31 obserwujących
238 notek
399k odsłon
  1516   2

Karol Beyer. Nasz pierwszy narodowy fotograf

prawo cytatu
prawo cytatu

Raczej należałoby powiedzieć – narodowy dagerotypista. Dagerotypia to okres niemowlęcy fotografii. I owe zdjęcia wykonywało się na posrebrzanej płytce miedzianej. Te płytki były zarazem negatywem i pozytywem. Zależało to od kąta patrzenia. Lecz co najważniejsze, nie można było robić z nich odbitek. Dopiero, z początkiem lat 50- tych XIX w. zmodyfikowano na tyle dagerotypie, że umożliwiło to robienie odbitek. Chociaż mówiąc precyzyjnie, to już nie była dagerotypia a kalotypia, ponieważ negatyw obrazu powstawał na specjalnie przygotowanym papierze.

Dlaczego Karol Beyer narodowym fotografem był? I to jeszcze pierwszym? Skąd taka opina? I czy nie ulegam przesadnej pasji nazywania prawie wszystkiego, co się rusza – narodowym?

Ale wcześniej, zanim odpowiem na to pytanie, jeszcze kilka słów o tych pierwszych zdjęciach. Wtedy, w pierwszej połowie XIX w. była moda na posiadanie dagerotypowego wizerunku, szczególnie w sferach szlacheckich czy mieszczańskich, ale także powstała cala grupa sceptyków, który ów wynalazek nazywali - „ martwym i budzący grozę” Owe sztuczne obrazy, zatrzymujące rzeczywistość i czas, zapewne u wielu ludzi budziły szok a zarazem fascynacje. Dzisiejsza elektronika, łatwość zrobienia zdjęcia, nawet z prostej komórki, to już całkowicie inne epoka. Współcześnie ludzie zapewne nie są zdolni pojąć owego zdziwienia, jakie odczuwali ówcześni ludzie oglądający dagerotypy z własnymi podobiznami. Dziś wiele zdjęć „ zalega” milionami w komórkach przez nikogo nieoglądana. Wtedy, owe dagerotypy a potem kalotypie to był pretekst do rodzinnej czy patriotycznej celebry. Ta przyjemność nie była tania. Średnio taki dagerotypek, pięknie oprawiony i retuszowany kosztował min 5 – 7 rubelków, gdy za 2 ruble można było kupić parę butów, za kolejne 2 ruble spodnie, i jeszcze zostało na tanią prostytutkę. Chociaż elegancka, wystawna prostytutka z parasoleczką. Tzw. ” kapeluszowa” mogła zażądać także 5- 7 rubelków. Ale zastawmy na boku te frywolne dygresje, tym bardziej, że wtedy dagerotypia to prawie rzecz święta. Adresowana głównie dla tzw. szacownych sfer. Pragnących uwiecznić się dla potomnych. Czyli dla nas.

Nic więc dziwnego, że Karol Beyer mógł z swojego zakładu dagerotypowego wyciągnąć niezły grosz. A nawet zbudował sobie solidną kamienice na Krakowskim Przedmieściu. Był to więc stosunkowo majętny człowiek. Szacuje się, że wykonał kilka tysięcy zdjęć/ dagerotypów. Niestety do naszych czasów dotrwało zaledwie kilkadziesiąt. Jeżeli ktoś zna Warszawę, to wie, że na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Karowej, po jednej stronie jest elegancki Hotel Bristol, a po drugiej stronie skwer ks. Twardowskiego. W połowie XIX. Hotelu jeszcze nie było, a tam, gdzie dziś jest ów skwer stała piękną, kilku piętrowa kamienica. I w tej kamienicy Karol Beyer miał swoją pracownie, chociaż lepiej powiedzieć atelier. Z tego domu „ wychodził ” balkon na stronę Pałacu i Ogrodu Saskiego. I z tego balkonu Karol Beyer zrobił wiele zdjęć. Do naszych czasów dotrwało może kilka

image

Proszę, te budynek po prawej. To Hotel Europejski ( jeszcze w budowie) Ten ciemny monument na wprost, to Pomnik Legalistów. 6 polskich generałów i 1 pułkownika, którzy nie przyłączyli się do Powstania Listopadowego i zostali zabici przez powstańców, w trakcie listopadowej nocy. Pomnik został odsłonięty 29 listopada 1849 przez władze carskie. W latach 80 - tych XIX, monument ten nazywany „ pomnikiem hańby” przeniesiono, w związku z budową prawosławnego soboru św. Aleksandra Newskiego, który zresztą zburzono z początkiem lat 20 - tych XX wieku. Wracając do „ Zakładu Dagerotypii Karola Beyera” bo taką oficjalną nazwę nosił, to w okresie swojej świetności, w zakładzie znalazło zatrudnienie nawet 20-tu pracowników. Zajmowali się retuszem, różnymi domalunkami, przygotowaniem chemii, ale także w zakładzie, zatrudniony był ktoś specjalny, czyli tzw. „ Pozer ” O... to była już bardzo ważna postać, może najważniejsza, i otóż taki osobnik ustawiał do zdjęcia konkretną osobę czy nawet całą grupę. W przeciwieństwie do dzisiejszych czasów, gdy każdy chce wyglądać na zdjęciu swobodnie i naturalnie, na tzw.” luzie” To wówczas modne było upozowanie. Żaden tam luz. W dobrym tonie było zastygnięcie w jakiejś mądrej i dostojnej pozie. Eksponując ubranie, czy jakiś rekwizyt. Biorąc pod uwagę dłuższy czas naświetlania, osoba fotografowana musiała w owej pozie zastygnąć na kilka czy nawet kilkanaście sekund. Co byłoby dziś odebrane zapewne, jako coś komicznego.

Po Powstaniu Styczniowym, a nawet wcześniej, modne były zdjęcia dostojnych dam w czarnym sukniach. Oczywiście w stosownych pozach, a suknie musiały być starannie udrapowane i oświetlone. To wymagało wysiłku, czasu, cierpliwości, kunsztu, a i pewnie robiono kilka zdjęć i wybierano najlepsze odbitki. Także wtedy pojawiły się mniejsze formaty. Tzw. carte de visite ( 6x 9 cm) i takie zdjęcia klejone na kartonikach, mogły być masowo multiplikowane. I były dowodem, na chociażby „ bierny opór” wobec zaborcy.

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura