fot. Radio Wrocław
fot. Radio Wrocław

Porażające nagranie z Bystrzycy Kłodzkiej. Ofiara miała dużo za uszami?

Redakcja Redakcja Przestępczość Obserwuj temat Obserwuj notkę 35
Tragiczne wydarzenia w Bystrzycy Kłodzkiej wstrząsnęły opinią publiczną, ale reakcja części mieszkańców może zaskakiwać. Po śmiertelnej strzelaninie, w której zginął 26-latek, pojawiły się głosy wsparcia dla zatrzymanego instruktora strzelectwa. W tle sprawy pojawiają się także nieoficjalne ustalenia i nagrania, które rzucają nowe światło na okoliczności zdarzenia.

Areszt dla instruktora strzelectwa

Sąd Rejonowy w Kłodzku zdecydował o tymczasowym aresztowaniu Borysa B., instruktora strzelectwa podejrzanego o zastrzelenie 26-latka. Mężczyzna spędzi w areszcie co najmniej dwa miesiące. Sąd uzasadnił decyzję obawą matactwa oraz grożącą mu surową karą – nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

Do zdarzenia doszło w piątek wieczorem między blokami przy ulicy Osiedlowej w Bystrzycy Kłodzkiej. 26-latek został śmiertelnie postrzelony z broni palnej.

Podejrzany nie przyznaje się do winy i utrzymuje, że działał w obronie koniecznej.

Prokuratura: powrót z bronią i śmiertelne strzały

Z ustaleń śledczych wynika, że czterech mężczyzn spotkało się przypadkowo na osiedlu. Między trzema z nich a instruktorem strzelectwa miało dojść do kłótni, po której wszyscy się rozeszli.

Według prokuratury, Borys B. wrócił następnie do domu, zostawił psa, zabrał legalnie posiadany karabinek i ponownie pojawił się na miejscu. Tam miał oddać strzał ostrzegawczy, a następnie kolejne – w kierunku 26-latka.

Mężczyzna zginął na miejscu. Przy jego ciele znaleziono kastet. Dwaj jego znajomi uciekli, a później wrócili i próbowali udzielić pomocy.

Mieszkańcy stają po stronie zatrzymanego

Jeszcze tego samego dnia przed sądem w Kłodzku zebrała się grupa mieszkańców, którzy sprzeciwiali się aresztowaniu podejrzanego. W ich ocenie mężczyzna mógł działać w obliczu realnego zagrożenia.

– Bystrzyca się boi. Wieczorem się po prostu nie wyjdzie z domu – mówiła jedna z protestujących kobiet.

Wśród mieszkańców pojawiały się także zarzuty wobec służb o brak reakcji na wcześniejsze incydenty i poczucie narastającego zagrożenia w okolicy.

Nagrania i nieoficjalne ustalenia rzucają nowe światło

W sprawie zaczęły pojawiać się również materiały, które mogą wpływać na odbiór śledztwa. Dziennikarz Marcin Torz opublikował w serwisie X porażające nagrania. Widać na nich sceny przemocy i poniżania jednego z mężczyzn. Według ustaleń redakcji Salon24, które nie zostały oficjalnie potwierdzone, osobą dopuszczającą się tych zachowań miał być 26-latek, który zginął w strzelaninie.

Z nieoficjalnych informacji wynika również, że środowisko, w którym obracały się osoby biorące udział w zdarzeniu, mogło mieć związek z przestępczością – w tym konfliktami na tle narkotykowym i finansowym. Te doniesienia nie zostały jednak potwierdzone przez prokuraturę.

Do momentu publikacji artykułu nie udało nam się skontakotować z Prokuraturą Okręgową w Świdnicy. 


Relacja świadka: „czekał na nas”

Nową wersję wydarzeń przedstawiono także w materiale opublikowanym przez Kanał Zero. Reporterka dotarła do jednego z mężczyzn, który miał uczestniczyć w zdarzeniu i znał zastrzelonego 26-latka.

Z jego relacji wynika, że konflikt miał dotyczyć nie samego podejrzanego, lecz jego krewnego. – Nic do niego nie mówiliśmy, tylko wyzywaliśmy jego kuzyna – twierdzi świadek.

Według tej wersji, po wcześniejszej sprzeczce mężczyzna miał udać się po broń i wrócić w okolice osiedla, gdzie – zdaniem rozmówcy – czekał na grupę.

Świadek utrzymuje, że w momencie ponownego spotkania nie dochodziło już do prowokacji, a strzały padły nagle. Relacjonuje, że 26-latek znajdował się na przedzie grupy i to w jego kierunku oddano ogień.

Sprawa pełna sprzecznych wersji

Na obecnym etapie śledztwa ścierają się dwie zasadnicze narracje. Z jednej strony prokuratura wskazuje na działanie z zamiarem bezpośrednim, z drugiej – sam podejrzany oraz część mieszkańców sugerują, że mogło dojść do sytuacji obrony koniecznej.

Dodatkowe informacje, w tym nagrania i relacje świadków, pokazują, że osoby uczestniczące w zdarzeniu mogły funkcjonować w środowisku, gdzie przemoc i konflikty nie były czymś wyjątkowym. To jednak okoliczność, która – nawet jeśli się potwierdzi – nie przesądza o odpowiedzialności karnej w tej konkretnej sprawie.

Ostateczne ustalenia należeć będą do sądu.

Mateusz Pacak

fot. Radio Wrocław 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj35 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo