Wysłuchałem właśnie cotygodniowej audycji Moniki Olejnik z udziałem polityków różnych opcji.
Odniosłem wrażenie, że te spotkania służą tylko temu, aby można było porozmawiać o tym, co nowego w minionym tygodniu wynikło u prezesa.
Próbowałem liczyć ile razy w ciągu tej godziny padło nazwisko Kaczyński odmieniane przez różne przypadki, ale pogubiłem się przy liczbie kilkudziesięciu.
Kolejne nowe wtręty rzucane przez Olejnik kończyły się zawsze tak samo, czyli co w tej sprawie powiedział, lub jak odniósł się do niej Kaczyński. To wyglądało, jak jakaś masowa paranoja i fobia, na punkcie człowieka, przecież tak mało znaczącego.
Śmieszy to ciągłe powtarzanie, także tu na Salonie, że to polityk skończony, nieudacznik, bez możliwości wygrania czegokolwiek w polityce, takie zupełne zero i jednoczesne zajmowanie się włącznie jego osobą, która przesłania wszystko inne. Tu ukłon w stronę różnych salonowych Pętaków i Minetów, czy RRK.
Żal mi się zrobiło Jacka Sasina, który jako przedstawiciel PISu, a można było odnieść wrażenie, że jedyny przedstawiciel opozycji, był narażony na wściekłe ataki przedstawicieli wszystkich opcji.
Zastanawiałem się po co jeszcze PIS wysyła tam kogokolwiek?
Zostawić ten sabat czarownic sam sobie i niech przez godzinę spokojnie ujadają i obrzydzają prezesa, skoro nic więcej godnego uwagi w kraju nie ma, a PO, PSL, SLD, RP i inni zgadzają się we wszystkim.
Wtedy będzie już dokładnie, jak w tym straszącym skeczu Górskiego "Co będzie, jak PIS dojdzie do wladzy?"


Komentarze
Pokaż komentarze (11)