Ktoś posmarował drzwi mieszkania sędziego Tulei. Ktoś wytropił jego syna - grzmi "Gazeta Wyborcza".
Sędzia Tuleya rzeczywiście wzbudził złość w wielu ludziach i to nie za niski wyrok dla wielokrotnego łąpownika, tylko za kontrowersyjne uzasadnienie do niego. Uzasadnienie, które doczekało się zresztą już logicznego wyjaśnienia.
Co do wyroku, to proszę zauważyć, że na podobną karę skazano w ostatnich dniach Roberta Frycza, autora strony Antykomor.pl i to nie za obrazę prezydenta, tylko za...podrobienie legitymacji.
Podobnie Staruch, nazywany już osobistym więźniem Tuska, dostał "dożywocie", bo siedzi bezterminowo (kolejno wydłuża mu się odsiadkę) za wymyślenie hasła o Toli, bo inne oskarżenia walą się na razie po kolei.
Jako ciekawostka, areszt oficjalnie przedłużany jest na podstawie oskarżeń przez świadka koronnego, gdy na podstawie podobnych oskarżeń tego świadka uznanych za niewiarygodne wypuszczono niedawno gansterów z Pruszkowa.
Jak z tego widać wyroki sądowe są nie zawsze adekwatne do zarzucanych czynów.
Wracając do tytułu, to zastanawia mnie, jak to się dzieje, że dziennikarze Gazety Wyborczej są zawsze pierwsi, gdy dzieją się podobne jak tu przypadki.
Podobnie było przecież przy pomalowaniu pomnika w Jedwabnem, czy tego ufundowanego przez Komorowskiego rosyjskim najeźdźcom z 1920 roku w Ossowie.
Można rzec, jeszcze farba nie wyschnie, a oni już tam są.
Nikt rozumny z prawicy do tego by się nie posunął, bo to tylko strata i kolejne punkty ujemne, wariat może się trafić równo po każdej ze stron.
Istnieje jeszcze jedna możliwość mianowicie prowokacja.
Ktoś może celowo stwarzać takie sytuacje zamiast czekać na nie bezskutecznie. W takim przypadku patrząc komu przynoszą one najwięcej korzyści łatwiej już wytypować sprawcę.
Powtarzam, zakładając że to prowokacja.
Warto by kiedy złapać sprawcę z puszką i pędzlem i pokazać publicznie z jakiej jest redakcji.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)