brat Damian brat Damian
84
BLOG

Narcyzm w polityce

brat Damian brat Damian Socjologia Obserwuj temat Obserwuj notkę 1
Od Tamerlana do Trumpa

Na zachód od jeziora Issyk-kul przy dolinie Tujup znajduje się gigantyczny kopiec z kamieni, a obok wielokrotnie mniejszy kopiec porośnięty trawą. Przełęcz San-Tasz ma zaledwie 2000 metrów wysokości, jest szeroka i płaska. Tędy przechodzi granica między Kazachstanem i Kirgistanem. W przeszłości, w czasach Jedwabnego Szlaku była to droga o strategicznym, międzykontynentalnym znaczeniu. Dzisiaj nie ma tutaj nawet dobrego asfaltu.

Tamerlan był jednym z najpotężniejszych władców wszechczasów. Z lokalnego watażki stał się rządcą gigantycznego imperium sięgającego od Rosji (pokonany przez niego chan Złotej Ordy Tochtamysz uciekł aż na Litwę) do Chin, zajął Afganistan do północnych Indii (złupił Delhi), Persję, dzisiejszy Irak, toczył zwycięskie wojny na Kaukazie, z Turkami i egipskimi Mamelukami. Przegrał tylko jedną bitwę, a nawet wtedy dowodzone przez niego oddziały nie poniosły klęski. Napisany przez niego Kodeks, który właśnie przeczytałem, ukazuje go jako niezwykle pragmatycznego i rozsądnego władcę i dowódcę. Wyśmienicie organizował struktury państwowe, każdą kampanię wojenną starannie przygotowywał, zawsze słuchał doradców, kiedy mógł używał dyplomacji zamiast oręża, był przy tym wzorowo okrutny. Kiedy już zawładnął tak ogromnym imperium powstała u niego szalona myśl, aby zawojować Chiny. Przyszykował gigantyczną armię liczącą prawdopodobnie 200000 wojowników. Gromadzono gigantyczne zapasy na wojnę, przygotowywano logistykę, ale podczas wyprawy Timur zachorował i zmarł w 1405 r. Szaleństwa nie udało się zrealizować.

Według legendy kamienny kopiec San-Tasz, co znaczy „liczenie kamieni” powstał w ten sposób, że Tamerlan rozkazał, aby na początku wyprawy do Chin każdy z jego żołnierzy położył jeden kamień na kopiec, a kiedy wracali zdziesiątkowani chorobami, mrozem, walkami i głodem ocaleni żołnierze wielkiego wodza przełożyli po jednym kamieniu na drugi, maleńki kopiec. Fantastyczne marzenie okazało się druzgocącą porażką.

Każdemu wielkiemu wodzowi, jeśli ciągle odnosi sukcesy grozi narcystyczny odlot. Tak było z Napoleonem i Hitlerem, kiedy ruszyli na Rosję, tak było z Putinem, kiedy ruszył na Ukrainę, tak jest też teraz z Trumpem. Zresztą narcyzm, który napędzany jest ukrytym poczuciem niższości, jest charakterystyczną cechą wszelkich wielkich władców i zdobywców. W końcu traci się poczucie realności i stawia cel, który jest bardzo ryzykowny lub wręcz niemożliwy do osiągnięcia. Prorocy Starego Testamentu nieustannie przestrzegali władców Asyrii, Babilonii czy Egiptu, że mimo potęgi ich władza jest bardzo chwiejna, a czym wyżej wzniesie się ich pycha, tym niżej upadną. Narcyzm, który jest rodzajem nie tylko pychy, ale i samoubóstwienia jest w końcu zawsze działaniem samobójczym. Trump, który jest wręcz wzorowym wcieleniem narcyzmu, szybko uległ pokusie.

