Jest rok 2014. Wsiadam do taksówki na lotnisku Fumicino i jadę w kierunku Watykanu – będę pracował w Radiu Watykańskim, a dokładnie będę głosem Franciszka dla Polski. Taksówkarz jak tylko zorientował się, że jestem osobą duchowną zaczął komplementować nowego papieża, że zniósł te przykazania, które już dawno są przestarzałe. Z ciekawością dopytuje się jakie? – wiadomo taksówkarze są zawsze najlepiej poinformowani: „No rozwody, aborcja, prezerwatywy, geje – teraz to normalna rzecz i dobrze, że papież zrozumiał, iż nie ma co już ludziom takich spraw narzucać.” Można się pośmiać z wiedzy teologicznej rzymskiego taksówkarza, ale taki był odbiór Franciszka wśród ludzi stojących dalej od kościelnej kruchty. Media bardzo lubiły Franciszka i wielu mu wybaczały, jak żadnemu papieżowi. Wyciągały radośnie każdą wypowiedź bardziej „na lewo”, zarazem promowały jego osobowość i wybrane elementy nauczania (ekologia, emigranci, biedni), ale i Franciszek wydaje się, że lubił media i starał się być dla nich lekkostrawny. To był ten „efekt Franciszka”, choć dosyć jednostronny i często powierzchowny.
Na rocznicę śmierci jedni szczerze, drudzy nieszczerze, piszą to i owo o pontyfikacie mojego współbrata, wiec i ja dodam szczyptę dziegciu do beczki miodu. Po pierwsze było w tym pontyfikacie jakieś rozjechanie między słowami, a faktami. Franciszek wydawał się potwierdzać przekonanie wielu, że oto nastąpi jakaś epokowa zmiana w życiu Kościoła. Po „konserwatywnym” Wojtyle, wycofanym Benedykcie, wielu oczekiwało jakiegoś zasadniczego zwrotu. Niektórzy, szczególnie z obrzeży Kościoła, miało nadzieję na jakiś nowy ruch, nowy powiew. Chyba tego obiecywali sobie kardynałowie na konklawe 2013. I Franciszek tą nadzieję spełnił – tylko pytanie czy ten nowy ruch spowodował, że napłynęła czysta woda, czy raczej, że woda została zmącona?
Jeśli pamiętamy, pod koniec pontyfikatu Bendykta krążyło w mediach szereg krytycznych uwag na jego temat. Jedna z nich mówiła, że Benedykt nie panuje nad swoim otoczeniem i Watykanem, czego wyrazem miało być wzmocnienie za jego rządów lewandowej mafii. O lewandowej mafii w Watykanie pisali ci sami dziennikarze, którzy zazwyczaj pieli zachwyty na temat … LGBT. Ci watykaniści opisywali Benedykta jako człowieka słabego i niezdecydowanego, a jeszcze kilka lat wcześniej pisali, że Ratzinger to Panzerkardinal. Tak więc czołg czy słabak? Niektórzy wręcz spekulowali, że to właśnie świadomość omotania przez lewandową mafię spowodowała rezygnację Benedykta. Pod koniec jego pontyfikatu pojawił się postulat, że nowy papież musi zrobić porządek z homoseksualnym lobby w Kościele. I co w tym względzie zdziałał Franciszek?
Już w 2014 roku jesienią Franciszek zwołał nadzwyczajny synod biskupów, którego tematem miała być rodzina, a faktycznie stała się promocja LGBT. Grupa biskupów wstawiona przez Franciszka do sekretariatu Synodu próbowała przepchnąć wbrew większości ojców synodalnych dokument „otwierający” Kościół na LGBT, zezwalający na komunię dla rozwodników i tolerujący współżycie przed ślubem. Dla biskupów był to szok! Pamiętam jak abp. Gądecki przyszedł do Radia zdruzgotany tym, co się działo na Synodzie i tylko powtarzał, że jest to zaprzeczeniem całego nauczania JPII o rodzinie. A co Franciszek? Nabrał wody w usta. Zachowywał się tak jakby to nie on ten Synod zorganizował i tylko przebąkiwał o „radykałach z lewa, i z prawa”, nie zajmując jasnej pozycji wobec zaistniałej kontrowersji. Puszka Pandory została otwarta.
