Według oceny jednego z blogerów publikujących dziś rano w Le Monde refleksje na temat wczorajszego wystąpienia Nocolas Sarkozy w Tuluzie, słuchało 6.000 osób.
To było drugie wystąpienie prezydenta w tym mieście na południu Francji. Po raz pierwszy wystąpił on tutaj we wrześniu 2008 roku, zaledwie 10 dni po tym, gdy zza oceanu zbliżała się na Stary Kontynent fala bankowego tsunami.
We wczorajszym przemówieniu, które Samuel Laureat z Le Monde uznaje za początek kampanii do przyszłorocznych wyborów prezydenckich, Sarkozy znów kreślił wizję Europy, która napawa strachem. Wtedy, w 2008 roku, receptą z jego ust było „pracować więcej, aby więcej zarobić”. Czy stało się tak, jak zapowiadał? Absolutnie nie i Sarkozy miał odwagę powiedzieć wczoraj, że codzienność przeciętnego Francuza jest dziś o wiele gorsza, niż przed trzema laty. Co gorsza, nic nie upoważnia do tego, aby w najbliższej perspektywie miało być lepiej. Wręcz przeciwnie:
-Europa może tym razem zostać zmieciona z powierzchni ziemi, jeśli się nie opamiętamy – powiedział.
Szukając wyjaśnienia dramatycznej sytuacji mówił o spustoszeniu jakie przyniosła globalizacja.
- Kryzys długów prywatnych zamienił się w kryzys długu publicznego. A kryzys banków, przerodził się w kryzys państwowy.
Miało to następować powoli, od końca lat 70-ych XX wieku, gdy na świecie przyjęto świętą zasadę wolnego handlu. Była to zasada bez sprecyzowanych reguł. Jej rozpowszechnienie zwłaszcza w krajach rozwijających się, spowodowało zadłużenie, a w konsekwencji załamanie ekonomiczne.
Sprawy zaszły dziś tak daleko, że nie wystarczą już tylko rygory budżetowe. Sarkozy apelował więc znów do Francuzów o rygor ciężkiej pracy i poświęcenia.
Dziś nie ma wyboru między tym, czy zarabiać mniej i pracować więcej. Dziś będzie raczej odwrotnie: więcej pracy, mniej pieniędzy.
Sarkozy zapowiedział, że z determinacją i zimną krwią walczył będzie o ograniczenie deficytu. Z determinacją i zimną krwią ograniczać będzie zatrudnienie w administracji publicznej. W styczniu zamierza on zaprosić wszystkich partnerów społecznych na szczyt dotyczący zatrudnienia.
Zapowiedział wielką reformę w dziedzinie opieki społecznej. Ochrona zdrowia, pomoc finansowa dla rodziny i dzieci jest we Francji rozwinięta wspaniale. Jej koszt jest jednak niezwykle wysoki. Kolejne ekipy przymierzają się do reformy tego systemu od dziesiątków lat. Sarkozy jest kolejnym prezydentem republiki, który zapowiada, że zmierzy się z tym kompleksowym i niezwykle czułym społecznie problemem.
Mówiąc o Unii Europejskiej, prezydent Francji uznał, że nie jest ona wyborem, ale czymś niezbędnym. Jednakże kryzys odsłonił pewne słabości i sprzeczności kontynentalnej struktury. Trzeba ją zatem na nowo przemyśleć i zreformować. Nie ma jednak mowy tworzeniu narodowych enklaw.
- Społeczeństwa zamknięte czeka tylko jeden los : upadek. Upadek ekonomiczny, intelektualny i moralny.
Nie musi to jednak oznaczać konieczności likwidacji granic. Mówca zapowiedział przy tym ścisłą kontrolę imigrantów, których obecność „rujnuje francuską opiekę społeczną”.
Wielkiej reformy wymaga jego zdaniem wspólna europejska waluta. Wątek euro nie był jednak zbyt rozwinięty w jego wystąpieniu. Oznaczać to może brak szczegółowych uzgodnień z Angelą Merkel. Sarkozy ograniczył się więc tylko do ogólnej uwagi:
- Dla każdego powinno być jasne, że to, co zdarzyło się w Grecji nie powtórzy się już więcej w strefie państw euro – powiedział Sarkozy.
Mówiąc o przyszłym rządzie europejskim Sarkozy wspomniał, że takie kraje jak Francja (i zapewne również Niemcy) będą chciały zachować prawo weta w kwestiach dla kontynentu zasadniczych.
Mimo, że obserwatorzy zarzucają wystąpieniu Sarkozy’ego dużą dozę ogólności, to w porównaniu np. z expose Tuska i tak wydaje się ono bardziej konkretne. Mnie w jednym i drugim przypadku brak zawsze odniesienia do włąsnych błędów autorów tych mądrości.
Uzupełnieniem tej wypowiedzi prezydenta Francji będzie na pewno dzisiejsze wystąpienie Angeli Berkel w Bundestagu. Po nim będziemy wiedzieć więcej o tym, w jakim kierunku zmierzać będzie Europa po zapowiadanym na koniec przyszłego tygodnia szczycie.
W Polsce znaczna część mediów emocjonuje się nadal felietonowym wystąpieniem Radka Sikorskiego na nieformalnym spotkaniu w Berlinie. Nie miało ono jednak znaczenia jakie chciałby sobie przypisać jego autor, jego murzyn i jego premier.
Przyszłość Europy rozgrywa się gdzie indziej i bez naszego udziału. Można nad tym ubolewać choć trzeba to znosić.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)