Podczas swojej wizyty w III Rzeszy Maria Wiernikowska starała się spotykać z prostymi Niemcami, którzy na różny sposób odczuwali na sobie skutki wojny. Na ławce siedzi i pali papierosa żołnierz Wehrmachtu, a obok niego leżą kule. Został ranny podczas walki pod Łukiem Kurskim. Twardy żołnierski los, a tutaj rodzina, która ledwo wiąże koniec z końcem narażona na dywanowe naloty aliantów. Niedługo Wilhelm wróci do swojej jednostki na Froncie Wschodnim – taki jest żołnierski obowiązek. Sytuacja nie jest łatwa: ze wschodu żydokomuna, z zachodu żydomasoneria. Niemcy walczą o przyszłość Europy, choć niestety inni tego nie rozumieją. Ta niewdzięczność oczywiście boli, ale wzmacnia przekonanie, że walczy się o słuszną sprawę.
Na placu zabaw staruszki przypatrują się dzieciom w piaskownicy. Chętnie dzielą się ciężkimi wspomnieniami z lat 20tych i 30tych: chaos, bezrobocie, widmo głodu, garkuchnie dla ubogich. Hitler był tym, który postawił wszystko na nogi, zatroszczył się o prostych ludzi. Państwo finansuje żłobki, przedszkola, a nawet wczasy pracownicze. Na wsi robotnicy z Polski, czy Francji pomagają w rolnikom w gospodarstwie – przecież wszyscy nasi chłopcy na wojnie. Pani Maria zagaduję jedną ze starszych kobiet, która siedzi osobno na ławce. Ta wyjmuje zdjęcie: młody, przystojny chłopak w mundurze, w tle flagi ze swastykami. Kobieta zaczyna płakać. Maria obejmuje ją i przyciska do piersi. Każda matka zrozumie matczyny ból. Willi miał 21 lat, zginął w AK u Rommla. Jego grób zasypany jest gdzieś w piaskach Sahary.
Podczas zakupów w sklepie spożywczym Pani Wiernikowska zaprzyjaźnia się trochę z Bertą, sprzedawczynią w średnim wieku pracującą w dziale produktów mleczarskich. Ma 4 dzieci – mąż jest esesmanem i pracuje gdzieś w Polsce. Rzadko dostaje przepustki. Tęskni za nią i dziećmi. Regularnie piszą do siebie listy. Berta wierzy w zwycięstwo Niemiec – racja jest po ich stronie. Trzeba jeszcze trochę pocierpieć, ale ich dzieci będą żyć w lepszym świecie. Oczywiście, że dobrze, że Żydów przesiedlono na wschód – my nie chcemy żyć z nimi, a oni z nami.
No dobrze starczy tej wzruszającej opowiastki. Ostatni raz byłem w Rosji rok temu – dokładnie w tych samych miejscach co Pani Wiernikowska. Rozmawiałem z Rosjanami godzinami, oczywiście bez kamery i mikrofonu. Rosjanie dzielą się na trzy grupy: mniejszość, która nie dała rady uciec i znajduje się w stanie głębokiej samotności, izolacji, poczuciu beznadziejności. Każdy SMS, niecierpliwe słowo, a nawet brak zaangażowania po stronie władzy mogą kosztować lata więzienia. Największa część, to tak która żyje tak, jakby się nic nie działo: władza nas nie tyka i my władzy problemów nie robimy. Żyj i daj żyć innym. Geopolityka: ci tam na górze lepiej wiedzą. Ostatnia część to zombi: ludzie z mózgami i psychiką spreparowaną przez wszechobecną propagandę. Mogę być niebezpieczni dla innych, mogą donieść, dają systemowi represji alibi, że wszystko jest w porządku. W wielkich miastach wojny nie widać: tramwaje jeżdżą, dozorcy zamiatają, studenci idą na wykłady, a staruszkowie wygrzewają się w parku na ławkach.
Teraz korzystam zasadniczo z BBC – lubię dziennikarstwo anglosaskie, niezaangażowane, operujące faktami, pozbawione emocji. Wrażliwe panie, nawet z talentem dziennikarskim, wzruszające się nad niedolą Palestyńczyków lub Afgańczyków, niezbyt są dla mnie przekonujące. Czy dziennikarz ma prawo być naiwnym, uczuciowym, zaangażowanym? Pewnie po części jest to nieuniknione. W Tomsku jednym z głównych bohaterów Wiernikowskiej jest mój współbrat O. Wojciech Ziółek. Ta druga część wiele lepiej pokazuje Rosję, z jej duchowym złem, skrytym po powierzchnią normalności. Niepokoi mnie jednak co się stało z taksówkarzem, który opowiadał Wiernikowskiej gorzką prawdę o swojej ojczyźnie? Mam nadzieję, że wiedział na jakie ryzyko się naraża, bo wydaje mi się, że rozanielona dziennikarka nie była tego do końca świadoma. Jest jednak rzecz, której nie mogę pojąć. Byłem w latach 90tych i 2000nych korespondentem między innymi TVP na Syberii. Nie wyobrażam sobie już wtedy pracy bez akredytacji dziennikarskiej wydawanej przez rosyjski MSZ. Ale to przecież była zupełnie inna Rosja, jeszcze w bałaganie i wolności. Jak Pani Wiernikowska chodziła z kamerą i mikrofonem po centrum dużych miast nie mając dziennikarskiej akredytacji? Robiąc wywiady przed rządowymi budynkami? Wszędzie jest policja, wszędzie kamery, wszędzie FSB. Rosyjski biały wywiad też działa w Polsce i trudno uwierzyć, że Rosjanie nie zauważyli komu dali wizę. Czy znając antyamerykańskie uczucia Wiernikowskiej zaryzykowano i potraktowano ją, jak mawiał Stalin o zachodnich miłośnikach komunizmu odwiedzjących ZSRR, jako „pożyteczną idiotkę”? Ciągle my Polacy w swojej masie nie mamy pojęcia o perfidii Imperium, jego planach i perfekcyjności propagandy. Trzeba nam się o tym uczyć i zdobywać immunitet, tak jak to było za komuny.
I kto jest winny setkom tysięcy zabitych i okaleczonych mężczyzn, zgwałconych kobiet, zmasakrowanych staruszków i porwanych przez Putina dzieci? Herr Wilhelm, i Frau Berta, babcie z parku i staruszka z zdjęciem syna, i dziadek z wnuczkiem, co Pani Marii pokazali ryby złowione w przerębli w Tomsku, i mam nadzieję choć trochę sama Pani Wiernikowska. Mam nadzieję, że Sprawiedliwość będzie każdemu po zasługam.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)