3 października 2015 ks. Krzysztof Charamsa z diecezji pelplińskiej, pracujący w Kongregacji Nauki Wiary, ogłasza w Rzymie przed licznie zgromadzonymi dziennikarzami o swoim coming-out, równocześnie piętnując struktury Kościoła za zakłamanie w kwestii stosunku do homoseksualistów. Oczywiście był on podwładnym kard. Müllera, człowieka Benedykta XVI, ale nietrudno zauważyć, że to kompromitujące wydarzenie ma miejsce po „tęczowym” Synodzie Biskupów. Sam Synod odrzucił w końcu intrygancką próbę „legalizacji” homoseksualizmu w Kościele, ale niewątpliwie był to sygnał, ze lewandowa mafia przy Franciszku zyskała na sile, pozwalając sobie na bezczelne próby zmiany nauczania Kościoła. I na tym tle trzeba widzieć wystąpienie ks. Charamsy.
W następnych latach Franciszek spotykał się z przedstawicielami LGBT dając dwuznaczne sygnały na temat swojej oceny tego zjawiska. Już w 2013 roku na początku pontyfikatu, podczas powrotu z podróży do Brazylii, Franciszek wypowiedział słynne słowa: „Jeśli ktoś jest homoseksualistą i z dobrą wolą poszukuje Boga, kimże jestem, aby go osądzać?”. Słowa, która przez mainstreamowe media zostały odczytane jako zapowiedź zmiany w podejściu kościoła do homoseksualizmu. Mimo jasnego nauczania Kościoła w kwestii homoseksualizmu (sama skłonność jako niezależna od woli nie jest grzeszna, natomiast przyzwolenie na wypływające z niej czyny jest grzechem) wysyłał wielokrotnie, w charakterystycznym dla siebie zagmatwanym stylu, niejasne sygnały na ten temat.
Taka postawa zaowocowała w końcu wydaniem w 2023 r., przez Kongregację Nauki Wiary, kierowaną przez pupila Franciszka kard. Fernándeza, miernego teologa, który wcześniej miał problemy … z tą samą Konregacją ze względu na jego podejrzane wypowiedzi na temat seksualizacji duchowości, deklaracji „Fiducia supplicans” dopuszczająca możliwość błogosławieństwa dla związków homoseksualnych. Ta deklaracja jest niewątpliwie największym sukcesem lawendowej mafii w całej historii Kościoła. Oto w sposób zagmatwany, ale jednak dokonano w dokumencie Watykanu jakiegoś ukłony w stronę społeczności LGBT. Ukłony, który według taktyki salami miałby być pierwszym krokiem w zmianie podstaw nie tylko nauczania moralnego Kościoła, lecz także relatywizacji Objawienia zawartego w Biblii. Mój inny współbrat kard. Hollerich już zapowiadał, że niedługo będą małżeństwa LGBT. Niestety Franciszek zmarł – nie zdążyli. „Fiducia supplicans” doprowadziła do „miękkiej” schizmy w Kościele: afrykańscy biskupi jednym głosem odmówili stosowania dokumentu na swoim kontynencie i Franciszek to … zaakceptował. Typowy przykład stosowania zasady „dwóch prawd”: duszpasterskiej i doktrynalnej.
Mamy jeszcze kilka ciekawych przykładów jak Franciszek „walczył” z homolobby i innymi nadużyciami na tle seksualnym w Kościele. Leon XIV zaraz na początku swojego pontyfikatu odesłał z Watykanu do domu, do Argentyny, oskarżonego o nadużycia wobec kleryków bp. Gustavo Zanchettę, aby odbył tam karę więzienia. W 2013 Franciszek roku mianował Zanchettę ordynariuszem diecezji Orán. Cztery lata później biskup niespodziewanie ustąpił ze stanowiska jakoby ze względu na napięte stosunki z duchowieństwem i autorytaryzm. O dziwo znalazł zatrudnienie w Rzymie, gdzie Franciszek stworzył specjalnie dla niego nowe stanowisko asesora w Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej (APSA), a więc osoby numer 2 w instytucji odpowiedzialnej za sprawy ekonomiczne oraz zarządzanie majątkiem ruchomym i nieruchomościami Watykanu. Rok później wyszło na jaw, że rzeczywistą przyczyną opuszczenia przez hierarchę diecezji były oskarżenia o molestowanie homoseksualne kilkunastu kleryków. Dostojnik został zawieszony w pełnieniu obowiązków w ASPA. W listopadzie 2019 prokuratura w Argentynie postawiła mu zarzuty molestowania seksualnego dwóch kleryków. Zanchetta oświadczył, że powróci z Watykanu do Argentyny na czas procesu. 4 marca 2022 sąd prowincji Salta skazał go na cztery i pół roku więzienia. W listopadzie 2024 roku hierarcha niespodziewanie uzyskał zgodę sądu na opuszczenie kraju i wyjazd do Rzymu – oficjalnie na leczenie w klinice Gemelli. Tym samym przeszedł do historii Argentyny jako jedyny więzień, który nie odbywał kary, siedząc w więzieniu, jak inni skazańcy, lecz mieszkając sobie spokojnie w Watykanie. Za oceanem jego sprawa wywołała oburzenie, rodząc pytania o przyczyny uprzywilejowanego statusu Zanchetty.
Podobna historia była ze słynnym słoweńskim jezuitą i artystą Markiem Rupnikiem, którego mozaiki pokrywają cały świat, w tym sanktuarium św. Ojca Pio w San Giovanni Rotundo czy łagiewnickie sanktuarium Jana Pawła II. Oskarżenia o wykorzystywanie przez Rupnika sióstr, z założonego przez niego zgromadzenia, pojawiły się już w latach 90tychy, kiedy to z terenu swojej diecezji wydalił go jeden ze słoweńskich biskupów. W 2017 Rupnik był autorem logo na Rok Miłosierdzia Franciszka. Skandal wybuch z całą siłą w 2021, ale kiedy władze zakonu chciały sprawę definitywnie załatwić, spotkały się z niechęcią Watykanu. I nie dziwić się temu, bo zaledwie w 2020 (sic!) na zaproszenie Franciszka Rupnik głosił … rekolekcje dla Kurii Rzymskiej! Kiedy trwał już proces Ojciec Mark w 2022 zdążył jeszcze zrobić logo na Światowy Dzień Rodziny. Co więcej Franciszek zdjął z niego ekskomunikę, a Kongregacja Nauki Wiary przerwała dochodzenie w związku z przedawnieniem sprawy. Mark Rupnik był oskarżony o jedno z najcięższych według KPK przestępstw: spowiadał wykorzystywane przez siebie zakonnice. W 2024 Rupnik był wciąż konsultantem Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.
I jeszcze jedna podobna historia z okresu Franciszka: mimo wielotysięcznych demonstracji, protestów parlamentarzystów, i przede wszystkim mimo swoich bezkompromisowych wypowiedzi o pedofilii w Kościele, Franciszek mianował bp Juan Barros Madrid, oskarżonego o krycie największego księdza-pedofila w historii Chile, ordynariuszem Osorno. Na jednej z audiencji generalnych grupa chilijskich katolików przedarła się do Franciszka, mówiąc mu o pedofilskim skandalu w Chile. Ku ich zdumieniu Papież odburknął: „To propaganda lewaków!”. Po jakimś czasie nagranie tej wypowiedzi trafiło do internetu, a Franciszek wezwał cały episkopat chilijski (który sam podał się do dymisji!), by „batożyć” tych biskupów za … swoją własną nominację.
W 2019 roku w Watykanie odbyła się „historyczna” konferencja nt. ochrony nieletnich. Media nagłaśniały ją jak mogły, tak jakby ni JPII, ni Benedykt, nic nie czynili w tym względzie. Opowiadał mi bp Schneider z Kazachstanu, który reprezentował Azję Centralną, że owszem na konferencji można było gromić pedofilię ile wlezie, natomiast zmowa milczenia zabraniała pisnąć słowo, że zdecydowana większość księży pedofilii to … homoseksualiści. Nie wolno było niszczyć pozytywnych relacji Watykanu z LGBT, które zostały stworzone za pontyfikatu Franciszka.
I tak podsumowując nie słyszałem, aby za pontyfikatu Franiciszka przeprowadzone jakiekolwiek „czystki”, które uderzyłyby w lewandową mafię w Watykanie. Na odwrót: pierwszy raz w historii ta grupa nie tylko próbowała w dokumentach Kurii rzymskiej propagować swoje interesy, to nawet udało się jej tego dokonać! Równocześnie mimo werbalnych zapewnień o stanowczej walce z nadużyciami seksualnymi w Kościele Franciszek sam poprzez nierozważne działania i wypowiedzi wiele razy blokował rozwiązanie tego typu problemów. Już nie wspomnę o zapraszaniu zwolenników aborcji do poważnych watykańskich gremiów (np. do Papieskiej Akademii Życia Mariana Mazzucato, Roberto Dell'Oro, Nigel Biggar czy Lilianne Ploumen). Obściskiwanie się z różnymi liberałami oraz wrogami chrześcijaństwa było bez wątpienia próbą budowania mostów. Według mnie próbą o tyle naiwną, co i bezskuteczną. Moje zasadnicze wrażenie jest takie, że Bergoglio prezentował chrześcijaństwo light, niekontrowersyjne, przyjazne wszystkim, nie kłócące się o sprawy zasadnicze, lekkostrawne i sprawnie płynące w mainstreamie. Ekologia, uchodźcy, bezrobocie, pokój, walka z kapitalizmem – to bezpieczne tematy wałkowane przez wszystkie portale świata i w tym chórze głos papieża ładnie się wpisywał. W takim duchu po części są napisane Fratelli tutti i Laudato si. Pod nimi mogą się podpisać bojownicy Greenpeace, BLM i „occupy wall street”. Tylko czy taka „wersja” Ewangelii przekładała się realnie na to, że ci do których docierała, ci którzy kościoły rzadko, albo w ogóle nie odwiedzają, zaczęli do nich ciągnąć? Nie, myślę, że raczej uspokoili się, że u nich wszystko w porządku i że Kościół razem z całym światem kroczy w kierunku świetlanej przyszłości. Taką właśnie myśl przedstawił mi rzymski taksówkarz.
I jeszcze jedno zabawne skojarzenie. Sposób rządzenia Kościołem przez Franciszka o dziwo bardzo mi przypomina zachowanie … Trumpa. Ta sama spontaniczność i skłonność do szybkiego wypowiadania nieprzemyślanych idei, ciągła zmiana narracji, „słaba” pamięć co do własnych, wczorajszych słów, woluntaryzm i brak konsultacji ze współpracownikami, absolutystyczne zapędy w sprawowaniu urzędu, nieznajomość tematu, na który się wypowiada, parcie na szkło, spektakularne gesty. Zwróćmy uwagę jak skromny i stroniący od reflektorów jest Leon. I chwała mu za to: rabanu mamy już dosyć.
Więcej na ten temat:
https://www.salon24.pl/u/bratdamian/1440782,pontyfikat-rabanu
https://www.salon24.pl/u/bratdamian/1441281,pontyfikat-rabanu



Komentarze
Pokaż komentarze (6)