Adalia Satalecki Adalia Satalecki
708
BLOG

JAK UMIERAJĄ MIASTA

Adalia Satalecki Adalia Satalecki Rozmaitości Obserwuj notkę 18

 

Jak umierają miasta ? Tak zwyczajnie jak Radom. Kiedyś kwitnący zbrojeniówką, telefonami, wytwórnią papierosów. Gdy polski Platon Wałęsa wprowadził w Polsce kapitalizm, wyrzucono na śmieci przestarzałe telefony i patefony, cementownie puszczono Niemcom, albo Belgom, nawet popularne radomskie „sporty” produkować zaczęli Francuzi. Wyprodukowali i sprzedali we własnych, wybudowanych w Polsce hipermarketach.
 
Rostowski ma inną metodę wykańczania miast.
 
Samorządy lokalne dostają nowe zadania z zakresu służby zdrowia, opieki nad matką i dzieckiem, w dziedzinie oświaty. Z nowymi zadaniami nie związane są jednak zwiększone dotacje budżetu. Miasta i gminy mają przejąć większość zadań państwa i same zadbać o fundusze na ich realizację.
 
Co robią władze miast i gmin pod presją swoich mieszkańców i błogiej beztroski nic niemogącego państwa? Zadłużają się na śmierć.
 
W marcu tego roku „Rzeczpospolita” donosiła, że dług polskich miast osiągnął astronomiczną sumę 27.800.000.000 złotych. Zadłużenie Włocławka, Poznania i Torunia przekroczy 70 procent ich dochodów. Oznacza to ryzyko przeistoczenia spirali długów w swoiste perpetuum mobile, krąg bez wyjścia.
 
Platformerska obsesja maksymalnego, zamiast przemyślanego wykorzystania dotacji z Unii Europejskiej także zamienia się często w finansową pętlę.
 
- Zadłużamy się, bo inwestujemy – twierdzi w wywiadzie dla „Rz” zastępca prezydenta Włocławka. Byłoby przecież grzechem nie wykorzystać szansy jaką dają fundusze unijne.
 
Włocławek chce zainwestować w tym roku 200 milionów. Wtedy dług miasta wyniósłby 390 milionów, czyli ponad 80 procent dochodów. Nie do spłacenia.
 
Ale rzeczywiście, fundusze unijne stanowią gigantyczną pokusę: daj 30, ja sfinansuję resztę resztę. Na tym polega cała zabawa. Gdy jednak przychodzi do realizacji inwestycji, to trzeba ogłosić przetarg, który przypadkiem wygrywa niemiecka, francuska, holenderska lub belgijska firma. W połowie realizacji, początkowy kosztorys puchnie o 20 – 30 procent. Miasto czy gmina nie mają innego wyjścia, jak biec do banku – zagranicznego – bo o inny przecież w Polsce trudno, po kolejną pożyczkę. Tak było w Żorach. Unia zaproponowała tu współfinansowanie wodociągu. Miasto zaciągnęło w tym celu 70 milionów kredytu. Przy istniejącym już zadłużeniu w wysokości 123 milionów.
 
Zadłużenie miast, to wcale nie polska specjalność.
 
Dzisiejsze internetowe wydanie Le Figaro informuje o bankructwie stolicy Pensylwanii, miasta Harrisburg.
 
- To jedyny sposób na to, aby w dłuższym okresie czasu wyprowadzić miasto z otchłani – zadeklarował skarbnik, Dan Miller.
 
Millera poparł adwokat miejski, pan Mark Schwartz. Natomiast burmistrz miasta twierdzi, że głosowanie rady było niezgodne z prawem.
 
Zajrzałem na stronę internetową stolicy Pensylwanii i do największej gazety „The Burg”, aby zobaczyć budżet miasta na rok 2012. Sympatyczna pani burmistrz Linda Thompson żyje skromnie z roczną pensją w wysokości 86.120 dolarów. Towarzyszy jej czwórka asystentów z łącznym rocznym wynagrodzeniem 250.000 usd. Cały dział prawny miasta z jednym adwokatem kosztuje rocznie 291.000 dolarów. Na bezpieczeństwo publiczne (policja, straż…) miasto wydaje w roku blisko 10.000.000 usd. Pracownicy sektora robót publicznych kosztują panią burmistrz półtora miliona. To niemal tyle samo, ile zarabiają miejscy specjaliści od zieleni i rekreacji. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie…
 
Kłopoty miasta zaczęły się w 2003 roku, gdy władze municypalne zakupiły gigantyczny piec do spalania odpadów. Wystarczyło kilka awarii urządzenia, aby w kasie Harrisburg zaczęło z biegiem czasu pokazywać się dno. Dziś jest to już dług w wysokości 310 milionów dolarów. Sporo, jak na stolicę stanu…
 
Ach, zapomniałem dodać, że pojęcie „stolica”, to w odniesieniu do Harrisburga jednak nadużycie. Miasteczko liczy bowiem…48.000 mieszkańców. To taki Sieradz, Ciechanów, czy Knurów.
 
Figaro przypomina, że dług w wysokości 310 milionów usd jest niczym w porównaniu z zadłużeniem miasta Jefferson – 650.000 mieszkańców - w stanie Alabama, gdzie mechanizm kompleksowego finansowania systemu oczyszczania wody kosztował 3 miliardy dolarów. Miasto nie było w stanie spłacić takiego zadłużenia i ogłosiło bankructwo.
 
Sądowa procedura bankructwa jest możliwa w USA od 1980 roku. Ale oznacza ona najpierw dramat ludzi zatrudnionych w administracji lokalnej. Z dnia na dzień grozi im przecież brak pensji. Dla pozostałych mieszkańców bankructwo oznacza podniesienie podatków. Dla przedsiębiorców związanych z miastem to nie zapłacone faktury i widmo licytacji.
 
Francuski „Liberation” pisze, że kłopoty francusko – belgijskiego banku Dexia zaczęły się wówczas, gdy masowo zaczął on pożyczać pieniądze samorządom i społecznościom lokalnym. Krach w 2008 roku spowodował bankructwo wielu inicjatyw lokalnych i brak możliwości spłaty długów. Stąd dzisiejsze bankructwo banku, który pożyczył 25 miliardów euro, między innymi na służbę zdrowia. Szpital w Dijon (wspaniała musztarda!) zadłużony jest w banku na 111 milionów euro.
 
Ale nie tylko Dexia ma dziś kłopoty. Najpopularniejszy we Francji bank Caisse d’Epargnes dla drobnych ciułaczy, odpowiednik naszego PKO BP może mieć problemy. Gdyby tak się stało, miliony emerytów i rencistów, którzy gromadzą w tym banku oszczędności całego życia stałoby się żebrakami.
 
Skoro taki dramat możliwy jest we Francji, to kto da nam gwarancje dobrej lokaty naszych pieniędzy w Polsce ?
 
Jak napisałem wyżej, polskie miasta zadłużone są zaledwie na 28 miliardów złotych. Prezydenci miast podnoszą larum na politykę ministra finansów, który godzi się na zwiększenie zadań społeczności lokalnych nie zapewniając na nie środków. Dziwni ci nasi prezydenci, burmistrzowie i wójtowie. Przecież minister nie ma pieniędzy. Pieniądze są w bankach. Niech pożyczają…
 
Podając informację o bankructwie stolicy Pensylwanii portal wp.pl pisze o amerykańskim krachu.
 
No bo Polska trzyma się przecież mocno.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Rozmaitości