jednym zdaniem jednym zdaniem
1377
BLOG

Wigilijna tuba rządzących, tym razem w sutannie

jednym zdaniem jednym zdaniem Polityka Obserwuj notkę 9

Donald Tusk tak pięknie mówił kilka dni temu o miłości i pojednaniu, iż uwierzyłem, że nastąpiła cudowna przemiana i nastrój udzielił się władzy, jak i środowisku dziennikarskiemu wspierającemu tą władzę z całych sił.

Nie zdziwiło mnie też więc, że w dzisiejszym  programie Moniki Olejnik "Gość radia Zet" prowadząca i jej gość ksiądz nadają na tych samych falach sympatycznie się uzupełniając.
Na początek pani MO zakwestionowała miejsce urodzin Jezusa (jakże aktualny temat) opierając się na wypowiedzi innego księdza, który stwierdził, że był to Nazaret, a nie Betlejem (w końcu Jezus nazywany był z Nazaretu, a nie z Betlejem).
Ale oboje pięknie się zgodzili (choć zasiali przy dzisiejszym dniu nutkę niepewności i wątpliwości), że to są tylko szczegóły, a najważniejsza jest przecież Tradycja.


Zdziwiło mnie trochę, że gość rozwinął wątek "semtalogu" Palikota, w którym ten określił swoje siedem przykazań. Palikot nie jest ani gwiaździstą postacią, ani tym bardziej znaczną, aby zajmować się jego przemyśleniami.
Gość całkowicie  odkrył się jednak dopiero na koniec rozmowy i tu miałem odczucie, jakbym słuchał jakiegoś zaprogramowanego leminga.


Na pytanie MO o politykę polską i zarzuty do niej usłyszałem, "że ma już dość ciągłego opowiadania o wrakach , zamachach, nie trawi po prostu już tego, a brakuje mu debaty o przyszłości, o miejscu Polski w Unii Europejskiej".
Zacząłem  zastanawiać się kim jest ten "apolityczny" przedstawiciel Kościoła tak pięknie posługujący się językiem Palikota, Millera, czy Komorowskiego?
Zapamiętałem nazwisko i zacząłem szukać informacji w Necie. Ksiądz Andrzej Luter.


Choć ponad sześć lat przewijałem się w katolickim środowisku akademickim nic mi to nazwisko nie mówiło.
Ale im więcej wątków odkrywałem tym mniej wątpliwości pozostawało.
Ksiądz Andrzej Luter jest kapelanem prezydenta Komorowskiego (ten niuans albo przegapiłem, albo pani Monika "zapomniała" o nim wspomnieć). Zna się z Komorowskim, jak mówi, ćwierć wieku. Jest stałym publicystą m.in. Gazety Wyborczej. Politycznego zacięcia nie stracił wdziewając sutannę. W licznych publikacjach wypowiadał się przeciwko lustracji.

Poniżej tekst o tym kim jest ks. Andrzej Luter– duchowny z poglądami wykluczającymi go z każdego seminarium w okresie przedsoborowym, kapłan zaciągający na samego siebie automatyczną ekskomunikę, człowiek wspierający kłamstwa historyczne, propagujący antypolskie stereotypy, zausznik podłych współpracowników komunistycznych służb bezpieczeństwa. Cóż, skołowani  propagandą Polacy zafundowali sobie takiego a nie innego prezydenta, który z kolei wybrał sobie takiego a nie innego kapelana.Jaki prezydent taki kapelan – i odwrotnie.

Ks. Andrzej Luter – jeden z etatowych “kapelanów” “Gazety Wyborczej” (obok ks. Czajkowskiego alias TW “Jankowskiego”) – po raz kolejny zabrał głos w sprawie lustracji. Tym razem napisał paszkwil na ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.
Pretekstem do ataku stała się głośna ostatnio sprawa TW “Filozofa”, czyli metropolity lubelskiego abpa Józefa Życińskiego. Ks. Andrzej Luter – opisując publicystyczną działalność ks. Isakowicza-Zaleskiego – przyrównał go do Savonaroli, nazwał insynuatorem i “fanatycznym jeźdźcem lustracji”. Napisał też, że postępowanie księdza Isakowicza wywołuje “nieprzyjemną duszność”. Na drugim biegunie ks. Luter postawił postać abpa Życińskiego, pisząc o nim jako o “wybitnym hierarsze”, “intelektualiście najwyższej próby” i “autorytecie, który stał się obiektem wojny podjazdowej grupy lustratorów”.


Kim jest Andrzej Luter? To ksiądz przedstawiany jako zwolennik tzw. katolicyzmu otwartego, duszpasterz dziennikarzy, publicysta m.in. niszowego “Tygodnika Powszechnego” i “Więzi”. Ks. Luter wielokrotnie potępiał lustrację, najczęściej na łamach zaprzyjaźnionej “Gazety Wyborczej”. W 1993 r. porównał w niej “Gazetę Polską” do antysemickich pism w 1968 r. (za publikację “listy Macierewicza”), następnie przez długie lata bronił antylustracyjnego lobby.

W swojej publicystyce ks. Luter często używał demagogicznych i retorycznych chwytów z repertuaru swojego ideowego guru – Adama Michnika. W tekście “Pycha tropicieli teczek” (opublikowanym w “GW” w 2006 r., tuż po zdemaskowaniu jako TW ks. Michała Czajkowskiego) pisał na przykład:

Jakie mamy moralne prawo dokonywać publicznej rzezi człowieka tylko dlatego, że ćwierć wieku temu na chwilę upadł i czynił zło? (…) Żyjemy 17 lat w wolnej Polsce, nie ma już SB szukającej haków na ludzi Kościoła i opozycji, zapomnieliśmy już, czym był totalitaryzm, można zatem, zachowując anonimowość, żyć i grzeszyć swobodnie, bo nikt nas już nie zwerbuje mimo licznych słabości, a czasami podłości… no i wreszcie można lustrować! (“GW” 22 IX 2006)

Ks. Luter zrecenzował też na przyjaznych łamach “GW” książkę Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, nazywając ją dziełem “teologów z IPN”. Oto próbka języka księdza: W istocie “ukąszonym” przez IV RP chodzi tylko o ideologię i politykę. Ich savonarolizm jest niebezpieczny, bo bezwzględny. Czerpią perwersyjną radość z obalania autorytetów. Znaleźć haka i uderzyć kogoś “z salonu” to gratka. Słowo “salon” jako obelga antyinteligencka funkcjonowało w publicystyce hunwejbinów Marca ‘68. W ostatnich latach wróciło do łask. (“GW” 26 VII 2008)

Ks. Luter – podobnie jak inni “kapelani” Adama Michnika – wiele razy apelował o ostrożność w sądach historycznych, a także o kierowanie się miłosierdziem i przebaczanie. Apele te nie przeszkodziły mu jednak wziąć udziału w nagonce na osoby sprzeciwiające się żenującemu spektaklowi “przeprosin” za tragedię w Jedwabnem. Ks. Luter wyraźnie chwalił wówczas katolicką lewicę, która potępiła zaplanowaną rzekomo przez Polaków zbrodnię w Jedwabnem, rzucając jednocześnie gromy pod adresem “narodowoojczyźnianego ciemnogrodu”.

Po tym, jak wyszło na jaw, że ks. Michał Czajkowski przez 24 lata współpracował z komunistyczną bezpiekę (i jako TW “Jankowski” donosił m.in. na ks. Jerzego Popiełuszkę), ks. Andrzej Luter napisał tekst, w którym surowo upominał “radykalnych lustratorów” i “nieprzejednanych tropicieli”. Dziś z podobną pasją atakuje ks. Isakowicza-Zaleskiego – tylko za to, iż ten miał odwagę przeciwstawić się zmowie milczenia w polskim Kościele i nagłośnić sprawę trzynastoletniej współpracy z SB abpa Józefa Życińskiego.

