Elon Musk jakiś czas temu wyraził swoje zaskoczenie zdumiewająco niskim współczynnikiem dzietności w Polsce: jedna Polka rodzi statystycznie 1,1 dziecka w ciągu swojego życia, a żeby liczba ludności w Polsce się nie zmniejszała powinno być przynajmniej 2,1. Np. we Francji jest to „aż” 1,7, ale Francuzi nie mają się co z tego cieszyć, a nawet mogą się martwić. Duża część, a może nawet połowa niemowląt, to … muzułmanie.
Córka znajomych razem z partnerem żyje w pięknym, szklanym wieżowcu w centrum miasta. Ma własną firmę, a on dobrze płatną pracę. Dzisiaj wielki dzień - wszystko już gotowe: kojec, ubranka, odżywki, zabawki. Właśnie przyszła w gości „teściowa”: Wnusio! – krzyczy radośnie na widok szczeniaka pudelka. Nie mam wątpliwości, że niechęć do posiadania dzieci nie jest powodowana w Polsce biedą, bo zbyt długo żyłem w Kirgistanie, który jest 142 krajem według wysokości PKB (Polska 22!), a dzieci biegają tam wszędzie: 50% społeczeństwa jest poniżej 25 roku życia. Przyczyny tego, że młodzi nie chcą mieć dzieci, to strach przed nietrwałością małżeństwa, które zresztą zazwyczaj nie jest małżeństwem, tylko jakąś czasową umową ważną tak długo, jak długo wygodną dla obydwu stron. Dalej strach w ogóle przed życiem, choć jest ono wiele bardziej bezpieczne niż gdziekolwiek w Afryce. Niedojrzałość i niezdolność do bycia rodzicem i małżonkiem, szczególnie wśród młodych mężczyzn. Za tym wszystkim stoi zasad życia: „róbta co chceta” prowadząca do egotyzmu. Różnego rodzaju problemy psychiczne i emocjonalne młodych Polaków powodują ich inwalidztwo i trwałą niezdolność do założenia rodziny oraz wychowywania dzieci.
Nikt nie może zabronić mieć psiecko, zamiast dziecka, choć pierwsze przykazanie jakie Bóg dał ludziom brzmi: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się.” – jest to przykazanie nie tylko dla żydów, chrześcijan lub muzułmanów, ale także dla buddystów, hinduistów i ateistów, a nawet Eskimosów na Grenlandii. Kto siebie samego stawia sobie za cel, a szczególnie przyjemności, których może doświadczyć, ten nie zazna prawdziwego szczęścia i spełnienia, bo jak powiedział Jezus: "Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu". I nie chodzi tu o dawanie czegoś, lecz o dawanie siebie, a to w sposób najbardziej elementarny dzieje się w małżeństwie i rodzicielstwie.
Obecnie Polacy są szczególnie uwrażliwienie na punkcie swoich praw i tego, co im się od państwa należy. Trochę to jeszcze związane z socjalistyczną spuścizną, gdzie państwo epatowało nas swoja opiekuńczością, która kończyła się na deklaracjach, a trochę na wybujałym indywidualizmie postmodernizmu. Nie można jednak mówić o prawach obywatela, zapominając o jego obowiązkach. Nie jesteśmy monadami rozsianymi po kosmosie, lecz komórkami jednego organizmu połączonymi między sobą tysiącem nici. Cokolwiek robię, nawet w swojej alkowie, ma wpływ na innych, dobry lub zły. Moje czyny niemoralne, np. zdrada małżeńska uderzają w moich najbliższych, a także w zupełnie nieznanych mi ludzi, stają się małym kamyczkiem uderzającym w całą wspólnotę, w której żyję. Wiedziano to dawniej i np. jeszcze dzisiaj przy kościele Mariackim w Krakowie, można zobaczyć obrożę, którą zakładano cudzołożnikom i cudzołożnicom, aby napiętnować uczynione przez nich zło: prawo w ten sposób broniło małżeństwa i rodzony. Jeśli chłopak decyduje się na opcję homoseksualną w swoim życiu, to oznacza to, że jeszcze jedna młoda Polka nie będzie mogła zrealizować swojego powołania do małżeństwa i rodzicielstwa.
Piotr Skarga, słynny jezuita i kaznodzieja królewski, w swoich kazaniach sejmowych, mówił głównie o obowiązkach obywatela wobec państwa. Ojczyzna to także przeszłość i przyszłość. Mieszkam w Gdyni, która została wybudowana przez naszych dziadów po I wojnie światowej. Chodzę po ulicach, które oni położyli, korzystam z portu, który wykopali. Nasi przodkowie obronili nas przez nazistami i komunistami, często płacąc za to najwyższą cenę. To co my zrobimy lub nie zrobimy, będzie służyć lub szkodzić tym, którzy przyjdą po nas. Kwestia tego czy ktoś ma dzieci, czy psa, nie jest bynajmniej kwestią wyłącznie osobistą, lecz małe głębokie konsekwencje dla całego społeczeństwa. Państwo powinno się o te konsekwencje, czyli dobro wspólne troszczyć. Tymczasem dzisiaj politycy ulegają trendom, że najważniejsze to zaspokoić widzimisię pojedynczych obywateli, nawet jeśli to widzimisię zabójcze jest dla pozostałych.
Jeśli ktoś nie ma dzieci, to nie dziwi, że żyje według zasady: a po mnie choćby i potop. Przyjmujmy muzułmańskich emigrantów, LGBT – najwspanialsza część społeczeństwa niech edukuje cudze dzieci, Zielony Ład niech doprowadzi do upadku gospodarczego i wasalizacji przez Chiny, które ten Zielony Ład mają głęboko gdzieś. Mnie już i tak wtedy nie będzie, a dzieci nie mam, więc o przyszłość troszczyć się nie muszę. Ale jednak nie żyjesz człowieku na bezludnej wyspie na Pacyfiku, tylko w Polsce, gdzie obok ciebie mieszka jakieś tam 37 milionów ludzi: bez nich nie miałbyś chleba, sushi z glovo, fitness, dermatologa i paru innych rzeczy. Czyli o naród trzeba dbać, bo inaczej będzie źle.
Już teraz bywa, że ZUS zadłuża się na parę miliardów, dostaje dotacje na 10 mld., NFZ na 30, a szpitale publiczne są zadłużone na jakieś 30 mld. Widmo krachu krąży przed oczami, a każda kolejna ekipa rządowa modli się, żeby nie wypadło na nich. A skąd dotacje, oddłużanie? Z budżetu, czyli z podatków, tych, którzy pracują. A skąd ZUS i NFZ? Ze składek tych, którzy pracują. A jak będziemy jednym wielkim domem starców, to zdechniemy z głodu. Co było, kiedy jeszcze ZUS nie było? Ludzie rodzili i wychowywali dzieci, które troszczyły się o nich na starość. Jeszcze dzisiaj w Kirgistanie ten system działa w miarę sprawnie: najmłodszy syn pozostaje na ojcowiźnie i ma obowiązek troszczyć się o rodziców, w czym pomaga mu całe rodzeństwo. ZUS zniszczył ten system, ponieważ nagradza on tych, którzy dzieci nie mają. Kto ma dzieci musi łożyć na potomstwo i równocześnie płacić składki, czyli jest podwójnie obciążony, natomiast z zarobków jego dzieci będzie korzystać tak samo on, jak i jego kolega, który całe życie bimbał sobie samotnie i zbijał bąki zamiast płodzić dzieci i łożyć finanse na swoje potomstwo. Tak więc system ubezpieczeń zdrowotnych i społecznych jest w swoim korzeniu antyrodzinny, a to oznacza antyspołeczny. ZUS i NFZ to ogromne niebezpieczeństwo dla całej społeczności, ponieważ promuje tych, którzy nie wypełniają pierwszego bożego przykazania.
Kto wybiera psiecko zamiast dziecko robi to ze strachu przed samotnością, a także z chęci realizacji rodzicielstwa, które wpisane jest nasze geny. Niestety jak psiecko wyrośnie, to nie będzie z niego żadnego pożytku - w tym dla ZUS. W związku z tym należy wprowadzić podatek od psiecka tak, aby wyrównywał on koszty ponoszone przez tych co wychowują dzieci, zapewniając w ten sposób naszą przyszłość. 500 czy 800+ to oczywiście socjalistyczny wymysł: zabrać wszystkim, aby dać niektórym, a przy okazji napchać swoją kiesę. Lepszy byłby system ulg podatkowych, a nawet zwolnień z podatków za 1, 2, 3 dziecko itd. Kobiety, które nie pracują, aby zajmować się dziećmi, powinny otrzymywać pensje z psieckopodatku. Jeśli młody mężczyzna jest niedojrzały, emocjonalnie uszkodzony, nie chce czy nie jest w stanie wziąć odpowiedzialność za kobietę, dzieci, rodzinę i małżeństwo, to państwo powinno prowadzić taką politykę, która będzie wspierać tych mężczyzn, którzy chcą być mężczyznami, mężami i ojcami, a nie tych, co ni pies, ni wydra, ni kawał świdra, chcą spędzić życie nie realizacji swojego niedojrzałego ego.
W Chinach, aby zwiększyć dzietność wprowadzono już nawet podatek od prezerwatyw – trzeba będzie i o tym pomyśleć. Kiedy jezuici w XVII wieku budowali redukcje dla Indian żyjących w amazońskiej dżungli, to okazało się, że kiedy Indianie zamieszkali w wioskach, gdzie zawsze mieli dosyć strawy, gdzie było miło i bezpiecznie, to dosyć szybko przestali się mnożyć: mieli za dobrze i wygodnie. Jezuici rozumiejąc, że z czasem taka tendencja może zaszkodzić całej społeczności wyznaczyli specjalnych nocnych strażników, którzy walili kijem po ścianach indiańskich chat. No cóż jak będzie trzeba to i ja dla dobra Ojczyzny mogę się poświęcić i walić po drzwiach apartamentowców.
