Szef MSZ Radosław Sikorski powiedział w poniedziałek w Moskwie, że trzyma za słowo szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, który zadeklarował, iż Rosja podejmie wszystkie kroki, by jak najszybciej przekazać do Polski wrak samolotu Tu-154M.
Ławrow, pytany przez dziennikarzy o zwrot wraku powiedział, że Rosjanie "będą starali się zakończyć prace jak najszybciej, by móc oddać Polsce jej własność". Trudno o bardziej konkretny termin.
Można zapytać, po co ta cała szopka po ponad dwóch i pół roku skoro wcześniej nie spieszyło się, ani jednym ani drugim?
Chyba dlatego, że chodzi o kolejny temat zastępczy, bo gospodarka polska w coraz większej d. i daliśmy się wyprzedzić ostatnio nawet Litwinom. Za sobą mamy już tylko Rumunów i to nie wiadomo, jak długo.
Angielski "gentleman" razem z "piłkarzykiem" załatwią nas chyba na cacy.
Sikorski mimo, że nie dostał żadnej jednoznacznej deklaracji próbuje przedstawić sprawę jako sukces.
Przypomina to rozmowę pewnego ojca z synem. Ojciec, chcąc pokazać, że ma autorytet, pyta wychodzącego z domu syna - Kiedy wrócisz?
Na to syn bezczelnie (podobnie, jak Ławrow) - Kiedy będę chciał.
Ojciec nie tracąc rezonu i dalej próbujący mamić siebie i innych rzekomym ojcowskim szacunkiem odpowiada - Pamiętaj, tylko nie później.
Tu podobnie, strona rosyjska mówi, że odda wrak kiedy im się spodoba i kiedy to oni uznają za stosowne, a Sikorski próbuje przekonać siebie i nas, że coś udało mu sie załatwić.


Komentarze
Pokaż komentarze