyczekują na rogach ulic i skrzyżowaniach oddalonych niekiedy o kilometr od trasy przejazdu wspomnianej głowy. Ochrona, prewencja, blokada, nakazy, zakazy...jak przy jakowejś strefie ognia, a korki jak na niemieckiej autostradzie podczas fali przedświątecznych powrotów. Wszystko to w kraju w mleko i spokój opływającym.
Prezydent RP (tak często mówi się o poszanowaniu Urzędu) wizytuje terytorium naszego państwa zaprzyjaźnionego. Towarzyszy mu drużyna wiernych ochraniaczy zawsze dbających o Jego pełne bezpieczeństwo. Ale towarzyszy mu do czasu. W pewnym momenciku kolumnę z dwoma Głowami zaczyna prowadzić autobus z dziennikarzami. Wszak oni stanowią najlepsze rozpoznanie; jakież to oczywiste! W którymś międzyczasie (nie wiem pomiędzy czym a czym) i trafem dziwnym, ochraniacze Głowy III i IV Rzeczpospolitej zostają od niej odessani i oddaleni na jakieś 300m przez osobników z miejscowego, gościnnego plemienia. Taka podmianka ekonomiczna - po co dwóm głowom dwie osobne i równie troskliwe grupy bodyguardów. Wystarczą miejscowi fachowcy. Ci obcy być może mają ze swoim 'obiektem' kontakt przez mobilny internet lub sibi radio (choć wątpię). I w tym całym podmiankowym interesie zaczyna przeszkadzać ktoś trzeci - bronią maszynową strąca zbędne cumulusy jakieś 30 m od drogocennych głów. Tak dla sportu (czy może to tamtejszy sport narodowy?).
Słychać go lecz raczej nie widać. Strzela i mówi po rosyjsku (rzadkość na tamtych terenach). Dobrze, że nie mają tam w zwyczaju strzelania znienacka wprost w drogocenne głowy! A może jednak mają? Kto ich tam wie!
Po jakim czasie przyjezdne ochraniacze dotarły spowrotem do swojego 'obiektu' tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że napewno zbyt późno, by zapobiec ewentualnemu odstrzeleniu tegoż w ramach uprawiania tamtejszego sportu. Pytanie, czy to byłoby odstrzelenie jednej, choć wartościowej, prywatnej głowy, czy może odstrzelenie prestiżu urzędu, który ta Głowa sprawuje, poniżenie narodu, który tę Głowę wybrał na swoją reprezentacyjną (między innymi reprezentacyjną), zadrwienie z metod zapobiegania działaniom natrętnych myśliwych polujących na eksponowane głowy? Pytanie, czy taka Głowa naraża jedynie siebie swoimi nieszablonowymi decyzjami czy może coś/kogoś jeszcze? Kolejne pytanie, czy osobnik odpowiedzialny za ochranianie takiej Głowy wykazał się wystarczającym profesjonalizmem, którym ponoć zawsze się charakteryzował? A jeżeli nie, czy powinien nadal pełnić swoją funkcję jak sugeruje to niczym niezrażona Głowa? Czy długoletnia znajomość z Głową usprawiedliwia jego nagłe 'przyśnięcie' podczas pełnienia obowiązków? Może by i usprawiedliwiała, gdyby głowa nie była Głową, natomiast Wizyta była odwiedzinami u cioci Halinki, do której zawitał nieprzewidywalny stryjek Ambroży - zapalony myśliwy po ćwiartce. Ale to jednak jest Głowa i to nie tylko przypisana do jednego, tego prywatnego, ciała.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)