W czasach licealnych dość długo nie mogłem znaleźć uzasadnienia dla zmuszania nas do obowiązkowej nauki łaciny. Trudy naszego nauczyciela po większej części wydawały się być jałowe i nic nie wskazywało, abyśmy z tej wzajemnej udręki mieli wynieść jakikolwiek pożytek. O ile mnie pamięć nie zawodzi, to w trzeciej klasie pisaliśmy klasówkę polegającą na konieczności przetłumaczenia czterech zdań ( udana translacja dwóch wystarczała na trójkę ). Fraza, która poprawnie powinna brzmieć: Zeusowi z drzew dąb, a z ptaków orzeł były poświęcone w mojej wersji wyglądała tak Zeus w postaci orła latał między dębami. Jednak mimo wszystko trud profesora nie poszedł zupełnie na marne, bo zaszczepił w nas nawyk badania sensu słów i istoty zjawisk, jakie przy ich pomocy nazywamy. Zainteresował też kulturą klasyczną, co w moim przypadku objawiło się przeczytaniem jednej z najbardziej fascynujących książek, z jakimi się w życiu zetknąłem. "Cyceron i jego współcześni" Kazimierza Kumanieckiego to dzieło wybitne, a przy tym niepodważalne świadectwo kilku zjawisk. Siły oddziaływania kultury antycznej, jej trwałego zakorzenienia w naszej cywilizacji oraz głębokiego i autentycznego jej przyswojenia w Polsce. Wbrew wszystkim pozorom jesteśmy w Europie chyba jedynymi szczerymi republikanami i to od samego zarania naszej państwowości.
Opowieść Kazimierza Kumanieckiego napisana wspaniałą polszczyzną, możliwą do użycia chyba tylko przez autora dwujęzycznego, tak jak nasza kultura, dotyczy czasów wyjątkowych i znamiennych. Historyczne i cywilizacyjne doświadczenie upadku rzymskiej republiki z ostatnim jej obrońcą w osobie Cycerona, to fundament wszystkich pojęć jakimi posługujemy się w opisaniu i rozumieniu zjawisk społecznych, nie tylko w ujęciu historycznym, ale także dotyczącym naszej codzienności.
Obserwując bowiem narastający kryzys jaki trawi Europę nie można się oprzeć wrażeniu, że to wszystko już było. Działo się niemal tak samo, na podobnym terytorium i w nieco tylko innych dekoracjach. Wszystkie przesłanki upadku rzymskiej republiki powtarzają się teraz w formule zestawu przyczyn wyraźnie prowadzących naszą cywilizację ku jakiemuś wielkiemu przesileniu, którego przebiegu nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ani skutków wyobrazić, choć instynktownie chyba w większości przeczuwamy nadejście jakiegoś większego "potopu".
W tych warunkach jedni myślą o budowie arki, a inni..... No właśnie. Cyceron związany był ze stronnictwem optymatów, reprezentujących starą rzymską tradycję i wielopokoleniową genealogię patrycjuszowskich rodów. Tyle, że w jego czasach ta elita była już zdegenerowana, oderwana od surowości zasad swoich przodków i ich skłonności do poświęcenia, symbolizowanej przez dobrowolnie spaloną rękę Mucjusza Scaevoli. Przy całej potędze i bogactwach, reprezentowanych przez Pompejusza, Krassusa, Lukullusa, Sullę, Cezara - Rzym był zdolny narzucać światu swoje "imperium" czyli moc wydawania i egzekwowania rozkazów, ale wewnętrznie już gnił, prowokując do działania Katylinę i tym podobne typy. O czasy, o obyczaje - tak to podsumował Cyceron w swoim najsłynniejszym zdaniu, które my teraz z przekonaniem możemy powtarzać, widząc tych, którzy nami rządzą, ale także tych udzielających obecnym paneuropejskim "elitom" swojego wsparcia.
Nic chyba lepiej nie oddaje istoty momentu w jakim się cywilizacyjnie znaleźliśmy, jak ostatnie wystąpienie ministra Sikorskiego. Ten w swoim charakterystycznym stylu i z niemniej swoistym wyrazem twarzy ( !? ) wyraził myśl najlepiej przechowaną w naszych zasobach w formule znanej od pani de Pompadour - po nas choćby potop. My się dobrze bawimy za długi zaciągnięte na wasz koszt, całe dziedzictwo jakie po sobie pozostawimy, to wyłącznie pasywa i bardzo nas to cieszy. Może wy młodzi o tym nie wiecie, ale spadek może się składać wyłącznie z długów i o ile w obrocie cywilnoprawnym spadkobiorca może go w całości odrzucić, albo przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza, czyli ograniczyć odpowiedzialność za długi spadkodawcy tylko do wysokości odziedziczonych aktywów - o tyle wy tego przywileju nie macie. Odziedziczycie wszystkie długi wprost, nie mając dokąd przed nimi uciekać, ani jak się od nich uchylić, dlatego - ha! ha! ha! - jesteście "błogosławieni". Takich właśnie mamy teraz "optymatów", żyjących jednodniową perspektywą użycia, bez oglądania się na skutki i przyszłość.
Doczekaliśmy zatem czasów cycerońskich, gdy upadają wszystkie normy, poza tymi najsurowszymi, nie od człowieka pochodzącymi. Czyli nadchodzi przesilenie i to nie w takich kostiumach o jakich opowiadają nasi przywódcy, że tam jakiś Putin, czy inny "mars napada". Wprawdzie przy odpowiednio dobranych impulsach ludziom da się wmówić wszystko, nawet to, że właśnie wylądowali marsjanie, przed którymi nie ma jak się bronić, ale potop przyjdzie w nieznanej jeszcze formule. Bo zawsze przychodzi, a przetrwanie to tylko kwestia odporności i umiejętności. Z Radziem i jego kolegami na czele, nie mamy szans przeżycia.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)