Furtka do usunięcia prerogatywy prezydenta. Przełomowe orzeczenie

Redakcja Redakcja Sądownictwo Obserwuj temat Obserwuj notkę 24
Czy prezydent może odmówić powołania sędziego? Dotąd konstytucyjna prerogatywa głowy państwa nie budziła wątpliwości, ale właśnie zapadł wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Wedle decyzji, sędziom, któym Lech Kaczyński w 2008 roku odmówił powołania, musi przysługiwać odwołanie do sądu.

ETPCz uznał naruszenie prawa do sądu w Polsce

Skargę do trybunału w Strasburgu złożyli asesorzy sądowi: Aleksandra Sobczyńska, Adrian Klepacz oraz Rafał Brukiewicz. Wskazywali oni, że polskie sądy odmówiły rozpatrzenia ich argumentów dotyczących niepowołania ich na urząd sędziego.

Skarżący powoływali się na art. 6 oraz art. 13 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, które gwarantują prawo do sądu i skutecznego środka odwoławczego. Według nich brak możliwości zaskarżenia decyzji głowy państwa oznaczał pozbawienie ich realnej ochrony prawnej. Prawnicy próbowali dochodzić swoich racji przed polskimi sądami administracyjnymi oraz Trybunałem Konstytucyjnym, jednak ich skargi zostały oddalone. 

Prerogatywa prezydenta

Najważniejsza w tym sporze jest konstytucyjna prerogatywa prezydenta dotycząca powoływania sędziów. Zgodnie z Konstytucją RP prezydent powołuje sędziów na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, a jego decyzja w tym zakresie jest uznawana za prerogatywę niewymagającą kontrasygnaty premiera. Podobnie jak np. korzystania z prawa łaski czy weta.

Przez lata w polskim orzecznictwie dominował pogląd, że decyzja prezydenta o powołaniu lub odmowie powołania sędziego nie podlega kontroli sądowej. ETPCz nie zakwestionował samego prawa prezydenta do podejmowania takich decyzji, lecz wskazał, że skarżący zostali całkowicie pozbawieni możliwości sądowego zbadania sprawy, co naruszyło standard prawa do rzetelnego procesu. 


Decyzja Lecha Kaczyńskiego z 2008 roku

Sprawa sięga 2008 roku, kiedy prezydent Lech Kaczyński odmówił części asesorów nominacji sędziowskich mimo pozytywnych rekomendacji. Decyzja wywołała wówczas szeroką debatę dotyczącą granic kompetencji głowy państwa oraz transparentności procedury nominacyjnej. Asesorzy argumentowali później, że nie poznali szczegółowego uzasadnienia odmowy, a brak możliwości odwołania oznaczał faktyczne zamknięcie drogi prawnej. 

Wcześniej ETPCZ wyrokował ws. Litwy

Czwartkowe orzeczenie ETPCz może stać się ważnym punktem odniesienia w sporach dotyczących niezależności sądownictwa i zakresu prerogatyw prezydenckich w Polsce. Trybunał po raz kolejny zwrócił uwagę na konieczność zapewnienia obywatelom skutecznych mechanizmów kontroli sądowej, nawet w sprawach dotyczących decyzji najwyższych organów państwa. 

- Skarżący w ETPC postawili zarzut złamania art. 6 EKPC (prawo do rzetelnego postępowania sądowego) poprzez brak dostępu do sądu. Tylko że ten przepis odnosi się tylko do oskarżenia w sprawie karnej (część karna) albo do rozstrzygnięcia "o prawach i obowiązkach o charakterze cywilnym" (część cywilna). Nie ma natomiast zastosowania do materii administracyjnych, a to właśnie przypadek dostępu do zawodu sędziego. Dodatkowo Europejska Konwencja Praw Człowieka nie chroni prawa dostępu do służby publicznej. Na wprowadzenie takiej gwarancji nie zgodzili się twórcy EKPC - przypominał były sędzia ETPCZ, prof. Ireneusz Kamiński.

Jak wspomniał prawnik, podobny wyrok zapadł kilka miesięcy temu w przypadku Litwy. - Dzisiaj w sprawie asesorów ETPC pójdzie - zgaduję - tropem wyroku Misiūnas przeciwko Litwie z 7 października 2025 r., czyli nówką sprzed kilku miesięcy, do czasu której mrożono polskich asesorów. Skarżącym w litewskiej sprawie był taki "Żurek-plus", czyli sędzia, który zostając ministrem spraw wewnętrznych, a później wiceministrem obrony, zrzekł się stanowiska sędziego. Po "wyjściu z polityki" chciał wrócić do orzekania. Prezydent się nie zgodził - opisał Kamiński. 

 

 

Fot. ETPCZ/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj24 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo