kelkeszos kelkeszos
122
BLOG

Bezpaństwowcy. O Polsce co nierządem stoi

kelkeszos kelkeszos Socjologia Obserwuj temat Obserwuj notkę 4

"Moskwa dziwny obraz nam przedstawia, łącząc w sobie postawę kolosu z niemocą karła - obszar olbrzymich rozmiarów, ludności ogromnych cyfr, jednak nieodpowiednią rozległości - jako społeczność nie jest narodem, jako układ polityczny nie jest państwem - nie posiada warunków ani jednego, ani drugiego. Moskwa nie zdobyła sobie jeszcze praw przynależnych narodowi i nie jest uorganizowaną jako państwo, a stanowi falangę, czynowników cywilnych i wojskowych, nie mających nic wspólnego ani z narodem ani z państwem. Falanga ta nie jest łącznikiem pomiędzy rządzącymi a rządzonymi, nie wzbudza tego niezbędnego zaufania, nie posiada tej koniecznej harmonii jaka powinna panować w całości państwowej. Falanga ta niepodlega żadnym prawom, tylko woli Cara..." i dalej "Z tych przyczyn Moskwa jest tylko pozornie silną - rzeczywistą siłę rządowi daje państwo dobrze zorganizowane, a państwo powinno czerpać swe zasoby z żywotności narodu. - Tych warunków Maoskwa nie posiada, a tem samem nie jest tak silną jakby się zdawało".

Ta precyzyjna diagnoza zapomnianego polskiego myśliciela ujrzała światło dzienne w 1869r., a więc w czasach dla naszego kraju najgorszych. Po dziś dzień jest w stosunku do Rosji nieprzedawniona, natomiast ze smutkiem należy dodać, że przy niewielkich modyfikacjach nadaje się do ścisłego zdefiniowania obecnego stanu III Rzeczpospolitej. Zamieńmy w cytowanym tekście "Moskwę" na "Polskę", "jeszcze" na "już" i zdajmy sobie sprawę ze swoich rozmiarów. Weźmy przy tym pod uwagę roszczenia sąsiadów, chcących widzieć przestrzeń dla nas pomiędzy linią Knesebecka, a linią Curzona i odpowiedzmy sobie na pytanie, co w tych warunkach robimy z naszą kulturą państwowości. Otóż bezwzględnie ją niszczymy, jak jakaś dzika horda, zainteresowana jednodniowym użyciem, a nie perspektywą choćby kilkupokoleniowego trwania.

W codziennym zalewie informacji z najodleglejszych zakątków świata, umykają nam te najistotniejsze, z naszego własnego podwórka. I to umykają sprzed nosa, bo mierząc ziemię i dalekie morze, nie zauważamy co się dzieje u nas, we własnym domu. A od dawna dzieje się źle, albo bardzo źle. I mając tego stanu rzeczy jak najbardziej namacalne dowody, nie chcemy przyjąć do wiadomości istnienia koniecznych związków przyczynowych, wielokrotnie w dziejach potwierdzonych. Jeden z najwybitniejszych polskich polityków w historii, pewnie dlatego przez jednych wyklęty, przez drugich zapomniany, twierdził, że finanse są duszą ciał politycznych. I tak o nie dbał, że mógł złożyć solenne i prawdziwe zapewnienie, że z powodu finansów Polska nie upadnie. Przy tym działał w arcytrudnych warunkach politycznych, nie dających się porównać z dzisiejszymi. A jakie zapewnienie mogą nam złożyć współcześni nasi politycy? Kraj zmierza ku katastrofie, jego elity nie wiedzą co to hamulec i bieg wsteczny. Te intelektualne i kasowe deficyty najlepiej widać właśnie w finansach publicznych.

Polska zaczyna przypominać Rosję z przedstawionego cytatu, gdzie różne wyrodzone falangi, nie związane ani z państwem, ani z narodem, rozszarpują co się da nie bacząc na przyszłość i to nawet tę najbliższą. Nic bardziej nie obnażyło naszych elit niż ostatnia dyskusja o berlińskich pożyczkach, w której nawet kadra dowódcza wojska, postanowiła wziąć haniebny udział, pokazując jednoznacznie, że poza prowizjami, czy jak to kiedyś mówiono "duserami" od zaciągniętych na pokolenia zobowiązań, nic więcej panów noszących polskie mundury nie obchodzi. Tym samym wojskowi już jawnie postanowili dołączyć do innych grup zawodowych, jak choćby prawnicy, od lat skutecznie manifestujących brak zainteresowania polską państwowością i dobrem obywateli. Dla tak zwanych polskich elit, stojących przy tym dość nisko w światowych i europejskich hierarchiach, liczy się tylko idea jednodniowego użycia, najlepiej oddana w słynnej zasadzie dawnych europejskich feudałów z najwyższych pięter, że po nich to choćby i potop. Ten rzeczywiście nadszedł, bo zawsze przychodzi, a wtedy gilotyna cięła nawet królewskie szyje. Teraz też nadejdzie i pewne tylko ludzie zupełnie oderwani od rzeczywistości nie zauważają zbierających się chmur.

W sytuacji takich zagrożeń jedni budują arkę, inni dalej się bawią, przy tym ci najbogatsi na tajemniczych wyspach i szczytach czarodziejskich gór. Naszych feudałów tam nie wpuszczają, bo ci zajmują miejsca na zbyt niskich szczeblach drabiny. Czasami to może nawet i lepiej. Choć oczywiście to, że nasi rodzimi "europejczycy" omijają najwykwintniejsze światowe speluny, nie oznacza, że omijają je w ogóle. To nie kwestia zasad, tylko kosztów i zaproszeń.

W całej jatce, jaką ostatnio widzieliśmy w naszych mediach w związku z berlińską pożyczką, z założenia mającą się przekształcić w "bajońskie sumy", jak to już raz było, pojawił się jednak promyk nadziei. To odporność Prezydenta i jego otoczenia. Oby wytrwał. Cud czerwcowy z ubiegłego roku sprawił, że rządzący Polską bezpaństwowcy z różnych "falang", dostali jednak jakieś wędzidło. Na ile to pomoże, trudno wyrokować. Przyszłość i to ta najbliższa nie wygląda zachęcająco. Czyli znowu do wioseł i w drogę.

kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo