Śmieszny i zarazem tragiczny jest ten korowód Wałęsy z Wyszkowskim.
Śmieszny, bo Wałęsa mimo oczywistych dowodów (nawet z wyłączeniem tych, które udało mu się osobiście zniszczyć) idzie dalej w zaparte i postanowił przed sądem walczyć o swoją cnotę.
Tragiczny, bo wbrew tym dowodom dochodzi do wyroków, które trudno inaczej określić, jak skandal i zaprzaństwo.
I oto po raz kolejny Wałęsa wystąpił do sądu z powództwem przeciw Wyszkowskiemu, ale wkrótce ten pozew wycofał tłumacząc to stanem zdrowia oponenta.
Prawda jest taka, że tym razem sąd postanowił wezwać na świadka (dziwne, że poprzednim razem na to nie wpadł) oficera prowadzącego agenta o pseudonimie Bolek.
Oficer ten już podczas wcześniejszych zeznań powiedział, że agent Bolek, którego z racji funkcji przez wiele lat nadzorował i wypłacał mu honoraria za donosy (znane z przekazu pani Danuty, jako częste i niespodziewane wygrane w Totolotka), to właśnie Lech Wałęsa.
Co ciekawe osobnik ten żyje jeszcze prawdopodobnie tylko dlatego, że w czasie prezydentury Lecha Wałęsy najbardziej zainteresowany i jego otocznie byli przekonani, że jest już właśnie martwy i nic więcej nie powie, inaczej podzieliłby prawdopodobnie los dokumentów, które na polecenie prezydenta były wypożyczone z IPN.
Ostatnio coraz ciekawszych rzeczy dowiadujemy się o naszym "niezłomnym bohaterze".
Jego internowanie, to chyba najlepszy okres w życiu, gdzie wóda lała się strumieniami, a wyżerkę za darmo miał, jak nigdy. Pochwała decyzji Jaruzelskiego w sprawie Stanu Wojennego dopełnia tylko tego obrazu.
Desperacki akt obrony przez posła Halickiego, aby nie tykać ikon, może w tym momencie co najwyżej śmieszyć.
Nie powiem, aby mi to wszystko przynosiło satysfakcję. Wolałbym naprawdę, aby Wałęsa był krystalicznym bohaterem, zwłaszcza, że kiedyś byłem, zapewne nie tylko ja, pod jego wielkim urokiem.
Przykro patrzeć, jak człowiek, który mógł być naprawdę wielki, dziś nie potrafi pogodzić się ze swoja przeszłością i dalej chce budować legendę opartą na kłamstwie.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)