Poza tym należy prowadzić planową politykę imigracyjną. Wspierać białoruskie i ukraińskie małżeństwa, które rodzą w Polsce dzieci i kupują mieszkania. Kraje imigracyjne takie jak Kanada, Nowa Zelandia czy Australia same decydują skąd chcą przyjmować nowych mieszkańców. Więc i Polska powinna to planować. Proponowałbym Filipiny jako kraj katolicki, katolików z Afryki, ewentualnie Hindusów i Wietnamczyków, bo są spokojni i pracowici. Kiedy w zachodniej Europie lewactwo prześladuje chrześcijan i rodzinę, deprawuje dzieci i odbiera prawa rodzicielskie, należy robić kampanię reklamową, która ściągnie do Polski rodziny wielodzietnie z takich krajów jak Niemcy, Francja, Anglia, Benelux. „Polska kraj wolny od islamu i LGBT” – z czasem takie hasło sprowadzi do nas tych, którzy na Zachodzie będą się czuć coraz mniej bezpiecznie.
Trzeba skończyć z jakąkolwiek promocją LGBT, homomałżeństwami, tranzycjami finansowanymi przez państwo itp. – to jest działalność samobójcza, ponieważ dzieci z tego nie będzie. Homokultura to wielkie niebezpieczeństwo dla całego narodu, w tym także dla samych homo. Ktoś wybiera homożycie? Proszę bardzo, ale nie może to być stawiane na równi z małżeństwami rodzącymi i wychowującymi dzieci. Jak widać wiele jeszcze przed nami pracy oświatowej, aby uratować siebie, naszą Ojczyznę i przyszłe pokolenia.
br. Damian TJ. Urodzony 1968 Lublin, uczęszczał do liceum Zamoyskiego. Należał do związanego z „Solidarnością” Niezależnego Ruchu Harcerskiego, potem do podziemnego Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”. W 1987 wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Gdyni. Zakończył filozofię w Krakowie na Wydziale Filozoficznym TJ (specjalizacja „kultura, estetyka, mass-media, kino”). Praca dyplomowa u bp. Jana Chrapka. Od 1991 pracował w TVP, jako dziennikarz i producent. Przechodzi szkolenie telewizyjne w Kuangchi Program Service – Tajwan. W 1996 wyjechał na Syberię, gdzie organizuje Studio Telewizyjne „Kana” w Nowosybirsku. Korespondent TVP i Radia Watykańskiego. Pomaga w szkolenia dziennikarzy z Europy Wschodniej w „European Center for Communication and Culture” w Falenicy. W 1999 rozpoczyna studia podyplomowe w szkole filmowej w Moskwie. W tym samym roku składa śluby wieczyste. Studia kończy w 2004 filmem dyplomowym „Wybacz mi Siergiej”, który uzyskał liczne nagrody na międzynarodowych festiwalach http://www.forgivemesergei.com. Wyjeżdża do Kirgizji - praca charytatywna Kościoła Katolickiego (więzienia, domy inwalidów) i prowadzi Klub Filmowy przy Ambasadzie Watykanu w Biszkeku. W 2006 wyjeżdża na południe Kirgizji, pomaga przy zakładaniu nowych parafii w Dżalalabadzie i Oszu www.kyrgyzstan-sj.org . Buduje i kieruje Domem Rekolekcyjnym nad jeziorem Issyk Kul, gdzie co roku przebywa ponad 1000 dzieci (sieroty, inwalidzi, dzieci z ubogich rodzin, dzieci i młodzież katolicka, studenci muzułmańscy) www.issykcenter.kg . Zakłada Fundacje Charytatywną “Meerim Bulak – Źródło Miłosierdzia” i społeczną „Meerim nuru”. Kapelan więzienia - w tym zajęcia w grupie AA. 2012 w Pawłodarze (Kazachstan). 2012-13 w Domu rekolekcyjnym w Gdyni i w portalu Deon w Krakowie. 2013-14 w Moskwie – odpowiada za sprawy finansowe, prawne, organizacyjne i budowlane Instytutu Teologicznego św. Tomasza. Od 2014 pracuje w Radiu Watykańskim w Rzymie. Od IV 2016 pracuje w TVP przy przygotowaniu transmisji z ŚDM. Współpracował z różnymi stacjami telewizyjnymi i redakcjami jako reżyser i dziennikarz. Pisze artykuły między innymi do „Poznaj Świat”, „Góry”, „Gość niedzielny”, Alateia i „Opoka”. 2017-2023 ekonom Apostolskiej Administratury w Kirgistanie, dyrektor kurii, ekonom jezuitów w Kirgistanie, ekonom Fundacji "Meerim Nuru" i Centrum Dziecięcego nad j. Issyk-kul, budowniczy katedry. Obecnie pracuje w Kolegium jezuitów w Gdyni i pomaga Ignacjańskim Centrum Formacji Duchowej. Przewodnik wysokogórski: organizował wyprawy w Ałtaj, Sajany, Tuwę, Chakasję, na Bajkał, Zabajkale, Jakucję, Kamczatkę, Ałaj, Pamir i Tienszan, Półwysep Kolski. www.tienszan.jezuici.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Społeczeństwo