Aż dziw, że partia miłości i jej funkcjonariusze nie formułują zarzutów w tym stylu. Po ataku wściekłych psów, jakiego doświadczyła w ostatnich dniach Marta Kaczyńska, to przecież nie byłoby nic nowego.
Bo przecież:
Premier: Tysiące Polaków czekają na taki gest.
- W setkach sklepów w całym kraju są wolontariusze z takimi skrzyniami. To nie kosztuje właściwie dużo pieniędzy i w ogóle nie kosztuje wysiłku, bo każdy z nas w tych dniach będzie w sklepie, a tysiące naszych rodaków, którzy znajdują się w trudnej sytuacji, czekają na taki gest i taką pomoc - powiedział premier wspierając akcję Banków Żywności.
Premier z małżonką odwiedzili dzisiaj jeden z sopockich sklepów, by przekazać potrzebującym produkty żywnościowe w ramach akcji "Świąteczna zbiórki żywności".
- Serdecznie proszę was o taki drobny zakup, a te święta będą dla nas wszystkich łatwiejsze i przyjemniejsze - zwrócił się z apelem w krótkim filmiku opublikowanym w serwisie www.premier.gov.pl
Czy może być większa żenada?
Pomagać oczywiście trzeba, ale to przecież ten bezczelnie i cynicznie pozujący na tle półek sklepowych "darczyńca" obiecał pięć lat temu, że w Polsce nie będzie już głodnych dzieci.
A jest ich coraz więcej i nie tylko dzieci.
Czy ten jego gest i atak ogarów spuszczonych ze smyczy w tym samym czasie to przypadek?
Może chodzi właśnie o to, aby pokazać, że Polacy głodują, a tu takie wysokie odszkodowanie (wiadomo przecież o nim od dawna, a i opinia Marty o katastrofie nie jest niczym nowym), które Tusk przeznaczyłby od razu dla głodujących dzieci. Marta Kaczyńska nie, jakiż kontrast, co?
Warto w tym momencie przypomnieć cotygodniowe koszty, jakie udało mu się wylatać przez te pięć lat, które wielokrotnie przekraczają odszkodowanie Kaczyńskiej za rodziców i które nie pochodzą od prywatnego ubezpieczyciela, jak to odszkodowanie, tylko bezpośrednio od tych biednych i głodujących.
Jeśli te koszty i te gesty zestawimy, to dopiero widać butę, bezczelność, arogancję i cynizm trudne do zaakceptowania.
Ale jak widać nie dla wszystkich.
Wracając do ataków na Martę Kaczyńską można zapytać do czego dążą ich autorzy?
Przykład angielskiej pielęgniarki z ostatnich dni świadczy, jak łatwo jest zaszczuć człowieka i doprowadzić do ostateczności. Dużo łatwiej jest zaszczuć i zniszczyć człowieka obciążonego traumatycznymi przeżyciami po stracie najbliższych, jak w tym przypadku.
Czy chodzi więc o to, aby doprowadzić do kolejnej tragedii?
Kim, lub czym trzeba być, aby się nad tym nie zastanowić, tylko bezpardonowo atakować dla doraźnych korzyści politycznych, bądź materialnych?
Jakoś opiniotwórcze i niezależne polskie media nie spieszą, aby napiętnować tych bezmyślnych napastników. One ich wręcz kreują i zachęcają.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)