Czas pokaże, kogo ks. Luter wyłaje publicznie po ujawnieniu kolejnego użytecznego dla pewnych środowisk agenta…I jakże się pięknie wszystko wyjaśniło. Jak pasują zacytowane dziś, przy Wigilii, na antenie radia słowa, do ich autora. To taki dyżurny kapłan systemu na trudne dla władzy chwile, który zawsze powie co trzeba.


I jeszcze parę kwiatków z dzisiejszego wywiadu:
Ksiądz Andrzej Luter, w rozmowie z Moniką Olejnik został zapytany o jeden z najgłośniejszych filmów mijającego roku, "Pokłosie".
- To była zbrodnia na naszych sąsiadach. Liczby nie mają znaczenia, one służą samousprawiedliwieniu. A tu nie ma się co usprawiedliwiać, trzeba mówić prawdę- stwierdził Andrzej Luter.
Nawet słowa o tym, że scenariusz "Pokłosia" jest oparty na fikcji literackiej z dalekim odniesieniem do Jedwabnego według Grossa.
 

Monika Olejnik zapytała również o ocenę faktu, że  Prawo i Sprawiedliwość oceniło film jako "antypolski" i rozciągający nieliczne przypadki zbrodni na Żydach na wszystkich Polaków.
- No tak, że to mikrozbrodnia - stwierdził z ironią ks. Luter. - Za to już atakowano Grossa, że w książce ["Złote żniwa" - przyp. red.] podał zawyżone liczby tych ofiar żydowskich. Co tu zmienia liczba? Nic nie zmienia - mówił ksiądz.

Po części, to racja, nie ma znaczenia, czy to było 3000, 300, czy pojedynczy przypadek. Zbrodnia, to zbrodnia. Nie tłumaczy jej nawet fakt, że był to odwet za zbrodnicze zachowania strony żydowskiej wcześniej. Ale okoliczności samej zbrodni, tak niejednoznaczne, przedstawianej tak nieobiektywnie, nie mogą być usprawiedliwieniem ataków na wszystkich Polaków, jako nację.

Nie słyszałem nigdy, aby Żydzi, jako naród, czuli się odpowiedzialni za wyroki śmierci wydawane przez Stefana Michnika, Helenę Wolińską, czy innych zbrodniarzy żydowskiego pochodzenia.
Dlatego dziwi takie łatwe obarczanie winą przez księdza i nie tylko przez niego, wszystkich Polaków.


Monika Olejnik zapytała, dlaczego część biskupów angażuje się w działania na rzecz takiego patriotyzmu. -Niewątpliwie istnieje to upolitycznienie, to coś, co kiedyś biskup Pieronek nazwał zaczadzeniem PiS. To jest fatalne dla Kościoła, dlatego że nie można angażować się politycznie w taki partyjny sposób. Jeżeli mówimy partyjnie, dzielimy ludzi.

A zaraz potem taka "apolityczna" deklaracja:
- Grzechem naszej polityki jest to poczucie absurdu, które ja mam przez cały rok, że rozmawiamy o rzeczach, o których nie mogę słuchać. O wrakach, o zamachach, o trotylu, o nitroglicerynie. Natomiast nie rozmawiamy o tym, czy Unia Europejska się utrzyma, jakie będzie w niej miejsce Polski -


Kolejny szczyt hipokryzji i zakłamania udało zdobyć się "obiektywnym mediom przepełnionym miłością" przy użyciu księdza i to w samą Wigilię.
Na PIS i Kaczorów każde narzędzie jest dobre, a moment odpowiedni.
 

PS.
Zdaje się, że nie przegapiłem tego, po prostu w samej audycji, jak i portalowych doniesieniach związanych z nią, ani słowa o tym, że mamy do czynienia z kapelanem Komorowskiego, aby gość audycji wydawał się bardziej niezależny i obiektywny, a jego słowa prawdą objawioną?
Ot kolejna ze sztuczek, bo nikt przecież nie powie, że jest to bez znaczenia.
 

mało mówię

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka