Czas Wielkanocy to okazja do małego triumfalizmu: tysiące chrztów w Francji i Stanach, setki w Belgii i Holandii. Tak to znak działania Ducha Świętego, ale niestety często również oznaka słabości Kościoła, duchowieństwa i kościelnych biurokratów. Otóż to duchowe przebudzenie zastało Kościół w wielu krajach zupełnie nieprzygotowany na nowy powiew Ducha Świętego. I to 60 lat po Soborze! Tyle sympozjów, konferencji i zjazdów o duchu Soboru i synodalności na marne? Jak to możliwie? Otóż nawet bardzo możliwe. Młodzi, którzy w krajach Zachody zaczęli przychodzić do Kościoła szukają Jezusa i Ewangelii. To niesłychane: A dialog z judaizmem i islamem? Reforma struktur Kościoła i liturgii? A uchodźcy i ekologia? A walka o postęp i przyjęcie LGBT? O zgrozo, ale to wszystko w ogóle nowych katechumenów nie interesuje! Chcą Dobrej Nowiny i Jezusa. I tu zaczynają się schody, bo wielu duszpasterzy zupełnie nie wie co to jest? Kościół we Francji, co tak gorliwie reformy soborowe wcielał, na gwałt organizuje konferencje, co z tym katechumenami robić? 60 lat nie starczyło do przygotowania się do Nowej Ewangelizacji? Szok i zagubienie. W Kościele na Zachodzie prym wiodą teraz ci, co to studiowali w rewolucyjnych seminariach lat 60tych i 70tych. Zajmowano się tam wszystkim: teologią wyzwolenia i dialogu, walką o sprawiedliwość społeczną, inkulturacją, anonimowym chrześcijaństwem, horyzontem hermeneutycznym i jeszcze wieloma super ważnymi sprawami, tak że na Ewangelię czasu nie starczyło. No i teraz biskupi oraz księża czują się bezradni i próbują na chybcika wymyślić jak tych katechumenów ewangelizować.
Jeszcze bardziej bulwersujące jest to, że nowi katolicy we Francji mają zamiłowanie do łączenia uczestnictwa w charyzmatycznych modlitwach i zarazem liturgii trydenckiej. Chodzą na pielgrzymi do Chartres i Lourdes oraz lubią wystawienia Najświętszego Sakramentu. To już nie może nie prowadzić ich duszpasterzy do rozdrażnienia: to tyle żeśmy z ciemnogrodem i wstecznictwem w Kościele walczyli, i wszystko na marne? Jak widać na marne. Duch Święty po raz kolejny okazał się mocniejszy od ludzkiej głupoty i pychy. Co gorsza wielu z nowych katolików ma zdecydowanie konserwatywne poglądy, nie mieszczą się w politycznym mainstreamie, sprzeciwiają się aborcji i seksualnej perwersji.
Jeszcze lepsze rzeczy dzieją w Niemczech. Otóż AfD oświadczyła, że w landach, w których wygra wybory, będzie dążyć do zniesienia … podatku kościelnego! Jest to niesamowicie ciekawe oświadczenie, a jeszcze ciekawsze jest uzasadnienie takiego pomysłu. Otóż politycy AfD uważają, że „duże” Kościoły (Katolicki i luteranie) zdradziły swoją chrześcijańską tożsamość i przeszły na pozycje lewicowe. Zamiast zajmować się Ewangelią i wspieraniem chrześcijańskiej tożsamości Europy, stały się forpocztą kulturowego multi-kulti i islamizacji. Natomiast AfD zamierza wspierać „nowe” kościoły ewangelikalne (charyzmatycy, baptyści itp.), które zajmują się głoszeniem Ewangelii i w ten sposób przeciwdziałają schyłkowi Europy. Całkowicie się zgadzam, że w swojej masie niemieckie duchowieństwo, urzędnicy, a szczególnie biskupi wtopili się w lewicowy mainstream i w ten sposób popełnili ideowe harakiri. Odejście od Ewangelii na rzecz ciągłych reform dla reform, przekształcenie działalności charytatywnej w świecką działalność socjalną, kurs na LGBT i ekologię, dialog ze wszystkimi o wszystkim, potulność wobec islamu, podkopanie pobożności, wiary, duchowości i liturgii prowadzą Kościół w Niemczech na skraj przepaści. Ostanie destrukcyjne tendencje w ramach zainicjowanej przez Franciszka drogi synodalnej to już kropka nad i duchowej degradacji.
O co więc chodzi w tym podatku kościelnym? Pisałem o nim trochę tutaj. Każdy obywatel Niemiec (w innych krajach jest podobnie np. Austria, Szwajcaria) deklarując się oficjalnie jako członek jakiegoś Kościoła automatycznie przekazuje 8-9% podatku dochodowego na cele tej wspólnoty religijnej. W przeszłości wszystkie instytucje kościelne takie jak szpitale, przytułki, szkoły, uniwersytety domy starców, domy dziecka itd. w dużym stopniu finansowały się z darowizn, szczególnie z przekazanych dla nich majątków ziemskich. W ciągu stuleci te majątki ziemskie stały się znaczną częścią ekonomiki całej Europy. Od końca XVIII wieku rewolucyjne i lewicowe władze systematycznie odbierały Kościołowi własność, co prowadziło do poważnego kryzysu w dziedzinie edukacji, opieki zdrowotnej i socjalnej, ponieważ to Kościół był często jedyną instytucją, która zajmowała się tego typu działalnością. Dlaczego w szpitalach na całym świecie pielęgniarki nazywa się siostrami? Ponieważ do niedawna wszystkimi pielęgniarkami w szpitalach były zakonnice – przede wszystkim szarytki. Zakonnic w szpitalach nie ma, a nazwa pozostała. Państwo szukając rozwiązania tej sytuacji wspólnie z Kościołem wprowadziło podatek kościelny, by zapewnić wszystkim tym tak ważnym dla społeczeństwa instytucjom stabilne finasowanie.
I wszystko to dobrze działała tak długo, jak długo dobrze działał Kościół, a katolicy byli katolikami. Problemy zaczęły się, kiedy katolicy przestali chodzić do kościoła na Mszę, przestali wierzyć w Ewangelię, ale dalej płacili podatek kościelny. Oczywiście z czasem biskupi rozdzielając uzyskane z podatku pieniądze coraz bardziej ulegali presji swoich niekatolickich-katolików i gigantyczne pieniądze płynące z podatku kościelnego szły na coraz bardziej świeckie cele. Katolickie organizacje charytatywne i edukacyjne przestały się czymkolwiek wyróżniać wśród wielu innych takich samych laickich instytucji. Krótko mówiąc utraciły swoją chrześcijańską tożsamość i zaczęły często realizować lewicową ideologiczną agendę. Przykładem tego jest niedawna decyzja niemieckiego episkopatu, aby w katolickich szkołach wprowadzić propagandę LGBT. Niemiecka Ewangelia zupełnie straciła smak.
I to właśnie niepokoi AfD. Ogromne pieniądze, które pierwotnie miały podtrzymywać chrześcijański charakter niemieckiego społeczeństwa, obecnie służą często dokładnie odwrotnym celom. Jeśli zlikwidować podatek kościelny to najprawdopodobniej Kościół Katolicki w Niemczech przestanie być gigantycznym koncernem edukacyjno-socjalnym z armią biurokratów o niejasnym profilu ideowym. Biskupi i księża będą zdani na datki tych, co chodzą do kościoła w niedzielę, ale zostaną wyzwoleni z zależności od tych, którzy oprócz płacenia podatku kościelnego nie mają już z katolicką wiara wiele wspólnego. Kościół stanie się znowu ubogi, ale równocześnie wierny swojemu przesłaniu. Tak więc postulat AfD bynajmniej nie jest wymierzony w katolików, tylko na odwrót może im pomóc na nowo stać się katolikami.
A czy do jakoś dotyczy polskiego Kościoła? Tzn. kwestia nowej ewangelizacji i fali nawróceń? Przeciętny polski kapłan jest wyśmienitym organizatorem, potrafi kościół wybudować i wyremontować, dach zmienić i mur na cmentarzu postawić. Dobrze sobie radzi z różnymi nabożeństwami i uroczystościami. Pogrzeb odprawi i dzieci ochrzci jak trzeba. Nawet piknik fajnie zorganizuje. Natomiast jeśliby do niego przyszła grupa młodych, takich jacy teraz pojawiają się we francuskich parafiach, i zapytała się o co chodzi w tej Ewangelii i kim jest Jezus, to obawiam się, że nasi zaradni duszpasterze mieliby nie mniejszy problem z odpowiedzią niż francuscy kapłani. Akurat tego w seminarium nie uczono. Zawsze można wymruczeć coś z katechizmu np., że „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobrze wynagradza, a za złe karze”. W sumie więc może dobrze, że mamy jak na razie w naszej Ojczyźnie zalew laicyzacji, a fala nawróceń nie jest zbyt wysoka. Trzeba nam trochę czasu, aby nad tym się zastanowić i wnioski wyciągnąć.
Przy okazji: mamy Wielki Czwartek i obrzęd mycia nóg. Za przykładem Franciszka w niektórych parafiach zapanowała moda, aby myć nogi Paniom. To zrozumiałe, że lepiej umyć ładną i zgrabną nóżkę niż wykrzywioną i kostropatą nogę jakiegoś starucha. Ale tutaj chodzi o coś innego. Jezus mył nogi swoim uczniom, apostołom i tym razem nie był to gest miłosierdzia, służby człowiekowi biednemu i odrzuconemu – takich gestów Jezus zrobił w innych miejscach i czasie mnóstwo. Ten gest był nauką dla tych, co rządzą Kościołem, jak mają tym Kościołem rządzić, zarazem był to gest, który pokazywał wszystkim chrześcijanom na jakim fundamencie stoi instytucja Kościoła. Był to więc gest całkowicie wewnątrzkościelny i dlatego mycie nóg osobom nieochrzczonym całkowicie zamazuje intencje Jezusa. Jezus pokazał, że będąc mistrzem, rabinem, nauczycielem wykonał czynność sługi i niewolnika wobec swoich uczniów, którzy stali w hierarchii wspólnoty niżej Niego. Rządzić znaczy służyć, tym którzy znaczą w hierarchii kościelnej mnie niż ja sam. Wiele lat temu w Lublinie prałat Czerwiński genialnie wyczuł intencję Jezusa i obmył nogi, nam … kilkunastoletnim ministrantom. On, szanowany i ceniony przez wszystkich kapłan wymył nogi gówniarzom. Chłopakom, ponieważ to mężczyznom Jezus powierzył troskę o Kościół i władzę. Nawet Maryi na Ostatniej Wieczerzy nie było. Tak więc pozwólmy Paniom, które zresztą są bardziej wstydliwe i skromne niż mężczyźni, umyć spokojnie nogi w domu. Poza tym uważam, że dotykanie ciała młodej kobiety lub czyjejś żony w miejscy publicznym przez kapłana jest nie stosowne.
Wszystkim Czytelnikom radosnego Alleluja, smacznego jajka!
Христос Воскрес!


Komentarze
Pokaż komentarze (9)