W numerze le Monde z datą 13 grudnia ukaże się wywiad Eric’a IZRAELEWICZA i Arnaud LEPARMENTIER z prezydentem Francji Nicolas Sarkozy. Całość drukowana jest jednak już teraz w internetowym wydaniu gazety.
Pozazdrościć innym nacjom szczerych wypowiedzi przywódców, którzy zdają relacje przed suwerenem, przed swoimi wyborcami, przed swoją opinią publiczną. Milczenie Tuska w kwestiach dotyczących spraw dla państwa i jego obywateli zasadniczych jest upokorzeniem wyborców i skazywaniem ich na domysły. Ma ono być przerwane dopiero tydzień po podjęciu w Brukseli decyzji.
Sarkozy uważa, że na szczycie w Brukseli zrobione zostało wszystko, aby zapobiec eksplozji na kontynencie. Zaleca jednak daleko idącą ostrożność, gdyż postanowienia brukselskie obejmują tylko te działania, na które zgodziła się większość krajów w ramach kompromisu. Tylko w teorii, przy założeniu, że unia jest organizacją doskonałą można byłoby zrobić więcej. Przedstawiciele rządów musieli się jednak liczyć z realiami życia. Dlatego Sarkozy uważa, że uczyniono zasadniczy krok w kierunku nowej integracji. Określono też warunki wyjścia z kryzysu. Francuski prezydent określił euro jako serce Europy. Gdyby przestało ono bić, Europa umrze. Operację naprawy mechanizmu monetarnego wadliwego już w momencie jego tworzenia, należało więc podjąć natychmiast i to w okresie pełnej zapaści. Prezydent wspomniał, że w strefie euro znalazły się kraje, które były na to zupełnie nieprzygotowane. To zadziałało jak zatruty lek i osłabiło odporność wspólnego systemu bankowego i finansów. W krajach, które jako pierwsze musiały przeciwstawić się kryzysowi zaproponowano społeczeństwom drakońskie metody oszczędności. Nałożył się na to wszystko bezprecedensowy kryzys zadłużenia instytucji finansowych. Europa stanęła więc na krawędzi przepaści.
Czy propozycje ostatniego szczytu w Brukseli odpowiadają na wszystkie problemy z którymi dziś boryka się Europa?
Zapowiedziano najpierw stworzenie wspólnego rządu odpowiedzialnego za sprawy ekonomiczne. Jeśli bowiem ekonomie poszczególnych krajów strefy nie wyznaczą sobie wspólnych celów, to utrzymanie wspólnej monety będzie niemożliwe. Ten wspólny rząd odpowiedzialny za sprawy ekonomiczne należeć będzie do głów państwa. Sarkozy uważa, iż taka zasada stanowić będzie istotny czynnik europejskiej demokracji w porównaniu z sytuacją w której wszystko koncentrowało się wokół Centralnego Banku Europejskiego, komisji europejskiej, czy tzw. paktu stabilizacyjnego.
Od jutra państwa strefy euro decydować będą w kwestiach dotyczących rozwoju przemysłowego, polityki handlowej, rynku pracy, badań naukowych.
Zdaniem francuskiego prezydenta nie ma tu mowy o ograniczaniu suwerenności państw członków unii w dziedzinie ekonomii, skoro rządy te reprezentują osoby wybrane w demokratycznych wyborach. Od tej pory suwerenność i niezależność będą się wyrażać w konsultacjach z przyjaciółmi, sojusznikami i partnerami. Sarkozy zapewnia, iż żadna inna domena poza ekonomiczną, nie zostanie podporządkowana temu co nazywa on „władzą ponadnarodową”.
W wywiadzie jest również mowa o istotnym wzmocnieniu europejskiej solidarności przez stworzenie Europejskiego Mechanizmu Solidarności. Ma on zgromadzić 80 miliardów euro, co będzie równoznaczne z możliwościami pożyczkowymi rzędu 500 miliardów. Pieniędze pomogą w przyszłości tym krajom strefy euro, które nie będą w stanie poradzić sobie samodzielnie z zadłużeniem. Mechanizm ma obowiązywać już od lipca 2012. Zostanie on przyjęty nie jednogłośnie, ale większością 85 procent głosów. Skąd taka większość ? Francja i Niemcy chcą się zabezpieczyć już w tej chwili przed niespodziankami takimi jak veto Brytyjczyków, czy wątpliwości innych krajów jak Czechy, Węgry, czy Szwecja.
Co na to Polska ?
Dyktat francusko – niemiecki został przez nas przyjęty bez szemrania. W ciągu 10 dni Tusk ma dać odpowiedź w sprawie przystąpienia kraju do wzmocnienia międzynarodowego funduszu walutowego. W ciągu 15 dni ma być gotowy projekt europejskich aktów prawnych związanych z reformą. Daty te brzmią jak ultimatum. Jego realizacja oznaczać będzie nową Europę, nie taką, jaka została przyjęta w referendum. Co więcej, Tusk zgodził się w ciemno także na wszelkie inne francusko – niemieckie propozycje. Tymczasem brukselskie postanowienia mają służyć w pierwszym rzędzie obronie europejskiej waluty, która nie jest naszą narodową monetą. Spekuluje się także na temat wysokości kosztów, które poniesie nasz kraj przy tworzeniu Europejskiego Mechanizmu Solidarności. Jedni mówią o 10 miliardach, inni o 20 miliardach euro. Będą to pieniądze zaangażowane przez Tuska i Rostowskiego w celu pomocy innym. Sama Polska nie będzie jednak mogła korzystać z tej pomocy, gdyż nie jesteśmy w strefie euro. Pomagać będziemy teoretycznie takim krajom jak Francja, która w tej chwili jest zadłużona do wysokości biliona sześciuset dziewięćdziesięciu dwóch miliardów euro. Jednakże program sanacji finansów państwowych w tym kraju zakłada zwolnienie 150.000 urzędników, czy reformę ubezpieczeń, która do 2017 roku ma przynieść 22 miliardy oszczędności. I znów na tym tle propozycje Tuska – Rostowskiego jawią się jako kosmetyka, która nie może urazić potężnego elektoratu PO.
Komentarze
Pokaż komentarze (1)