Bynajmniej nie uważam, że napaść na Iran jest z gruntu zła. Zły jest reżim ajatollahów, który od dekad nie tylko torturował swój naród, ale był nieustannym zarzewiem wojny na Bliskim Wschodzie (Hezbollah w Libanie, Syria Asada, Hamas, Huti w Jemenie). Nie żal mi Strażników Rewolucji i Chamenei. Kto mieczem walczy, od miecza ginie. Obalenie tyranii w Iranie byłoby wyrwaniem kolejnego trybiku z „osi zła” jaką stanowią despotie Rosji, Chin, Korei Północnej, Syrii, Iranu, Kuby, Wenezueli. Wojna z Iranem ma mnóstwo pozytywnych aspektów, choćby to jak spotulniały Chiny i Rosja, kiedy zobaczyły, że Ameryka nie tylko potrafi szantażować siłą jak oni, ale również jej użyć. Można nawoływać do pokoju, ale co z tego będą mieli mieszkańcy Korei Północnej czy Kuby? Co z tego mają Irańczycy, którym Strażnicy Rewolucji wyrywają paznokcie i mordują? I czy jest moralne, że przez dziesięciolecia świat patrzy obojętnie na upodlenie tych narodów. A przy okazji: kubańscy komuniści wypuścili właśnie 2000 więźniów i trudno nie połączyć tego z wojną w Iranie – Trump nie jeden raz powiedział, że Kuba będzie następna.

Rozumiem nawoływanie Papieża do pokoju, ale kiedy zaczęła się wojna? Czy zabicie kilka miesięcy temu przez szyicką dyktaturę kilkudziesięciu tysięcy Irańczyków, to nie była wojna? Czy nie trzeba było wtedy głośno wołać o zakończenie przelewu krwi? Niestety Iran od pewnego czasu robił usilne umizgi do Watykanu, aby pokazać „ludzką twarz” na arenie międzynarodowej. Złych facetów niestety nie da się przywołać do porządku wyłącznie modlitwą.

Prawdziwy mężczyzna nie tylko zaczyna, ale też umie zakończyć. Trump dostał, jak to mówił towarzysz Stalin, „zawrotu głowy od sukcesów”. Tym razem szczęście go zawiodło, a ryzyko pokazało swój zjadliwy uśmiech. Intuicja nie wystarczyła, aby zakończyć walkę z muzułmańskim fanatyzmem, a szczególnie z szyicką gloryfikacją męczeństwa. Ameryka nieźle przetrzepała Iran, ale chyba marne widoki, aby zakończyć projekt spektakularnym sukcesem. Może jeszcze Trump coś wymyśli, ale koszty operacji są dla wszystkich coraz większe, czas ucieka. Tak więc czy Trump jest czy nie jest impertynentem, który doprowadza do gorączki jajogłowych całego świata, niezbyt mnie obchodzi, ważniejsze jest jaki jest rezultat jego działań, bo jak wiadomo po owocach ocenia się drzewo, a nie po tym jak szumią na wietrze liście.

Paradoksalnie Trump znalazł się w takiej samej sytuacji jak Putin. I choć z punktu widzenia moralności nie można porównywać napaści na Ukrainę z wojna z Iranem, to jednak widać, że i tu, i tam wojnę łatwo było zacząć, trudniej zakończyć. W obu wypadkach jej cel jest płynny i ciągle się zmienia (likwidacja potencjału nuklearnego Iranu? Złamanie jego armii? Zmiana reżymu? Ochrona Izraela?). Ataki Iranu na sojuszników USA w Zatoce, mają ten sam charakter i skutek, co ukraińskie naloty na rosyjskie rafinerie i fabryki. Trump może jeszcze Iran docisnąć, może ogłosić, że wygrał, może negocjować, ale czas nie działa na jego korzyść, podobnie zresztą jak w przypadku Putina. Jeśli Donald straszy, że uderzy w energetyczną infrastrukturę Iranu, to niech najpierw skonsultuje się u przyjaciela Władymira, czy ta taktyka na Ukrainie przyniosła jemu sukces? I czy to będzie atak w ajatollahów, czy raczej w prostych Irańczyków? Różnica między nimi w tym, że Putin walczy o życie, Trump o słupki popularności. Chyba jednak czym szybciej skończy się wojna, tym szybciej może paść pokiereszowany reżym ajatollahów, ponieważ trudno sobie wyobrazić rewolucję podczas amerykańskich nalotów, a gdy się skończą, reżym już nie będzie się mógł karmić samobójczym entuzjazmem, a równocześnie wrócą te same problemy co przed wojną, tylko na większą skalę.

Dla nas, dla Zachodu, Europy ważne jest, aby ta awantura zakończyła się sukcesem. Jednocześnie mała jest nadzieja, że Trump w wieku 80 lat jest w stanie pokonać choć w jakimś stopniu swój narcyzm i wyciągnąć wnioski z realności. Pokonanie samego siebie jest najtrudniejsze i nazywa się „pokora”. Patrząc na jego ostatni wpis o Allachu, myślę że republikanie mają problem, amerykańska demokracja ma problem i my mamy problem. Czy ktoś da radę wyhamować Donalda, czy też sprawy zaszły za daleko i wypadnięcie z trasy jest nieuniknione? Wezwanie Papieża o pokój, tak czy inaczej, jest bardzo aktualne.


brat Damian
O mnie brat Damian

br. Damian TJ. Urodzony 1968 Lublin, uczęszczał do liceum Zamoyskiego. Należał do związanego z „Solidarnością” Niezależnego Ruchu Harcerskiego, potem do podziemnego Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”. W 1987 wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Gdyni. Zakończył filozofię w Krakowie na Wydziale Filozoficznym TJ (specjalizacja „kultura, estetyka, mass-media, kino”). Praca dyplomowa u bp. Jana Chrapka. Od 1991 pracował w TVP, jako dziennikarz i producent. Przechodzi szkolenie telewizyjne w Kuangchi Program Service – Tajwan. W 1996 wyjechał na Syberię, gdzie organizuje Studio Telewizyjne „Kana” w Nowosybirsku. Korespondent TVP i Radia Watykańskiego. Pomaga w szkolenia dziennikarzy z Europy Wschodniej w „European Center for Communication and Culture” w Falenicy. W 1999 rozpoczyna studia podyplomowe w szkole filmowej w Moskwie. W tym samym roku składa śluby wieczyste. Studia kończy w 2004 filmem dyplomowym „Wybacz mi Siergiej”, który uzyskał liczne nagrody na międzynarodowych festiwalach http://www.forgivemesergei.com. Wyjeżdża do Kirgizji - praca charytatywna Kościoła Katolickiego (więzienia, domy inwalidów) i prowadzi Klub Filmowy przy Ambasadzie Watykanu w Biszkeku. W 2006 wyjeżdża na południe Kirgizji, pomaga przy zakładaniu nowych parafii w Dżalalabadzie i Oszu www.kyrgyzstan-sj.org . Buduje i kieruje Domem Rekolekcyjnym nad jeziorem Issyk Kul, gdzie co roku przebywa ponad 1000 dzieci (sieroty, inwalidzi, dzieci z ubogich rodzin, dzieci i młodzież katolicka, studenci muzułmańscy) www.issykcenter.kg . Zakłada Fundacje Charytatywną “Meerim Bulak – Źródło Miłosierdzia” i społeczną „Meerim nuru”. Kapelan więzienia - w tym zajęcia w grupie AA. 2012 w Pawłodarze (Kazachstan). 2012-13 w Domu rekolekcyjnym w Gdyni i w portalu Deon w Krakowie. 2013-14 w Moskwie – odpowiada za sprawy finansowe, prawne, organizacyjne i budowlane Instytutu Teologicznego św. Tomasza. Od 2014 pracuje w Radiu Watykańskim w Rzymie. Od IV 2016 pracuje w TVP przy przygotowaniu transmisji z ŚDM. Współpracował z różnymi stacjami telewizyjnymi i redakcjami jako reżyser i dziennikarz. Pisze artykuły między innymi do „Poznaj Świat”, „Góry”, „Gość niedzielny”, Alateia i „Opoka”. 2017-2023 ekonom Apostolskiej Administratury w Kirgistanie, dyrektor kurii, ekonom jezuitów w Kirgistanie, ekonom Fundacji "Meerim Nuru" i Centrum Dziecięcego nad j. Issyk-kul, budowniczy katedry. Obecnie pracuje w Kolegium jezuitów w Gdyni i pomaga Ignacjańskim Centrum Formacji Duchowej.  Przewodnik wysokogórski: organizował wyprawy w Ałtaj, Sajany, Tuwę, Chakasję, na Bajkał, Zabajkale, Jakucję, Kamczatkę, Ałaj, Pamir i Tienszan, Półwysep Kolski. www.tienszan.jezuici.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo