Premier Węgier Viktor Orban
Orban zakwestionował niekorzystne perspektywy rozwoju gospodarczego Węgier nakreślone przez Brukselę, nie bojąc się narazić zagranicznym grupom interesów. Ponieważ trudno było zakwestionować sens jego posunięć gospodarczych atakowano rzekome "zagrożenie wolności i demokracji". Były tu także akcenty polskie, w tym ataku medialnym przodowała niezawodna Gazeta Wyborcza.
Od 2011 roku Węgry utrzymują deficyt finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB i również w tym roku nie zamierzają przekroczyć wyznaczonego limitu. Węgry są jednym z pięciu krajów Unii Europejskiej, w których maleje dług publiczny.
Kiedy Fidesz przejmował władzę na Węgrzech w 2010 roku po ośmiu latach rządów lewicy, kraj był na krawędzi bankructwa. - Sprzedano i skradziono wszystko to, co było gęstsze od powietrza(czy to nam czegoś nie przypomina?).
Fidesz musiał sięgnąć po rozwiązania, które nie spodobały się biurokratom z Brukseli i zagranicznym grupom interesów mówiącym Węgrom, jak mają żyć. Wprowadzono podatek dla korporacji i podatek bankowy. To był punkt zwrotny.
Orban wskazał również na większą liczbą urodzeń w 2012 roku, niż rok wcześniej, co jest - jego zdaniem - skutkiem nowych, przyjętych przez prawicę zapisów konstytucji faworyzujących tradycyjny model rodziny.
- Nie zezwalamy parom homoseksualnym na takie prawa jak rodzinom, bronimy życia od jego poczęcia. Ten szacunek i ochrona życia przynoszą rezultaty. W ubiegłym roku urodziło się 90 tys. dzieci, o 2251 więcej niż w roku 2011 - powiedział premier.
U nas mamy obecnie dokładnie kopię poprzedników Orbana.
Mimo zwiększanego stale fiskalizmu dług publiczny wciąż się powiększa w zastraszającym tempie, trwa w najlepsze wyprzedaż wszystkiego, na co jeszcze znajdzie się chętny, uzależniamy się coraz bardziej od zagranicznych grup interesu ciesząc się z kolejnych linii kredytowych, które podobno "są wyróżnieniem", zabiera się becikowe i dociska rodziny, a większość sejmowa zamiast rozwiązywać palące problemy zajmuje się prawami osób homoseksualnych i chce równać je z tymi, które przysługują tradycyjnej rodzinie, obciążonej kosztownym wychowaniem następnych pokoleń, w rękach których przyszłość Polski.
Boże daj nam takiego przywódcę, jak Orban, a uwolnij nas od rządów błaznów, skupiających się na codziennym sprzedawaniu piarowskich sztuczek.
Powołaj w końcu do siebie i osądź populistów, którzy poza czubkiem własnego nosa nic więcej nie dostrzegają, a jedyne w czym przodują, to niespotykana zachłanność, buta i arogancja.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)