Trudno nie zgodzić się z rzeczową i logiczną polemiką Tomasza Terlikowskiego, że samo przeświadczenie o tym, iż jest się żółwiem, nie powoduje, że stajemy się automatycznie żółwiem.
Na tej samej logicznej podstawie osoby nieskażone polityczną poprawnością mogą zakładać, że samo przeświadczenie, iż ktoś czuje się kobietą pomimo niespełniania innych "kobiecych cech" może do bycia kobietą niestety nie wystarczać. Bo czym tak naprawę różni się poczucie bycie żółwiem, czy kobietą, jeśli zarówno o byciu pierwszym, jak i drugim nie przesądza owo "własne czucie", lecz cechy, na które mamy niewielki wpływ?
Moim prywatnym zdaniem, pan/pani Grodzka jest sprytnym hochsztaplerem, który ma szansę ośmieszyć zarówno organy państwa polskiego, jak i obnażyć hipokryzję, oraz zakłamanie "europejskich postępowych elit".
Może się okazać, że za jakiś czas ktoś skutecznie wyleczy tego pana, lub sam w końcu powie "ja tylko tak sobie zażartowałem", a wszyscy wyjdą na durni. Przynajmniej ci, którzy każą święcie wierzyć, że samo założenie kiecki powinno skutkować zmianą płci, bo gdyby tak było, to nie rodzilibyśmy się z różnymi chromosomami, tylko albo w spodniach, albo w spódnicy.
Czym by się zakończył ten swoisty outing, bądź coming outing dla powagi Sejmu i innych państwowych instytucji biorących udział w uwiarygodnieniu zjawiska pod nazwą Anna Grodzka, trudno sobie dziś wyobrazić.
A co można by pomyśleć o dojrzałości wyborców, którzy spowodowali, że to zjawisko w Polskim Sejmie zaistniało?
Jak łatwo obalić dziś mit, że oto znaleźliśmy się w światowej elicie demokracji i parlamentaryzmu.
A wszystko to w rękach Anny Grodzkiej, która osobiście trzyma zapalnik i może go użyć w dowolnej chwili.
Podobno jako Krzysztof Bogdan Bęgowski była też nieprzewidywalna.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)